Gazela Biznesu CD Projekt, sukces elektronicznej rozrywki
CD Projekt zdobył serca wielbicieli gier komputerowych, dając im najlepsze światowe tytuły w polskiej wersji językowej. I sporo zarobił.
Jest rok 1994. Młodzi ludzie namiętnie grają w Dooma — grę, która doczekała się dwóch kontynuacji i ekranizacji. Rok wcześniej ukazał się Myst. Jego twórcy jako nośnik zamiast dyskietek wykorzystali płyty CD. To była rewolucja.
— Jako fani gier komputerowych śledziliśmy, co się dzieje na świecie. Marcin od znajomych w Stanach wiedział, że na rynek wchodzi fajny nośnik, na którym mieści się 700 dyskietek. Ta sama tania technologia, co płyta audio — opowiada Michał Kiciński, dyrektor generalny CD Projekt.
Wraz z Marcinem Iwińskim, pełniącym funkcję wicedyrektora, jest założycielem firmy, która stała się w Polsce głównym graczem w branży rozrywki elektronicznej.
Urok srebrnego krążka
Pomysł na biznes dwóch dwudziestolatków był prosty: będą sprowadzali do Polski gry komputerowe na płytach CD. Nie zniechęcało ich, że choć technologia była tania, to czytniki kosztowały około 700 dolarów.
— Zrzuciliśmy się na taki czytnik, co było wtedy dla nas dużym wydatkiem. Siedzieliśmy u Marcina w domu i się bawiliśmy, a konkluzja tej zabawy była taka, że nowa technologia będzie rządziła na rynku. Hardware, czyli czytniki, docierały do Polski, ale nie było nikogo, kto by oferował do tego oprogramowanie — mówi Michał Kiciński.
Zaczęli od sprowadzania gier za pośrednictwem hurtowni.
— Kupowaliśmy je drogo, sprzedawaliśmy jeszcze drożej i zarabialiśmy niezłe pieniądze. Były to partie towaru najwyżej po sto sztuk, bo na więcej nas nie było stać —wspomina dyrektor Kiciński.
Bez pośredników
Wkrótce doszli do wniosku, że muszą działać bez pośredników. Stali się autoryzowanym dystrybutorem American Laser Games w Polsce. To był sukces, ale po nim przyszły kolejne. Podpisali umowy z innymi znanymi na rynku firmami: Interplay, Blue Byte, Disney Interactive czy Blizzard Entertainment. CD Projekt wydał takie gry, jak: Diablo, Ace Ventura: Psi detektyw, Baldure's Gate, Heroes of Might and Magic V — by wymienić tylko kilka tytułów.
Po jakimś czasie właściciele CD Projekt uznali, że nie będą się ograniczali do dystrybuowania gier. Obecnie firma jest znana na świecie jako specjalizująca się w tzw. lokalizowaniu gier, czyli tworzeniu różnych wersji językowych. Ma w dorobku lokalizacje japońskie, chińskie, koreańskie, duńskie czy niemieckie.
— Pierwszą dużą lokalizacją był Baldure's Gate. Umowę podpisywaliśmy drżącymi rękami, bo zagwarantowaliśmy w niej sprzedaż minimum dwóch tysięcy egzemplarzy. Inaczej twórcy gry, Interplay, nie chcieli z nami rozmawiać — opowiada Michał Kiciński.
Mimo obaw Baldure's Gate okazał się wielkim sukcesem. Głosów użyczyli do niego m.in. Piotr Fronczewski i Wiktor Zborowski. Do dziś sprzedało się ponad 100 tys. egzemplarzy tej gry.
— Nam poszło bardzo sprawnie, ale okazało się, że spore problemy w swojej wersji napotkali Włosi. Interplay zapytał, czy nie moglibyśmy im pomóc. Tak powstał pomysł wykonywania lokalizacji na inne języki na zlecenie zagranicznych firm — mówi Michał Kiciński.
Ponad 400 ukończonych lokalizacji dawało CD Projekt wyjątkową w skali światowej wiedzę w tej dziedzinie. Po Interplay o pomoc zgłosiły się kolejne firmy. Teraz Polacy pracują przy kilkunastu wersjach językowych — nawet przy grach Disneya, a to miara najwyższego zaufania.
Z giełdy na giełdę
Pomysłów mają sporo. Stworzyli portal gram.pl, który jest internetową wspólnotą graczy i ma prawie 300 tys. aktywnych użytkowników. Oddział CD Projekt Red kończy pracę nad autorską grą „Wiedźmin” na podstawie prozy Andrzeja Sapkowskiego. Otworzyli oddziały w Czechach i na Słowacji, a w najbliższym czasie powstanie kolejny — na Węgrzech. Myślą też o giełdzie.
— Chcemy zdobyć pieniądze, żeby sfinansować jeszcze bardziej intensywny rozwój firmy, zwłaszcza związany z międzynarodową ekspansją. Na giełdę wejdziemy jednak najwcześniej w 2008 roku, gdy będziemy mogli się pochwalić sukcesami w skali światowej. Jednym z nich ma być premiera „Wiedźmina” — zapowiada Michał Kiciński.
Kiedyś wraz z Iwińskim chodzili na giełdę komputerową, żeby popatrzeć na nowości sprzętowe. Teraz też wybierają się na giełdę, tylko że papierów wartościowych. To najlepiej pokazuje, jaką drogę pokonała nasza Gazela.
Wojciech Chmielarz




