Londyn Runego Askevolda

WYSŁUCHAŁA DANUTA HERNIK
opublikowano: 2014-08-29 00:00

WEEKEND W... W stolicy Korony Brytyjskiej Rune Askevold, dyrektor zarządzający sieci hoteli Puro w Polsce, wyszukuje skarby wzornictwa i sztuki użytkowej. Pokochał Londyn tak mocno, że dostrzega w nim same zalety.

Londyn był zawsze bliski mojemu sercu. Już jako dziecko odwiedzałem to miasto kilka razy w roku, zazwyczaj podróżując promem. Dorastałem na zachodnim wybrzeżu Norwegii, więc Wielka Brytania zdawała się na wyciągnięcie ręki. Kiedy już w dorosłym życiu związałem się z branżą hotelową i zacząłem poszukiwać inspiracji na całym świecie, najwięcej jej czerpałem przede wszystkim w Nowym Jorku i Londynie. Dziś odnoszę wrażenie, że to właśnie Londyn stał się źródłem najnowszych tendencji, prześcigając nawet Nowy Jork.

Dla wszystkich i każdego. Londyn jest miastem bardzo zróżnicowanym, mozaiką narodowości. Można tu spotkać ciekawych ludzi ze wszystkich stron świata, którzy czują się dobrze w wielokulturowej metropolii z jednocześnie silnymi tradycjami Korony Brytyjskiej. W tym prawdopodobnie tkwi sekret Londynu, który jest niezwykle barwny i inspirujący.

Ta różnorodność znajduje także odzwierciedlenie w architekturze, w życiu i rytmie miasta. Każda londyńska dzielnica, czy to Mayfair, Shoreditch, Notting Hill, czy Soho ma odrębny i niepowtarzalny charakter i klimat. Dlatego nie sposób oddać wyjątkowości tego miasta w kilku słowach. Z pewnością można jednak określić Londyn jako metropolię tętniącą życiem i zabawą, hipnotyzującą, stale się zmieniającą i pełną pozytywnych kontrastów. Z jednej strony spokojne parki i senne przedmieścia, z drugiej — pełne energii centrum. W tym mieście każdy dzień jest źródłem nowych doznań i odkryć. Ponieważ odwiedzam Londyn od lat i znam go dość dobrze, nie zachowuję się już jak typowy turysta zwiedzający miasto szlakiem obiektów historycznych, skarbów architektury i tradycji monarchii albo londyńskich ogrodów. Fascynację pałacem Buckingham, Westminsterem z Big Benem, Katedrą św. Pawła, Whitehall, Tower of London i mostem Tower, Hyde Parkiem czy Trafalgar Square mam już za sobą — chociaż wciąż doceniam ich urodę i znaczenie. Nie przemierzam już wydeptanych szlaków turystycznych, za to smakuję miasto coraz bardziej.

Tropem designu. Nie wyobrażam sobie wizyty w Londynie bez spotkania ze sztuką. Żeby zaspokoić głód dzieł współczesnych, chętnie odwiedzam The White Cube, zwłaszcza galerię w Bermondsey w ciekawym budynku z lat 70. Każda wystawa jest fascynująca w światowej sławy galerii Gagosian. Miłośnicy sztuki i designu 20. wieku będą zachwyceni tym miejscem. Regularnie odwiedzam Design Museum — uwielbiam kombinację współczesnych przedmiotów z całą historią wzornictwa w tle. Niezmiennie mój zachwyt budzą małe „wynalazki” designu, takie jak długopis Biro czy kultowa maszynka do golenia Braun… To wszystko znajduje się w ich kolekcji! Lubię także zajrzeć do galerii Carpenters Workshop, tu zacierają się granice designu i sztuki, to miejsce przyciąga swoją unikalnością i kolekcją niezwykłych dzieł.

