Lokalni sprzedawcy weszli do sieci

opublikowano: 14-02-2021, 20:00

Platformy umożliwiające zdalne robienie zakupów w niewielkich sklepach jeszcze raczkują. e-Mka liczy jednak na milion użytkowników w tym roku.

Przeczytaj tekst i dowiedz się:

  • Z jakich platform do ehandlu mogą skorzystać lokalne sklepy i konsumenci
  • Jaka jest skala ich działalności
  • Jakie mają plany rozwoju
  • Czy na rynku jest dość miejsca na tego typu biznes

Pandemia koronawirusa zapędziła Polaków do lokalnych sklepów. 62 proc. osób robiło w nich zakupy, a 28 proc. zamawiało tam produkty online – wynika z badania przeprowadzonego w połowie 2020 r. na zlecenie PayPala. Konsumentom wyszło naprzeciw m.in. Blisko.pl.

– Założyliśmy platformę, by wspierać lokalny biznes. Na e-commerce w handlu spożywczym stawiają duże sieci, które mają dość pieniędzy na wdrożenie technologii. My likwidujemy tę barierę – mówi Waldemar Greficz, dyrektor w Blisko.pl, działającym od października 2020 r.

Źródłem pomysłu były codzienne doświadczenia z zakupami w warunkach pandemii.

– Teraz jedna osoba może zamówić produkty z domu, a druga po drodze je odebrać. Coraz więcej sprzedawców oferuje też dostawę – mówi Waldemar Greficz.

Spółka utrzymuje się z miesięcznego abonamentu płaconego przez sklepy: 49,99 zł netto poniżej 100 zamówień, 99,99 zł do 300, a powyżej – 199,99 zł. Działa zarówno w dużych miastach, m.in. w Warszawie, jak i mniejszych, np. w Zambrowie. Ma 1200 zarejestrowanych użytkowników i zrzesza prawie 1000 sklepów – najaktywniejsze obsługują do kilkunastu zamówień dziennie.

– Na razie Michał Chmieliński, założyciel Blisko.pl, inwestuje w platformę własne pieniądze. Z myślą o zwiększeniu skali i przyspieszeniu rozwoju zaprosimy jednak zewnętrznych inwestorów. W tym roku chcemy co najmniej podwoić liczbę sklepów i zamówień. Rozszerzymy też działalność o restauracje. Zakładamy, że taka forma zakupów będzie popularna także po pandemii, dzięki wygodzie i oszczędności czasu – mówi Waldemar Greficz.

Delikatesy u Andrzeja, należące do Mateusza Wierzbickiego, od początku korzystają z usług platformy. Nowy kanał sprzedaży nie spowodował rewolucji, bo stali klienci już od miesięcy składali zamówienia przez telefon. Zdaniem właściciela, warto jednak zainwestować w handel internetowy.

– Zdalne zakupy będą coraz popularniejsze. Dlatego zleciłem przygotowanie sklepu internetowego i aplikacji. To dla mnie duża inwestycja, około 20 tys. zł, dlatego na wdrożenie trzeba jeszcze zaczekać – mówi Mateusz Wierzbicki.

Grunt to prostota
Grunt to prostota
Operatorzy platform umożliwiających robienie zakupów w niewielkich sklepach podkreślają, że stawiają przede wszystkim na prostotę – m.in. dlatego, że wielu drobnych sklepikarzy nie opanowało dobrze nowych technologii. Waldemar Greficz z Blisko.pl, twierdzi, że niektórzy sprzedawcy obawiają się nowości, ale w obliczu rozwoju handlu internetowego chcą spróbować.
Adobe Stock

Trudny biznes

Marek Rudniak i jego wspólnik wpadli na pomysł podobnej platformy jeszcze przed pandemią. Założyli firmę w lipcu 2019 r. Lockdown pomógł im wystartować z Grocero.pl pod koniec marca.

– Zaczynaliśmy od kilku zamówień dziennie. Z czasem zaczęła działać poczta pantoflowa i już w kwietniu kilkadziesiąt zamówień na dobę przypadało na jeden z większych sklepów. Latem sprzedaż spadła, a teraz utrzymujemy poziom kilkunastu dostaw w ciągu doby w jednym z popularniejszych punktów – mówi Marek Rudniak.

Na platformie jest zarejestrowanych 3 tys. użytkowników i 42 sklepy. Sprzedawcy nie płacą abonamentu, ale dzielą się przychodami z zamówień.

– Przed założeniem platformy spodziewaliśmy się szybszego rozwoju. To niestabilny rynek, ludzie wciąż nie przyzwyczaili się do zdalnych zakupów spożywczych. W niektórych miesiącach obroty są niewystarczające, dlatego niezależnie prowadzimy osobne biznesy. Nie spodziewam się, by w ciągu roku działalność stała się dostatecznie dochodowa, chyba że sfinalizujemy rozmowy z dużą siecią. Wówczas liczba sklepów zwiększy się o kilkaset – mówi Marek Rudniak.

Rękę do małych sklepikarzy wyciągnął także Novitus, producent kas fiskalnych z notowanej na GPW grupy Comp. W sierpniu uruchomił platformę Kupujezdomu.pl

– Przed pandemią mało kto prowadził sprzedaż internetową w lokalnym sklepie, bo nie było takiej potrzeby. Ograniczenia, które przełożyły się na spadek obrotów, to zmieniły. Nam zadanie ułatwiła baza klientów - użytkowników kas – stwierdza Robert Sztaba, dyrektor ds. sprzedaży dystrybucyjnej w Novitusie.

Wyjaśnia, że warunkiem skorzystania z platformy jest używanie kasy Novitus Next (w sklepach spożywczych jest ich 10 tys.) oraz systemu do zarządzania sprzedażą NoviCloud. Do podstawowej wersji można dokupić rozmaite moduły, w tym za 20 zł miesięcznie (na jedną kasę) moduł umożliwiający handel internetowy i błyskawiczne dodanie oferty na Kupujezdomu.pl lub Jemnawynos.pl – dla gastronomii.

– Dotychczas dołączyło kilkadziesiąt sklepów. W tym półroczu chcemy przyspieszyć pozyskiwanie klientów za pośrednictwem partnerów dostarczających nasze produkty i mieć przynajmniej 300 punktów. Niektórzy detaliści wprowadzą taką opcję, gdy zobaczą, że konkurenci już to zrobili – uważa Robert Sztaba.

Milion w rok

Comp rozwija jeszcze jedną usługę dla małych sklepów – uruchomioną w 2018 r. M/platformę. Dołączyło do niej już ponad 12 tys. placówek, które dzięki temu zyskały dostęp do promocji u największych producentów spożywczych, (m.in. Maspeksu, Nestle i Danone’a), e-hurtowni działającej jak marketplace, zrzeszającej wielu dystrybutorów, oraz raportów i analiz sprzedażowych.

– Dzięki temu lokalne sklepy „za rogiem” zbliżają się cenowo do supermarketów, a nie ponoszą żadnych opłat – wystarczy, że korzystają z kasy fiskalnej naszych producentów, czyli Novitusa lub Elzabu. Głównym źródłem przychodów M/platformy są umowy z producentami, którym ułatwiamy dotarcie do bardzo rozproszonej grupy drobnych sprzedawców – wyjaśnia Tomasz Jasinkiewicz, wiceprezes Compu Platforma Usług (CPU).

Na pomysł poszerzenia oferty i stworzenia e-Mki Twoje Zakupy, aplikacji umożliwiającej zdalne robienie zakupów, firma wpadła podczas pierwszej fali pandemii. Od połowy kwietnia mogli oferować na niej produkty sprzedawcy obecni na M/platformie, a od października – już wszyscy.

– Żeby korzystać z „zamów i odbierz”, wystarczy smartfon - nie ma żadnych warunków ani opłat i tak zostanie. Ponosimy niewielki koszt, a dajemy sklepom sporą wartość dodaną. Dzięki e-Mce wielu sklepikarzy dołączyło do M/platformy – mówi wiceprezes CPU.

W e-Mce jest aktywnych około 8 tys. sklepów – mniejszych, o powierzchni do 40 m kw., ale też większych, do 300 m kw. - z 366 powiatów. 30 proc. z nich oferuje dostawy. 12 tys. użytkowników składa średnio 3 tys. zamówień na miesiąc.

– Aplikacja nie służy tylko do robienia zakupów. Wielu klientówwyszukuje na mapie lokalne sklepy i uzyskuje podstawowe informacje, m.in. o godzinach otwarcia, a także przegląda dostępne promocje – tłumaczy Tomasz Jasinkiewicz.

Operator ciągle dopracowuje aplikację, m.in. poprawia jej funkcjonalność. Dodatkowo prowadzi w kilkudziesięciu sklepach pilotaż programu lojalnościowego (z usługą e-paragonów), by mali sprzedawcy mogli nagradzać i zatrzymywać u siebie klientów.

– Dlatego e-Mka pozostanie użyteczna nawet po pandemii. Będziemy reagować na oczekiwania konsumentów i dostarczać potrzebne im funkcje. Zakładamy, że na koniec roku będziemy mieli milion użytkowników wśród konsumentów i 20 tys. sklepów, m.in. dzięki wprowadzeniu na szerszą skalę programu lojalnościowego i e-paragonów – informuje Tomasz Jasinkiewicz.

Jego zdaniem wielu konsumentów chce wspierać lokalnych sprzedawców, ponadto zakupy u nich są często wygodniejsze, szybsze, a teraz też bezpieczniejsze niż w większych punktach.

– Udostępniając małym sklepom promocje u producentów na M/platformie i umożliwiając prowadzenie programu lojalnościowego, zapewniamy im to, czego im brakowało – poziom cen konkurencyjny wobec dużych sieci – twierdzi Tomasz Jasinkiewicz.

OKIEM EKSPERTA
Potrzeba spożywczego Allegro
AGNIESZKA GÓRNICKA
prezes agencji badawczej Inquiry

Z perspektywy całego kraju trudno dostrzec platformy działające lokalnie, ale jest ich całkiem sporo. To ciekawa odpowiedź na potrzeby, które zrodziły się z ograniczeń podczas pandemii. Dla wielu osób zdalne zrobienie zakupów, w tym spożywczych, było często jedyną możliwością. Wiele sieci wprowadziło więc opcję click & collect. Pojawiło się też wiele innych, innowacyjnych rozwiązań. Dla lokalnego e-handlu istnieje jednak wiele barier związanych z przyciągnięciem klientów i zatrzymaniem ich dzięki odpowiedniej jakości usługi. Przetrwają zatem tylko najlepsze platformy, które prawdopodobnie zostaną wchłonięte przez większe podmioty.

Na naszym rynku brakuje agregatora handlu spożywczego pokroju Allegro. Trzeba też pamiętać, że branża spożywcza bazuje na niskiej marży, więc dodatkowa prowizja może być trudna do zaakceptowania. Moim zdaniem koniec pandemii wyhamuje trend wzrostu e-commerce, niemniej świat zmierza w kierunku zintegrowania handlu tradycyjnego i internetowego. Takie są potrzeby konsumentów, a rynek nadal za nimi nie nadąża. Logistyka, marketing, obsługa klienta – to wszystko generuje spore koszty, które dla branży spożywczej są trudne do udźwignięcia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane