Lombardy zadarły z pożyczkami

Karolina WysotaKarolina Wysota
opublikowano: 2021-06-10 20:00

Do lombardu po garaż, do mięsnego po gotówkę — biznes pożyczkowy domaga się uregulowania konkurencyjnej branży, która rozkwitła w pandemii.

Z tego tekstu dowiesz się:

  • dlaczego lombardy podpadły pożyczkodawcom
  • jak wygląda rynek lombardów i jakie triki stosują niektóre firmy
  • co w sprawie nieprawidłowości na rynku lombardów zrobił UOKiK

Branża lombardowa, której podstawowa działalność de facto polega na udzielaniu krótkoterminowych pożyczek pod zastaw wartościowych przedmiotów, znalazła się na świeczniku. Wszystko przez wybiórcze dokręcanie regulacyjnej śruby innym podmiotom.

— Banki czy firmy pożyczkowe są mocno uregulowane, a lombardy nie mimo sygnalizowania przez sektor finansowy takiej potrzeby — podkreśla Piotr Palutkiewicz, zastępca dyrektora departamentu prawa i legislacji w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP).

Dla chcącego nic trudnego

Okazji do uregulowania lombardów było kilka, np. podczas prac nad ustawą antylichwiarską (kończącą eldorado pozabankowych pożyczkodawców i chroniącą interesy klientów począwszy od marca 2016 r.) prowadzonych pod egidą resortu sprawiedliwości. Branża lombardowa przewinęła się wówczas przez projekt, ostatecznie jednak wymknęła się spod reżimu prawnego. W 2019 r. ministerstwo chciało jeszcze mocnej zaostrzyć przepisy względem pożyczkodawców, ale nie zdążyło przed wyborami parlamentarnymi i projekt wylądował w koszu — tym razem także pominięto lombardy. Śrubę (ale tylko tym pierwszym) udało się dokręcić w 2020 r. (począwszy od kwietnia), a okazję ku temu stworzyła pandemia. Covidową specustawą tymczasowo, ale bardzo dotkliwie obniżono limit kosztów pozaodsetkowych, czyli głównego źródła przychodów pozabankowych pożyczkodawców. Dławiące branżę przepisy — wprowadzone z inicjatywy Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), który argumentował je chęcią zabezpieczenia Polaków przed nadmiernym zadłużaniem się w kryzysie — obowiązują do końca tego miesiąca. Pierwotnie miały obowiązywać do marca, termin jednak wydłużono.

Pożyczki tropią lombardy

Rozgoryczeni przedsiębiorcy wzięli sprawy w swoje ręce. ZPP zlecił butikowi badawczemu Maison & Partners dogłębne zbadanie rynku lombardów. Kilkumiesięczne prace, polegające na badaniach ilościowych i jakościowych, analizie danych, wywiadach telefonicznych, ankietach elektronicznych czy tajemniczym kliencie, w maju tego roku zaowocowały 72-stronicowym raportem „Rynek lombardów w Polsce”. Jego autorzy przyjrzeli się nieprawidłowościom, ochronie konsumenckiej i ryzyku systemowemu. Wnioski?

Rośnie popularność pożyczek pod zastaw w lombardach. Z ich usług skorzystało łącznie 4,5 mln Polaków, w tym 1,5 mln po wybuchu pandemii — wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie ZPP. Z usług firm pożyczkowych rocznie korzysta 3 mln klientów. W epidemicznym roku wartość tego rynku mierzona sumą udzielonego finansowania skurczyła się aż o 33 proc. Rekordowy spadek odnotowano w kwietniu 2020 r., gdy sprzedaż pożyczek pod względem wartości spadła aż o 66,4 proc. r/r.

Teoria i praktyka:
Teoria i praktyka:
Teoretycznie lombardom blisko do sektora pożyczkowego. Praktycznie ich działalność nie została jednak uregulowana, co daje im pole do nadużyć.
Adobe Stock

Nie udało się ustalić wartości rynku lombardów — prowadzą działalność nienadzorowaną, nie mają organizacji zrzeszającej. Nie lada wyzwaniem okazała się również próba oszacowania ich liczby — jest ich między 3 a 40 tys. Skąd ten rozstrzał? Diabeł tkwi w klasyfikacji kodów PKD.

— Z jakichś powodów lombardy nie przyznają się do podstawowej działalności. Często łączą działalność lombardową m.in. z prowadzeniem punktu ksero czy wymianą walut. W działalności rejestrowanej często też unikają klasyfikacji kodem, który odpowiada działalności stricte lombardowej. Problem braku właściwej klasyfikacji dotyczy wielu branż, ale w przypadku lombardów skala rozbieżności jest niespotykanie duża — uważa Piotr Palutkiewicz.

Problemem jest również brak ustawowej definicji lombardu.

— Lombardy ze względu na specyfikę prowadzonej działalności powinny podlegać ustawie o kredycie konsumenckim. Właściciele lombardów skutecznie jednak obchodzą obowiązujące prawo, podpisując z klientami umowę na świadczenie usług komisowych lub przechowania przedmiotu — dodaje przedstawiciel ZPP.

Okiem eksperta
Sztuka wymijania
Agnieszka Wachnicka
prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego

Zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa lombardy, które udzielają pożyczek zabezpieczonych zastawem na rzeczy ruchomej, powinny spełniać wymogi przewidziane dla instytucji pożyczkowych. Wiąże się to m.in. z koniecznością uzyskania wpisu do rejestru prowadzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego, dysponowania kapitałem własnym w wysokości 200 tys. zł czy też prowadzenia działalności w odpowiedniej formie prawnej — spółki akcyjnej lub spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Mimo że tzw. pożyczki pod zastaw są uznawane za kredyt konsumencki, do rejestru instytucji pożyczkowych wpisanych jest tylko kilka lombardów. Gros podmiotów stosuje inny rodzaj umów, jak np. umowy sprzedaży z prawem odkupu czy umowy na odpłatne przechowywanie przedmiotów, co pozwala im omijać przepisy ustawy o kredycie konsumenckim i limity kosztów pożyczek. Problemem, który stwarza pole do nadużyć, jest brak jasnego zdefiniowania na gruncie prawa, czym jest działalność lombardowa. Brak odpowiednich regulacji doprowadził do sytuacji, w której trudno dziś oszacować rzeczywistą liczbę lombardów oraz skontrolować ich działalność, w szczególności to, czy konsumenci korzystający z ich usług podlegają odpowiedniej ochronie.

Garaż zamiast mielonego

W skrajnych przypadkach lombardy funkcjonują jako... sklepy mięsne. Z badań wynika, że w branży lombardowej brakuje jednolitych zasad informowania o warunkach świadczonych usług czy standardów obsługi klienta. Wycena przedmiotu oddanego pod zastaw metodą na oko wynosi średnio 35 proc. wartości rynkowej. Zastawić można nie tylko biżuterię czy smartfon, ale także m.in. garaż samochodowy, miejsce parkingowe, przyczepę chłodniczą czy ciągnik rolniczy, a nawet luksusowy samochód osobowy — wynika z raportu ZPP. Szacuje się, że oprocentowanie pożyczek w lombardach sięga nawet 550 proc. w skali roku. Gdy przedmiot nie zostanie wykupiony, idzie na sprzedaż — na stronie internetowej jednej z sieci lombardowych pod koniec kwietnia tego roku znajdowało się prawie pół miliona przedmiotów.

— Nieświadomi Polacy wyprzedają majątek za bezcen. Lombard kojarzy się nam raczej z kantorem niż udzielaniem pożyczek pod zastaw. Rynek musi zostać uregulowany. Nie możemy zostawić nierozwiązanego problemu na kolejne lata — apeluje Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

41procent

Tylu Polaków uważa, że obecnie trudniej jest dostać pożyczkę/kredyt niż przed pandemią.

Z jednej strony potrzebne są regulacje, a z drugiej kampanie edukacyjno-informacyjne kierowane do potencjalnych klientów lombardów. Zdaniem Arkadiusz Pączki ważną rolę może odegrać Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK).

Klient w centrum uwagi

Co na temat lombardów ma do powiedzenia wywołany do odpowiedzi urząd? „Skarg nie otrzymujemy, ale oczywiście monitorujemy działalność wybranych lombardów w takim zakresie, w jakim pozwalają nam przepisy i kompetencje. Nasze działania dotyczą przede wszystkim kontroli wzorów umów i sprawdzenia [przedsiębiorstwa — red.] pod kątem stosowania nieuczciwych praktyk rynkowych” — odpowiedziało biuro prasowe UOKiK na pytania „PB”.

Urząd prześwietla obecnie kilka lombardów — dowiedział się „PB”. Sprawdza m.in. zasady ustalania wysokości oprocentowania oraz klauzule umowne. Na pytania „PB’’ o wnioski z interwencji odpowiedział, że „postępowania toczą się w sprawie, a nie przeciwko konkretnym podmiotom”. Według biura prasowego UOKiK jest za wcześnie na dzielenie się szczegółowymi ustaleniami z szeroką publicznością.

Potrzebny większy parasol

— Ustawodawca, który chętnie roztacza nad klientami firm z sektora finansowego parasol ochronny, nie reguluje jednak działalności lombardowej. Wybiórcze dokręcanie śruby powoduje, że jedna branża prężnie się rozwija kosztem drugiej, a również kosztem klientów. Nasza organizacja na razie zdiagnozowała problemy branży lombardowej. Niewykluczone, że kolejnym krokiem będą rekomendacje legislacyjne — mówi Piotr Palutkiewicz.

Nie udało się nam porozmawiać z żadnym właścicielem lombardu. ZPP podkreśla w raporcie, że branża nie jest skłonna do rozmów i współpracy.