Lizaki walczą o drugą młodość

Cukierkom na patyku lepiej wiedzie się za granicą niż w kraju. Rodzimy rynek rośnie… w aptekach.

Systematyczny spadek wartości i wolumenu — te gorzkie statystyki widzą co roku producenci lizaków. Według firmy badawczej Euromonitor International, w tym roku wydamy na lizaki o 4 proc. mniej niż w ubiegłym, czyli prawie 103 mln zł. Kategoria jest królestwem wywodzącej się z Włoch Grupy Perfetti Van Melle i jej marki Chupa Chups (nabytej w 2006 r.), która opanowała w Polsce 43,5 proc. (wartościowo) lizakowego rynku.

William Warby/Flickr CC BY 2.0

Kolejny jest niemiecki Storck, a następne — rodzime marki: ZPC Mieszko, Argo i Bomilla. Producenci przekonują jednak, że kategorię czeka jeszcze słodkie życie — będzie przewrót jak w cukierkach, które postawiły na funkcjonalność. To obecnie jedyna rozwijająca się część kategorii, która jako całość się kurczy. Krajowy rynek nie jest skazany na dalszy spadek — przekonują producenci.

— Funkcjonalność jest jednym z ważniejszych trendów na rynku żywności, również słodyczy. Ten kierunek w niedalekiej perspektywie przełoży się na mocny wzrost tej kategorii. W naszej ofercie można znaleźć lizaki tradycyjne, nadziewane gumą do żuciai wzbogacone witaminami. Na zlecenie przemysłu farmaceutycznego produkujemy m.in. lizaki „na gardło”, które dostępne są w aptekach — mówi Mariusz Pistor, product manager w Argo.

Zgadza się z nim Sławomir Pawłowski, prezes CSI Słowianka. — Lizaki jako suplementy diety są dzisiaj szansą na rozwój producentów. Dla nas to ważne uzupełnienie oferty karmelków [twardych cukierków — red.], a ponieważ nie mamy linii do produkcji lizaków, to ją zlecamy — twierdzi Sławomir Pawłowski. Tłumaczy, że jako produkt impulsowy, stojący przy kasie lizaki generują trochę wyższe marże, więc opłacają się producentom i handlowi.

— Lizaki są ważnym elementem w portfolio słodyczy dla dzieci, głównie ze względu na charakterystyczny kształt i pozytywne konotacje. Niska cena jednostkowa umożliwia też dzieciom samodzielne zakupy — mówi Mirosława Stroka, brand manager z ZPC Mieszko. Niektórzy eksperci uważają kategorię za starą, ale to też można przekuć na jej zaletę.

— Lizaki są kategorią z wieloletnią tradycją, a Polacy coraz częściej chcą sobie przypominać o słodyczach z dzieciństwa. Ten trend producenci także powinni wykorzystać. Kolejna kwestia to solidna promocja, której ta kategoria dawno już nie miała — uważa Mariusz Pistor. Lepiej niż w kraju producentom wiedzie się w eksporcie.

— Rocznie produkujemy ponad 100 mln sztuk lizaków, z czego większość trafia na eksport — praktycznie na cały świat, do wielu krajów europejskich, USA, Uzbekistanu czy Izraela — mówi product manager z Argo. Rosnącym eksportem chwali się też Bomilla-Bałtyk. — Sporo lizaków jedzą np. Skandynawowie — mówi Konrad Mickiewicz, prezes ZPC Bałtyk.

Trudno jednak o szczegółowe dane eksportowe Polski w tej kategorii. Lizaki zaliczane są do wyrobów cukierniczych (do których należą jeszcze m.in. cukierki i inne słodycze niezawierające kakao), których łącznie sprzedajemy za granicę za ponad 1 mld zł rocznie. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane