Liczenie milionów mnie nie interesuje

opublikowano: 09-04-2021, 13:00
aktualizacja: 11-04-2021, 20:00

Paweł Przewięźlikowski, prezes i główny akcjonariusz Ryvu, mówi o tym, co motywuje go do pracy w branży biotechnologicznej i dlaczego porzucił dla niej karierę w IT.

„PB’’: Przed założeniem własnej spółki biotechnologicznej pracował pan w branżowym gigancie, tyle że z innej branży.

Paweł Przewięźlikowski: Na piątym roku studiów zacząłem pracować w Comarchu — właściwie realizowałem swoją pracę dyplomową, a jednocześnie zacząłem karierę jako analityk systemów. Wtedy w Comarchu pracowało 15 osób. Kiedy odchodziłem, było ich 2,7 tys., z czego 800 raportowało do mnie.

W Comarchu stał pan m.in. za stworzeniem Interii.pl. Czym się pan zajmował jako spec od IT?

Miałem dużo swobody. Zawsze fascynowały mnie nowe technologie, komunikacja elektroniczna, internet, więc w tym w tym kierunku szły projekty, które starałem się pozyskiwać i realizować z zespołem. Stąd wzięły się np. pierwsze systemy komunikacji między supermarketami a ich dostawcami. Ukoronowaniem były systemy internetowej obsługi klientów dla banków czy biur maklerskich.

Mógł pan robić karierę w branży IT jeszcze przez wiele lat. Dlaczego wybrał pan inną ścieżkę zawodową i dlaczego właśnie biotechnologię?

Informatyka troszeczkę mi się znudziła. Dzięki rozwojowi Comarchu najpierw realizowaliśmy małe projekty dla małych firm, potem średnie dla średnich, a w końcu duże dla wielkich korporacji. Merytorycznie osiągnęliśmy wszystko. Można było wdrażać kolejny system nie w 10, ale w 100 lokalizacjach. Do pewnego stopnia intelektualnie mnie to już nie fascynowało i chciałem spróbować coś nowego w innej formie organizacyjnej, założyć własną firmę i samemu odpowiadać za strategię. Z Bogdanem Sieczkowskim, współzałożycielem, rozważaliśmy różne projekty, w które mogliśmy się zaangażować. Biotechnologia nas fascynowała intelektualnie jako trudna branża, w której technologicznie wiele się dzieje, którą można rozwijać w Krakowie i która daje szansę długoterminowego zwrotu z inwestycji, bo trendy makroekonomiczne jej sprzyjają. Decydujące było to, że można było po prostu zrobić coś dobrego dla ludzkości. Intelektualnie czy finansowo zrealizowałem się już w Comarchu, mogłem już iść na emeryturę.

To był 2007 r. Jak to wyglądało na początku? Wiedzieliście, jak zarządzać ludźmi, ale jak pozyskiwaliście projekty naukowe?

Kluczowe kompetencje, które wynieśliśmy z Comarchu, to było zarządzanie zespołami inteligentnych ludzi i sprzedaż owoców ich pracy na rynkach międzynarodowych. Oczywiście trzeba było znaleźć pierwiastek naukowy, bo nie znaliśmy się na chemii, biologii, medycynie. Zrekrutowaliśmy zespół bardzo dobrych naukowców i zaczęliśmy iść trzytorowo: budować oprogramowanie do modelowania struktur białkowych, szukać ciekawych projektów leków na polskich uczelniach, a także budować laboratoria i zainteresować rynek naszymi usługami. Te trzy kierunki cały czas są kontynuowane w spółkach Ardigen, Ryvu i Selvita. Oczywiście po drodze było wiele zakrętów i rozczarowań, ale założenia z 2007 r. cały czas się sprawdzają.

Pamiętam, jak kilka lat temu na jednej z konferencji prasowych dziękował pan „spekulantom z NewConnect’’, którzy wyłożyli pieniądze przy IPO Selvity. Wtedy instytucje finansowe nie wierzyły w branżę?

Polska branża dużo straciła ze względu na problemy Biotonu 15 lat temu. Biotechnologia kojarzyła się z projektami, które były niekoniecznie transparentne i wiązała się ze stratami inwestorów. Działaliśmy w cieniu tego. Inwestorzy indywidualni bardziej niż instytucje rozumieli wtedy trendy i byli bardziej odważni. Większość akcji objęli drobni inwestorzy, z których część mówiła wprost, że ufa mi osobiście oraz że to inwestycja mocno spekulacyjna, bo jak zarobią, to się będą cieszyć, a jak nie, to przynajmniej pieniądze pójdą na walkę z rakiem. To cytat z jednego z inwestorów. Instytucje takim myśleniem nie mogą się kierować.

Pańskie pakiety akcji są teraz warte ponad 600 mln zł. Mówił pan, że już odchodząc z Comarchu był spełniony finansowo. Co pana trzyma przy aktywnej, codziennej pracy zarządczej, bo na emeryturę się pan nie wybiera?

Nie wybieram się. Sprzedałem akcje Comarchu i Interii za kilkanaście milionów złotych. Miałem mieszkanie, środek transportu, pieniądze na wakacje, a zwiększanie poziomu konsumpcji czy liczenie kolejnych milionów mnie nie interesowało. Główną motywacją było dla mnie znalezienie ciekawego zajęcia, które przyniosłoby pożytek innym, a mógłbym mu poświęcić 30 lat do emerytury, bo miałem 35 lat, jak zakładałem z Bogdanem Selvitę. Ta motywacja cały czas jest — by spędzać ciekawie i pożytecznie swoje życie. Oczywiście wartość akcji jest miernikiem tego, co udało się osiągnąć, ale raczej interesuje mnie jako wskaźnik tego, jak pomnażam pieniądze powierzone mi przez inwestorów zewnętrznych. Jak kurs rośnie, to mam poczucie, że sprostałem ich zaufaniu, a nie cieszę się, że moja osobista kupka pieniędzy przyrasta. To jest dla mnie abstrakcyjne.

Rozmawiał Marcel Zatoński

Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz na pb.pl/dosluchania

w tym tygodniu: „Poznaj polską biotechnologię’’

goście: Maciej Wieczorek — Celon Pharma, Paweł Przewięźlikowski — Ryvu Therapeutics, Marcin Szumowski — OncoArendi Therapeutics, Piotr Trzonkowski — PolTREG, Michał Ficenes — Skarbiec TFI

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane