W zimowym rozkładzie lotów zmiany nie będą jeszcze bardzo widoczne, ale na wiosnę można się spodziewać mniejszej liczby połączeń.
Jak twierdzą obserwatorzy rynku lotniczego, tak źle nie było w branży od czasu ataków z 11 września 2001 r. Na kryzys nałożyły się jeszcze wysokie i niestabilne ceny paliwa, co doprowadziło przewoźników na skraj przepaści.
— W ciągu tego roku upadłość ogłosiło około 30 linii lotniczych i prawdopodobnie będzie ich więcej. Według przewidywań Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych IATA straty na rynku lotniczym wyniosą aż 3 mld funtów w tym roku oraz kolejne 2,3 mld funtów w przyszłym roku — mówi Emilia Osewska-Mądry, dyrektor British Airways w Polsce.
Po pierwsze: oszczędność
Główną oznaką kryzysu dla przewoźników jest spadek popytu na podróże lotnicze.
— Klienci biznesowi z jednej strony ograniczają wydatki na podróże służbowe jako element redukcji kosztów, z drugiej strony — latają mniej ze względu na spowolnienie aktywności gospodarczej. Klienci indywidualni także ograniczają wydatki — tłumaczy Andrzej Kozłowski z biura prasowego PLL LOT.
Aage Duenhaupt, dyrektor odpowiedzialny za komunikację korporacyjną w Lufhthansie, informuje, że przewoźnik zamroził zatrudnienie w lotnictwie pasażerskim i administracji już na początku roku. Ponadto zamierza zreorganizować dział zamówień oraz system zarządzania nieruchomościami należącymi do przedsiębiorstwa, na czym planuje oszczędzić kilkadziesiąt milionów euro rocznie.
Porty lotnicze i podwykonawcy linii lotniczych, jak firmy leasingowe, informatyczne, transportowe itd., mogą się spodziewać renegocjonowania umów, a producenci samolotów — zapomnieć o nowych zamówieniach.
Mniej połączeń
— Największe spadki przewozów obserwujemy na połączeniach krajowych, co wynika z możliwości zastąpienia podróży lotniczych tańszym transportem naziemnym. W grudniu liczba oferowanych miejsc na kierunkach wewnątrz Europy spadła o 3 proc. w porównaniu z grudniem 2007 r. Zamykamy połączenia, które stały się nierentowne na skutek zmniejszonego popytu — opowiada Andrzej Kozłowski.
Również British Airways zredukowały liczbę połączeń o 3 proc. Najmniej rentowne połączenia zawieszono, a częstość niektórych rejsów zmniejszono.
— Zrewidowaliśmy również letni rozkład lotów na rok 2009 i postanowiliśmy dostosować nasze zdolności przewozowe do wymogów rynku zmniejszając je o 1 proc., porównaniu z rozkładem tego samego okresu roku bieżącego. Skorygowaliśmy plany nakładów inwestycyjnych. Postawiliśmy na kontrolę kosztów i wzmacnianie płynności gotówkowej — mówi Emilia Osewska-Mądry.
Analitycy przewidują, że 2009 r. będzie dla przewoźników lotniczych najtrudniejszy. Rok później nastąpi czas stagnacji i lizania ran. Pierwsze wzrosty ruchu lotniczego zaobserwujemy prawdopodobnie w 2011 r.