Firma Greek Trade strategię oparła na dywersyfikacji segmentów odbiorców i asortymentu produktów.
Greek Trade jest rodzinną firmą handlową. Specjalizuje się w imporcie i dystrybucji artykułów spożywczych na terenie Polski. Zajmuje się także eksportem polskich towarów na rynki zagraniczne oraz produkcją — na początku roku firma uruchomiła produkcję komponentów dla cukiernictwa pod Łodzią. Theodoros Siakas, prezes i właściciel spółki, postanowił uniezależnić ją od wahań koniunktury.
Przez przypadek
Obecność Theodorosa Siakasa w naszym kraju jest dziełem przypadku. Studiował w Polsce, a po zakończeniu nauki wrócił do kraju. Tam rozpoczął pracę w firmie handlującej artykułami spożywczymi. Interesy rzuciły go ponownie do Polski, do Krakowa.
— Moi pracodawcy chcieli, żebym otworzył tu oddział. Szybko jednak z tego zrezygnowali. Zostałem i postanowiłem założyć własną firmę — mówi Theodoros Siakas.
Spółka powstała w 1992 r. Na początku Theodoros Siakas importował tylko z Grecji, głównie brzoskwinie w puszkach. Klientów polskich szukał na targach krajowych — np. Polagra Food w Poznaniu, a dostawców na zagranicznych w Brnie, Moskwie, Paryżu.
— Targi pozwoliły mi poznać rynek i nawiązać kontakty — mówi Theodoros Siakas.
Powoli sieć konsumencko-producencka się powiększała. Greek Trade wyszła poza Grecję — do krajów europejskich, Dalekiego Wschodu i Ameryki Łacińskiej. W 1999 r. popłynął eksport polskich mrożonek.
— W Grecji mam 5-6 amatorów polskich produktów. Są to duże zakłady przetwórcze — mówi Theodoros Siakas.
Liczą się kontakty
Od 2 lat spółka sprzedaje do Rosji. Stawia twarde warunki — Rosjanie sami przyjeżdżają po towar.
— W handlu z Rosją trzeba być ostrożnym. Jeśli nie możemy ubezpieczyć towaru, sprzedajemy na przedpłatę. Stałym partnerom udzielamy jednak kredytu kupieckiego. Poza tym, zanim przystępujemy do współpracy, przeprowadzamy wywiad gospodarczy — mówi Theodoros Siakas.
Dla nowicjuszy w handlu z Rosją szef Greek Trade ma jedną radę — budować osobiste relacje.
— Przywiązanie i dobre kontakty pozabiznesowe z Rosjanami zdecydowanie wpływają na jakość relacji handlowych — podkreśla Theodoros Siakas.
Jego zdaniem, najlepszym sposobem na utrzymanie płynności i stabilny biznes jest dywersyfikacja zarówno źródeł surowców, jak i segmentów odbiorców. 30 proc. produktów trafia do detalu i zagranicznych sieci handlowych w Polsce, po 35 proc. — do zakładów przetwórczych i cukierniczych.
— Taka organizacja działa jak wentyl bezpieczeństwa. Jeśli zbiory brzoskwiń w Grecji były słabe, importujemy z innego kraju. Dzięki współpracy z zakładami przetwórczymi nie jesteśmy natomiast uzależnieni od dyktatu supermarketów — tłumaczy Theodoros Siakas.
Greek Trade ma własną markę — Helcom. Firmowane są nią produkty pochodzące z importu.
— Cała oferta przeznaczona do detalu trafia na polski rynek już gotowa do sprzedaży. Pakowanie odbywa się za granicą, u producentów. Oni umieszczają naszą markę i polski kod kresowy na opakowaniu — mówi Theodoros Siakas.
Grecki biznesmen uważa Polskę za bardzo konkurencyjnego dostawcę przetworów owocowo-warzywnych na europejskim rynku w porównaniu z nowymi członkami UE. Czechy i Słowacja nie oferują takiego asortymentu, a Węgry są droższe. Relacja ceny do jakości polskich wyrobów jest korzystna dla odbiorców z Zachodu. Szef Greek Trade liczy, że to pomoże mu w zdobyciu silnej pozycji w Europie. W planach ma podpisanie umowy na dostawy dla węgierskiej sieci Tesco.
Mała produkcja
Greek Trade zamierza także poszerzyć swoją ofertę o nowe produkty. Łódzki zakład produkcyjny i magazyn firma dzierżawi, ale jest już na etapie przejmowania tych nieruchomości na własność. 2005 r. ma przynieść audyt końcowy HACCP, rozbudowę największego magazynu firmy w Krakowie i budowę chłodni. HACCP ma obejmować nie tylko segment produkcyjny, ale też działkę handlową.


