Lokalne trunki zyskują moc

Na świecie mocne alkohole z manufaktur idą śladem sukcesu rzemieślniczych piw. W Polsce nie widzą wielkiej przyszłości.

Mocne procenty w wersji rzemieślniczej to coraz bardziej widoczny trend na świecie i w Europie. Mocne alkohole pozycjonowane jako „rzemieślnicze” (w opisie produktu: mikro, rzemieślnicze lub małe) stanowią już 15 proc. nowych alkoholi wprowadzonych na rynek w tym roku — podaje firma badawcza Mintel. W 2011 r. było to 5 proc., a globalny wzrost ich liczby w latach 2011-15 r. wyniósł 265 proc. W Europie alkoholowe trunki w wersji rzemieślniczej stanowiły w zeszłym roku już 22 proc. wszystkich nowości, podczas gdy w 2011 r. zaledwie 4 proc. Jak jest w Polsce? Mintel nie wyselekcjonował danych dla konkretnego kraju, ale niektórzy nasi producenci twierdzą, że muszą wręcz ograniczać portfel produktów.

Zobacz więcej

Reuters/FORUM

Sok wspiera okowitę

Doświadczenia polskich producentów alkoholu z określeniami rzemieślnicze, lokalne czy regionalne powinny być pozytywne. Małym browarom udało się wspólnymi siłami podbić masowy rynek, a swój udział w nim wyceniały nawet na 10 proc. Z mocniejszymi alkoholami może nie być tak różowo.

— Pierwsze piwa regionalne pojawiły się szerzej około 15 lat temu, a o sukcesie można mówić od kilku lat. My potrzebujemy jeszcze więcej czasu na rozkwit. Rozpocząłem ten biznes w 2012 r. i dziś jestem zmuszony ograniczyć portfel z produktami, a nie wprowadzać kolejne nowości. Gdyby nie pierwsza gałąź firmy, którą stanowią tłoczone soki, to w ogóle musiałbym zrezygnować z mocnych alkoholi — mówi Krzysztof Maurer, właściciel Tłoczni Maurera i Manufaktury Maurera, w której produkuje m.in. okowity. Na sukces w sokach też przyszło mu dłużej poczekać.

— Zacząłem w 2002 r., ale dopiero po pięciu latach pojawiło się tylu kolejnych graczy, że ruch na rynku zaczął być widoczny. Dziś w kategorii mocnych lokalnych alkoholi też nas jest zbyt mało. Świadomość konsumentów jest niska, nie mamy budżetów, żeby ją zbudować, więc sprzedajemy mało. To na razie błędne koło — twierdzi Krzysztof Maurer.

— Do tego dochodzi ogrom przepisów, wynikający z koniecznościkoncesjonowania produkcji. To zniechęca kolejnych graczy do wejścia na rynek — uważa Karol Majewski, producent Nalewek Staropolskich. Według niego zainteresowanie rzemieślniczymi trunkami z wysoką zawartością procentów jest jednak duże i rośnie.

— Polacy szukają nowych smaków, ciekawych i oryginalnych rzeczy, jak np. nalewka z pokrzywy. Jednocześnie na regionalną małą produkcję otwierają się szeroko restauracje. Potrzebują już nie tylko lokalnych serów i mięs, ale właśnie alkoholu. Skala jego sprzedaży jest jednak wciąż mała — zaznacza Karol Majewski.

Bariery małych

Karol Majewski nie wierzy w sukces regionalnych mocnych alkoholi na miarę rzemieślniczych piw. — Produkt z taką zawartością alkoholu nie jest tak powszechnie dostępny jak piwo. To jedna z przyczyn — twierdzi szef Nalewek Staropolskich. Krzysztof Maurer tłumaczy, że dostępność produktu ogranicza też sama organizacja handlu.

— Wielkie hurtownie nie chcą rozmawiać z tak małymi producentami jak my. Problemy są też na etapie sprzedaży w sklepach — takie trunki cieszą się powodzeniem tylko tam, gdzie klient ma kontakt ze sprzedawcą, który doradzi, opowie i wytłumaczy, jaka jest różnica między okowitą a wódką — mówi właściciel Manufaktury Maurera. Jego zdaniem, wbrew częstym opiniom barierą w rozwoju tego rynku nie jest zamożność Polaków.

— Przecież rośnie sprzedaż drogich alkoholi, ale tych, które promują duże koncerny, a więc np. whisky — dodaje Krzysztof Maurer. Z danych Mintela wynika, że whisky króluje także wśród rzemieślniczych alkoholi. W zeszłym roku odpowiadała za 43 proc. wdrożeń produktów globalnie. Za nią jest gin z wynikiem 23 proc. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu