nrk: Ilu jest w Polsce agentów
piłkarskich?
Dariusz Mróz: Licencjonowanych trzydziestu pięciu.
Jednak nie wszyscy działający jako agenci posiadają stosowne uprawnienia.
Licencja jest konieczna?
Jest
wiele osób, które działają na bezczelnego - bez uprawnień, bez obowiązkowych
ubezpieczeń, bez ponoszenia odpowiedzialności przed klientami.
Uchodzi im to na
sucho?
Przepisy FIFA mówią jasno: każda umowa agenta z piłkarzem
powinna być bezwzględnie zarejestrowana w związku. I choć kontrakty zawierane za
pośrednictwem osób bez licencji nie podlegają ochronie prawnej władz
piłkarskich, a piłkarze współpracujący z nimi mogą zostać zawieszeni w prawach
zawodnika lub ukarani finansowo w kwocie co najmniej 10 tys. franków
szwajcarskich, to proceder kwitnie.
Co na to PZPN?
Jak sprawa nie
wychodzi na jaw to, podobnie jak inne służby, nic. Jeżeli sami, jako środowisko,
nie zadbamy o nasze interesy, rejestrując na przykład związek agentów
piłkarskich, to ani PZPN, ani policja nam nie pomogą.
Trudno jest zostać agentem piłkarskim w
Polsce?
Należy zdać egzamin przed Komisją Licencji Menedżerskich
PZPN. Odbywają się dwa razy do roku. Koszt egzaminu to pięć tysięcy złotych.
Opłata przepada, jeżeli się obleje. Drugi raz próbować można dopiero po
roku.
Jak wygląda taki egzamin?
Jest
to typowy test wyboru. Pytania zawsze są inne. Przychodzą wprost z centrali
FIFA. Kilka dokłada od siebie PZPN. Dotyczą spraw, nad którymi w ostatnim
okresie łamali sobie głowy członkowie różnych komisji i wydziałów FIFA, UEFA i
PZPN, między innymi wydziałów dyscypliny, gier, sądów polubownych, komisji ds.
ustalania ekwiwalentów.
Należy jeszcze wnieść kaucję lub obowiązkowo
ubezpieczyć się na kwotę 100 tysięcy franków szwajcarskich, i wydawana jest
licencja, która upoważnia do działalności na całym świecie.
Czym zajmuje się polski piłkarski agent
sportowy?
Prezentuje możliwości piłkarza klubom, wysyła płyty DVD,
podejmuje i opiekuje się przedstawicielami klubów, którzy chcą zobaczyć
zawodnika podczas meczu. Nawiązuje pierwsze kontakty z macierzystym klubem
zawodnika i w imieniu kontrahenta przedstawia ewentualne oferty. Ale przede
wszystkim zabezpiecza interesy swojego klienta, negocjując w jego imieniu
kontrakt umożliwiający profesjonalne uprawianie piłki nożnej.
Na czym polegają
negocjacje?
Agenci i kluby stoją po przeciwnych stronach barykady.
Klub chce, żeby zawodnik grał za grosze, na jak najgorszych warunkach. Agent
odwrotnie, dąży do tego, by piłkarz zarabiał jak najwięcej. Strony próbują
przechytrzyć się na wszelkie sposoby. Przemycają do umowy różne kruczki
warunkujące realizację wypłaty zasadniczej, premii meczowych, kwestię
rozwiązania kontraktu, kwoty odstępnego, sprawy dotyczące kosztów leczenia
operacyjnego, ubezpieczenia, praw do wizerunku zawodnika, przesunięcia go do
drużyny rezerwowej, kar, nagród, regulaminów wewnętrznych itp.
Jak się szuka młodych
talentów?
Aby znaleźć tych najbardziej perspektywicznych,
współpracuję z całym sztabem ludzi, byłymi zawodnikami, byłymi sędziami,
początkującymi trenerami. Wykorzystuję nawet znajomych dziennikarzy, którzy z
racji obowiązków zawodowych obserwują mecze różnych poziomów rozgrywkowych. Nie
stronię też od opinii kibiców, do których mam zaufanie, że znają się na rzeczy.
Monitoruję media w poszukiwaniu informacji o zawodnikach, którzy błysnęli gdzieś
w Polsce w lokalnych ligach.
I od razu trzeba zobaczyć ich w
akcji?
Pierwsze obserwacje zlecam moim współpracownikom. Śledzę
kanały sportowe i nagrywam wiele materiału wideo. Tygodniowo oglądam na żywo
blisko 20 wydarzeń sportowych. Są to zarówno mecze ligowe, pucharowe,
towarzyskie jak i sparingi, konsultacje, treningi.
I po obserwacji podpisywany jest
kontrakt?
Zanim podpiszę z zawodnikiem kontrakt, mam już na jego
temat opinie od moich współpracowników. Także na temat psychiki sportowca, a
więc tego czy jest rozsądny, czy nie za często stwarza problemy wychowawcze.
Nic nie zastąpi osobistych
ocen.
Obserwuję zawodnika minimum trzy razy. Głównie pod względem
taktycznym, jego motoryki i umiejętności technicznych. Muszę się przekonać do
walorów piłkarskich sportowca. Muszę w nie uwierzyć. Tak mocno, żeby później z
pełnym przekonaniem zachwalać w klubach jego kandydaturę, nie dając się zbić z
tropu prezesom czy trenerom, którzy na temat umiejętności zawodnika mogą mieć
tylko zasłyszane i niesprawdzone do końca opinie.
Co, jak nie uwierzą w
zapewnienia?
Jak wywalą mnie drzwiami, to ja w imieniu zawodnika
wrócę oknem. W tym fachu trzeba jednak uważać. Jak dwa, trzy razy polecisz
klubowi zawodnika, który z jakiś tam powodów się nie sprawdzi, to klub straci
finansowo i zarówno prezes, jak i trener, który odpowiada głową za wyniki,
zaczną rozpowszechniać w środowisku opinię, że nie znasz się na rzeczy i
polecasz same "patyki", a nie piłkarzy. A wtedy to już koniec działalności w tym
interesie.
Z kim głównie rywalizuje agent sportowy - z
kolegami po fachu czy może z łowcami talentów zatrudnionymi przez
kluby?
Rywalizuję z wieloma osobami ze środowiska piłkarskiego. Od
licencjonowanych kolegów i ich przedstawicieli, przez tych działających na rynku
w szarej strefie, kończąc na skautach i łowcach talentów pracujących dla klubów
sportowych polskich i zagranicznych. Konkurencja jest duża.
Czy to popłatne
zajęcie?
Licencjonowany agent ma tylko trzy źródła dochodu. Prowizję
może otrzymać od zawodnika, klubu sprzedającego lub klubu kupującego. Jednak w
myśl przepisów FIFA agent może reprezentować tylko jedną ze stron, więc nie jest
możliwe uzyskanie prowizji, na przykład od klubu, który zawodnika kupuje i tego,
który sprzedaje.
Jaka jest wysokość prowizji?
Od
dwóch do 10 procent brutto od klubów z tytułu pośrednictwa transferowego.
Ile płacą zawodnicy?
Z reguły
10 procent od wynegocjowanych im podstawowych, zasadniczych zarobków.
A premie?
Od wszelkich
należnych zawodnikom premii, na przykład z tytułu awansu, utrzymania w lidze,
zdobycia pucharu oraz dodatków socjalnych typu "na mieszkanie i samochód" nic
się agentowi, w myśl przepisów, nie należy.
Pełen wywiad znajdziesz w listopadowym wydaniu "Naszego Rynku Kapitałowego".
