Listą przebojów rządzi nadawca

opublikowano: 26-07-2021, 20:00

Kampanie propagandowe obecnych władców Polski nieco przypominają listę przebojów – przez pewien okres forsowany jest jakiś utwór, ale nagle spada i zastępowany jest przez inny.

Od standardowej listy praktyka PiS różni się okolicznością, że pozycja na topie nie wynika z popularności wśród odbiorców, lecz z aktualnych potrzeb politycznych samych nadawców. Obecnie najwyższy priorytet otrzymał Polski Ład (PŁ), który ma być nie tylko lekiem na całe zło koronawirusa, lecz również źródłem powszechnej szczęśliwości i dobrobytu (o pierwszym pakiecie ustawowym piszemy na str. 3). Zluzował wszechobecne na billboardach i ekranach jeszcze w maju „770 miliardów złotych dla Polski” w kampanii „Liczy się Polska”. Tamta akcja nie może jednak dobrze wróżyć PŁ, albowiem oparta była na nieuczciwej żonglerce liczbami. Chwytliwa kwota 770 mld zł wynikała z przeliczenia 171 mld EUR, zaś w tej liczbie stopiono 107,9 mld EUR ze zwyczajnych Wieloletnich Ram Finansowych (WRF) 2021-27 oraz 28,6 mld EUR z jednorazowego unijnego Instrumentu Odbudowy i Zwiększania Odporności. Na dodatek rządowi propagandyści od razu doliczyli hipotetyczne pożyczki, szacowane na 34,2 mld EUR. Przy czym operowali wyłącznie kwotą brutto, tymczasem zwyczajna uczciwość wymagała odliczenia polskiej składki, która w latach 2021-27 wyniesie około 45 mld EUR. Po odjęciu bardzo iluzorycznych pożyczek zostaje naprawdę około 92 mld EUR, czyli mniej więcej 414 – a nie żadne tam 770 – mld zł, i to przy założeniu stuprocentowego wykorzystania unijnych funduszy.

Żonglowanie 770 miliardami złotych bez informacji, że to kwota brutto – od której należy odliczyć polską składkę do UE – oraz suma kilku bardzo różnych składników, w tym pożyczek, było wielką nieuczciwością.
Wlodzimierz Wasyluk / Forum

Przypomniana kampania przygasła nie tylko z powodu nakrycia jej obecnie przez PŁ. Pojawiły się konkretne problemy z uzyskaniem unijnych miliardów. Problem nie dotyczy, przynajmniej na razie, traktatowych WRF 2021-27, rozpisywanych na siedem unijnych budżetów rocznych. Komisja Europejska (KE) wciąż jednak odkłada zatwierdzenie Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO). Polska nie znalazła się na razie wśród 16 państw, których plany nie wzbudziły zastrzeżeń i zostały zaakceptowane – najpierw było ich 12, a w drugiej transzy czwórka. Wszystkie będą mogły wkrótce podpisywać z KE umowy i otrzymywać zaliczkowo dotacje.

Po stronie naszego rządu panuje coraz większa nerwówka. Waldemar Buda, odpowiedzialny za KPO wiceminister funduszy i polityki regionalnej, forsuje tezę, że skoro jako ostatni kraj ratyfikowaliśmy ustawowo zasoby własne UE, to trudno oczekiwać, że KE rozpatrzy nasz KPO jako pierwszy, albowiem „w polityce międzynarodowej jest coś takiego jak zasada wzajemności”. Tymczasem ratyfikowanie przez 27 państw zmodyfikowanego systemu zasobów własnych absolutnie nie było obowiązkowo powiązane terminowo ze sporządzeniem przez dane państwo KPO. Poza tym KE nie powiązała kolejności zatwierdzania poszczególnych planów z kolejnością ich otrzymywania, zwracała uwagę na jakość, w tym zwłaszcza wymaganą „zieloność”.

Teza wiceministra o zasadzie wzajemności jest natomiast jak najbardziej prawdziwa. W relacjach naszych władców z instytucjami unijnymi i generalnie społecznością międzynarodową staje się ona coraz bardziej niewygodna. Obecnie np. rząd uważa, że nasz KPO jest uzgodniony i nie rozumie, czemu KE bezpodstawnie przetrzymuje jego zatwierdzenie. Po drugiej stronie lustra natomiast nie tylko instytucje UE, lecz także demokratyczna administracja USA nie rozumieją, czemu np. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji tak długo bezpodstawnie przetrzymuje przedłużenie koncesji dla kanału TVN24. Zaiste, zasada wzajemności niejedno ma oblicze…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane