Przewoźnicy lotniczy walczą o przetrwanie, a tu rząd zrobił im psikusa. Pod koniec roku zaproponował nowelizację ustawy o PNR (z ang. passenger name record, czyli dane dotyczące podróży pasażera, zapisane w bazie przewoźnika), która od maja 2018 r. zobowiązuje linie do przekazywania danych Straży Granicznej (SG). Nowelizacja pozwoli SG karać przewoźników za przewinienia z lat 2018-19, bo wydłuża okres przedawnienia z trzech do pięciu lat.
Przedstawiciele branży, wśród nich Rada Przewoźników Lotniczych BARIP, IATA i porty lotnicze, twierdzą, że na początku obowiązywania ustawy przekazywanie danych PNR było niemożliwe, bo system informatyczny SG był nieodpowiedni. Straż zaprzecza i karze przewoźników, a przypadków naruszeń znalazła sporo - z okresu od 29 maja 2018 r. do 28 lutego 2021 r. prawie 114,5 tys. IATA szacuje, że kary sięgną 4 mld zł.
- Postulujemy, by nie uchylać art. 70 ustawy o PNR, czyli pozostawić trzyletni okres przedawnienia. Istotą ustawy jest nałożenie na przewoźników lotniczych obowiązku przesyłania danych PNR w celu zapobiegania m.in. przestępstwom terrorystycznym. W przypadku niedopełnienia tego obowiązku przewoźnikom grożą kary administracyjne, które muszą być skuteczne, proporcjonalne i odstraszające. Tak stanowi art. 14 dyrektywy, która jest transponowana do krajowego porządku prawnego. Trudno zrozumieć sens karania linii lotniczych za niewywiązanie się z obowiązku na samym początku funkcjonowania systemu - i to dopiero po trzech latach od wejścia w życie ustawy. Gdzie tu jest proporcjonalność i skuteczność kary? Proponujemy, by wszczęte już postępowania umorzyć, a także nie wszczynać kolejnych za naruszenia popełnione do 31 grudnia 2021 r. Mamy gotowe projekty zmian. Przewoźnicy nie negują samego faktu obowiązywania i nakładania kar, ale branża stanowczo oponuje przeciwko wstecznemu karaniu na tak masową skalę w dobie COVID-19. Problem dotyczy około 400 przewoźników lotniczych – mówi Karolina Bonarska-Lenarczyk, radca prawny reprezentujący kilka linii.
Wczoraj przedstawiciele branży wzięli udział w obradach komisji sejmowej podczas pierwszego czytania nowelizacji.
- Mam nadzieję, że posłowie i posłanki uzmysłowili sobie, że to nie jest prosta nowelizacja, a poprawki nie są techniczne. Komisja wydłużyła obrady o godzinę, a branża mogła się wypowiedzieć na temat projektu – relacjonuje Agnieszka Jankowska, członek zarządu AmCham.
Na razie jednak posłowie nie wzięli pod uwagę stanowiska branży, bo w pierwszym czytaniu ustawa przeszła bez poprawek.
Joanna Wolf z IATA obawia się, że straty dla gospodarki będą wielokrotnie większe niż łączne kary, bo linie wycofają się z Polski lub zbankrutują, pogorszy się komunikacja kraju z zagranicą i ucierpi cała branża. Zdaniem Wojciecha Borysa, przedstawiciela Aerofłotu w Polsce, kary będą tak wysokie, że linie nie będą w stanie ich zapłacić, a to może poskutkować utratą zezwoleń wydawanych przewoźnikom spoza UE przez Urząd Lotnictwa Cywilnego.
- Liczę, że posłowie się zreflektują i podczas drugiego czytania przychylniej spojrzą na postulaty branży podpisane przez przedstawicieli linii lotniczych i portów – podsumowuje Anna Midera, prezeska łódzkiego lotniska.