LFO żąda od banku 120 mln zł

Dawid Tokarz
opublikowano: 2003-10-09 00:00

Laboratorium Frakcjonowania Osocza pozwało Kredyt Bank. Ten zaś rozważa pozew przeciw Skarbowi Państwa.

Sąd Okręgowy w Warszawie stanie się w najbliższym czasie areną sporu między Laboratorium Frakcjonowania Osocza (LFO) a Kredyt Bankiem (KB). Mielecka spółka domaga się od banku niebagatelnej kwoty — blisko 120 mln zł.

— Kredyt Bank po zrealizowaniu 2/3 inwestycji wstrzymał finansowanie i wypowiedział LFO umowę kredytową, mimo że nie miał do tego prawa. Wartość pozwu to suma wkładu własnego wspólników i utraconych korzyści, wynikających wprost z biznesplanu, zaakceptowanego przez KB — mówi Bogumiła Kowalska, pełnomocnik LFO.

— Wszystkie nasze działania były zgodne z zapisami umowy. Pozew jest bezpodstawny, i to nie tylko merytorycznie, ale także pod względem formalnym — powinien być złożony w sądzie arbitrażowym — mówi przedstawiciel konsorcjum, które udzielało kredytu LFO (jego organizatorem był KB).

Niezależnie od tego, której stronie ostatecznie sąd przyzna rację, najwięcej na pozwie może zyskać Ministerstwo Finansów. Resort prowadzi z KB negocjacje, dotyczące wypłaty około 12 mln USD (47 mln zł) z tytułu poręczenia, jakim Skarb Państwa objął kredyt, udzielony na realizację inwestycji LFO.

— Ministerstwo dostało kolejny argument do ręki. Twierdzi, że nie wypłaci poręczenia, ponieważ może okazać się — jeśli sąd przyzna rację LFO — że KB nie jest wierzycielem, ale dłużnikiem spółki. Ponadto, zdaniem LFO, KB zawyżył wierzytelność — wyjaśnia osoba zbliżona do negocjacji.

Całą sprawę może skomplikować fakt, że — jak pisaliśmy dwa tygodnie temu — zniecierpliwiony długimi negocjacjami KB poważnie rozważa skierowanie do sądu pozwu przeciwko Skarbowi Państwa o wypłatę poręczenia.

To nie wszystko. Działalność LFO od wielu miesięcy jest pod lupą Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu, która na razie nie postawiła nikomu zarzutów. Zdaniem właścicieli LFO, inwestycja realizowana była zgodnie z prawem, a winę za jej niepowodzenie ponosi Kredyt Bank i Ministerstwo Zdrowia, którego urzędnicy robili wszystko, by ją zablokować.