Lokal z piekła rodem

24-10-2017, 22:00

Oferta mieszkań na wynajem jest coraz bogatsza. Ich część woła jednak o pomstę do nieba

Kuchnia z toaletą między zlewem a lodówką, łóżko piętrowe z zamontowaną tuż pod nim wanną czy mieszkanie dla osób… do 160 cm wzrostu — to tylko niektóre opisy ofert najmu. I to tych umiarkowanie szokujących. Są też takie, które trudno zobrazować słowami. Na jednym z portali społecznościowych powstała grupa, której uczestnicy wymieniają się spostrzeżeniami na temat najbardziej szokujących nieruchomości na wynajem. Wiele z nich mrozi krew w żyłach. Przykładem jest piwnica dla pary — bez okien i z toaletą nieopodal łóżka. W takim „luksusie” we Wrocławiu można zamieszkać za 1000 zł miesięcznie. W opisie zaznaczono, że jedną z zalet mieszkania jest… bliskość Biedronki. Dużą wyobraźnią wykazał się też inny właściciel, który poinformował, że w jego lokalu pralki można używać wyłącznie w godz. 13-15, natomiast jedna osoba może korzystać z urządzenia tylko raz w tygodniu. W sieci można znaleźć też inne „perełki”, jak np. mieszkanie z wózkiem z supermarketu zamiast… regału. Zdaniem Macieja Górki, eksperta Domiporta.pl, najdziwniejsze oferty pojawiają się w kategorii mieszkań, w których głównym atutem jest cena.

Zobacz więcej

CIEMNA STRONA: Na rynku najmu obowiązują coraz wyższe standardy, jednak nie wszyscy właściciele mieszkań potrafią się do nich dostosować. Oferowane przez nich lokale czasami przyprawiają o gęsią skórkę. Fot. Fotolia

— Bezczelność właścicieli nie zna granic. Pudrują rzeczywistość, nazywając np. lokal ze starymi dywanami i boazerią mieszkaniem z przytulnym salonem. Dają mało zdjęć, by nie pokazywać od razu mankamentów, albo stosują obróbki graficzne, które je ukrywają. Nieprecyzyjnie podawana jest także cena mieszkania, o dodatkowych kosztach potencjalny lokator dowiaduje się dopiero na miejscu — opowiada Maciej Górka. Marcin Krasoń, analityk rynku nieruchomości w Home Brokerze, potwierdza: nie brakuje osób, które szukają naiwnych.

— Oczywiście tacy właściciele zdają sobie sprawę z tego, że wciskają komuś bubel, bo inaczej nie zamalowywaliby grzyba królującego na ścianie. Niektórzy takie wady mieszkania zastawiają meblami. Najczęstszym mankamentem jest niewielka powierzchnia i „upakowanie” na niej wszystkiego, co się da. Inna sprawa to lokalizacja. Ktoś, kto ma mieszkanie blisko torów, będzie starał się pokazać je potencjalnemu najemcy wtedy, gdy nie jeżdżą pociągi. Jeśli natomiast wewnątrz jest brzydko, to zaprosi

do oglądania wieczorem — tłumaczy Marcin Krasoń. Eksperci zwracają też uwagę, że internet jest pełen ofert „matrymonialnych”, zwłaszcza gdy w grę wchodzi wspólny najem lokalu. Zdarza się, że właściciel wprost sugeruje, że cena zależy od uległości najemczyni i jej aparycji.

— Bezpruderyjność objawia się także okazywaniem skłonności ekshibicjonistycznych i wytycznymi dla nowego najemcy, że powinien po lokalu chodzić nago. Na szczęście społeczność najemców nagłaśnia i piętnuje takie praktyki. Powstaje wiele profili w mediach społecznościowych, w których wskazuje się podejrzane oferty, niektóre mają nawet kilkadziesiąt tysięcy użytkowników — tłumaczy Maciej Górka.

Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, zwraca uwagę na jeszcze inne wymagania właścicieli. — Czasem kulturalnie, czasem prosto z mostu mówią, że małżeństwo z dziećmi przyjmą niechętnie, podobnie samotną matkę czy studenta, a obcokrajowca ze Wschodu w żadnym wypadku. Czasem jest jeszcze cały katalog życzeń i wymagań, dotyczących korzystania z mieszkania, sprzętu, potencjalnej aranżacji wnętrz, drobnych remontów czy liczby osób przebywających w lokalu — dodaje Tomasz Błeszyński. Mieszkania „z piekła rodem” zdarzają się jednak coraz rzadziej.

— Rynek najmu w Polsce od kilku lat dynamicznie się rozwija i zmienia. Panują coraz wyższe standardy, segment się cywilizuje. Coraz więcej wynajmujących robi to legalnie, płacąc podatki, rośnie standard mieszkań — twierdzi Marcin Krasoń. W zapomnienie odeszły też czasy, gdy właściciel żądał od przyszłego najemcy opłat za rok czy nawet dwa lata z góry. — Było to standardem w ofertach z końca lat 90. Zdarzało się też, że właściciel mieszkania zachowywał komplet kluczy i zastrzegał sobie prawo wizytowania i „lotnych kontroli”. Pamiętam zdziwienie najemców, kiedy po wejściu do mieszkania znajdowali na stole owoce z działki właściciela albo… jego pod prysznicem. Obecnie w ofertach znajdziemy mieszkania nowe albo po remoncie, czyste, nowocześnie urządzone, z zabudową AGD, pralką dobrej marki, suszarką, zestawem RTV, internetem i ciekawymi meblami — mówi Tomasz Błeszyński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Gołasa

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Lokal z piekła rodem