Właściwie to tekst niniejszy winien mieć jeszcze jedno, otwierające go jak klucz, motto: z Jeremiego Przybory –
Jeszcze tylko parę wiosen,
Jeszcze parę
przygód z losem,
Jeszcze tylko parę zim –
I refrenem zabrzmisz
tym:
Wesołe jest życie staruszka…
I wiadomo, dlaczego. Oto bowiem od jakiegoś czasu najważniejszym, najczęściej i najmocniej przez media eksponowanym tematem ekonomicznym są… emerytury. We Francji – wojna związkowców z prezydentem o emerytury; u nas – hiobowe wieści i prognozy mówiące, iż prawdopodobnie około 5.000.000 (pięć milionów, macie pojęcie?!!) dzisiaj czynnych zawodowo ludzi, za kilka, kilkanaście lat będzie – w sensie ścisłym, nie przenośnym! – przymierać głodem z powodu emerytur tak niskich, że starczających jedynie na jakąś żałosną wegetację. Wesołe jest życie staruszka… Staruszka, który uczciwie i ofiarnie przepracował całe życie jako np. nauczyciel akademicki, a potem czeka go upokarzająca, niezasłużona, haniebnie niesprawiedliwa głodowa agonia – tylko dlatego, że miał tego pecha i mieszka w kraju, który ma absurdalny i niesprawny system emerytalny… A tych wesołych staruszków – nas! bo i ja będę niedługo takim staruszkiem, i Ty Czytelniku też! – będzie pięć milionów.
Przyznam, że temat emerytury jest mi bliski od
dawna: już jako malutki, wzruszająco niewinny i pogodny (nie znałem jeszcze
Redaktora Stawiarskiego) chłopczyk, marzyłem o wysokiej partyjnej emeryturze. Z
powodu patologicznego lenistwa między innymi, nie zrobiłem nic, by to cudne
marzenie ziścić, nigdy nigdzie nie należałem i w ogóle. Ale to nie powód, bym
przymierał itd… Poczucia krzywdy – i absurdalności, i totalnej
niesprawiedliwości losu – dopełniła ta oto sensacyjna wiadomość dnia:
Najsłynniejszy agent CBA, Piękny Tomek, odchodzi na emeryturę, i będzie ją miał
naprawdę wysoką. Proszę bardzo – ale rzecz w tym, iż agent – emeryt Tomek ma …
34 lata! Wedle wyliczeń GUS, dożyje co najmniej statystycznego wieku 74 lat, co
oznacza, że, jak – naturalnie życząc Tomkowi jak najlepiej – obliczyła
„Polityka”, emeryt Tomek będzie pobierał swą wysoką emeryturę przez 42 lata, z
czego wynika, iż budżet państwa wyłoży na to – nie licząc waloryzacji – ponad
milion… A emeryt Tomek – którego zadaniami operacyjnymi były m.in. operacyjne
uwodzenie atrakcyjnych polityczek, pławienie się, dla operacyjnej wiarygodności,
w niewyobrażalnych luksusach i kosztownych trunkach oraz przejażdżki
monstrualnie drogimi autami – będzie miał za co i na emeryturze czynić to, co w
operacyjnej swej pracy… Ja naprawdę nie mam nic przeciwko agentowi Tomkowi
osobiście; ja tylko zwracam uwagę – sięgnąwszy po jego, efektowny i szeroko
omawiany casus – na absurd, z którym naprawdę trzeba coś zrobić! I to już! Bo –
jeszcze tylko parę wiosen… i na przykład mój otyły przyjaciel, profesor Marian
S. i ja – którzyśmy całe życie ciężko przepracowali na Uniwersytecie – będziemy,
zazdrośnie na siebie powarkując, czekać ze sprytnie zagiętymi haczykami, aż
kamerdyner Redaktora Stawiarskiego wyrzuci śmieci po kolejnej bizantyńskiej w
swym przepychu uczcie swego Pryncypała… A przejeżdżający obok porschem 911 S
młodzieniec (emeryt Tomek), powie o nas ubawiony: „o, jak ci to dokazują,
doprawdy, wesołe staruszki!” O nas tak powie! I o Tobie Czytelniku on tak
powie!
Jeżeli pozwolimy, by ten absurd trwał.
W tekście wykorzystano notę „Tomek razy dwa” z
tygodnika „Polityka”, z 2 X 2010
* Bronisław Maj - poeta, eseista, tłumacz - więcej>>
Tekst ukazał się w listopadowym wydaniu miesięcznika "Kapitałowy"