Kultura od kuchni. Miejsce, które chętnie odwiedzam, zwłaszcza w czasie lunchu, to Riding House Cafe. Można tu skosztować świetnej kuchni brytyjskiej we współczesnym wydaniu. Poza tym szczególnie bliski jest mi eklektyczny wystrój tej restauracji. Leniwe sobotnie poranki kojarzą mi się z restauracją Balthazar. To miejsce w stylu francuskiej brasserii, oferujące wyśmienite śniadania. Chętnie spotykam się tu z przyjaciółmi, a także z partnerami biznesowymi. Kiedy w ubiegłym roku Balthazar został otwarty w Londynie, bardzo się ucieszyłem — znam ten lokal z Nowego Jorku. To miejsce kultywuje także brytyjską tradycję popołudniowej herbaty. Oprócz dużego wyboru wyśmienitych herbat i wypieków, można również skosztować Champagne Afternoon Tea — czyli tradycyjnej herbaty z kieliszkiem szampana. Jeśli jestem sam, chętnie odwiedzam Monocle Cafe — małą kawiarenkę prowadzoną przez założycieli magazynu o tej samej nazwie. Urzeka mnie ich dbałość o detale. We wszystkim, co robią, widać ogromną pasję i zamiłowanie do piękna. Za każdym razem, kiedy tu jestem, znajduję jakąś inspirację. Poza tym jestem uzależniony od ich świeżo przyrządzanego Bircher muesli. Jest najlepsze na świecie!

Naprzeciwko Monocle Cafe powstało niedawno nietuzinkowe miejsce — Chiltern Firehouse w dawnym budynku straży pożarnej. Niestety ostatnio stało się tak popularne, że czas oczekiwania na stolik to… 2-3 miesiące. Zarówno drinki, jak i jedzenie podawane przez szefa kuchni Nuno Mendesa są jednak warte takiego oczekiwania. Jeśli wracam w niedzielę z Londynu do Polski lub Norwegii, lubię czasami zakończyć weekend w tradycyjnym stylu — wybieram się wówczas na pieczeń w Dean Street Townhouse. Zarówno wystrój, jak i kuchnia w tym miejscu są bardzo brytyjskie, ale z nowoczesnym akcentem. Jednym z moich ostatnich odkryć na kulinarnej mapie Londynu jest bar i restauracja Chotto Matte. Można się tu rozsmakować w niespotykanej kombinacji kuchni peruwiańskiej i japońskiej. To niezwykłe połączenie odległych kultur znajduje wyraz nie tylko w wyśmienitych smakach, ale także w wystroju wnętrza. Bardzo lubię wyjątkowy klimat tego miejsca i nieformalną atmosferę, jaka w nim panuje. Ciekawym londyńskim fenomenem są restauracje hotelowe, które chętnie odwiedzają także ludzie z zewnątrz. Wbrew powszechnemu wyobrażeniu nie są bardzo drogie, ze sztywną i nudną atmosferą. Miejsca takie jak Hoi Polloi w ACE Hotel, Hoxton Grill w Hoxton Hotel tętnią życiem i przyciągają gości nie tylko wyśmienitą kuchnią, ale także niezwykłym nieformalnym klimatem i ciekawą aranżacją wnętrz. Nawiasem mówiąc, ACE Hotel znajduje się w Shoreditch — dzielnicy, która jeszcze parę lat temu była odpowiednikiem warszawskiej Pragi. Dziś jest to jedno z najbardziej „gorących” miejsc w mieście. Tę tendencję zresztą widać również w Warszawie. Praga ma niezwykły potencjał, który na szczęście został już dostrzeżony. Wierzę, że w najbliższych latach czeka ją podobny rozkwit.

Panorama miasta. Wieczorem uwielbiam się zrelaksować przy drinku wśród bujnej zieleni na tarasie na dachu, z pięknym widokiem na miasto. Jest kilka godnych polecenia miejsc w Londynie, które mają takie urocze tarasy na dachach, m.in. The Boundary Hotel, The South Place Hotel czy The Shoreditch House bądź Trafalgar Hotel. Dwa pierwsze stworzył znakomity designer sir Terence Conran, którego bardzo cenię i szanuję. Za ogromną zaletę tych miejsc uważam to, że nie są zbyt wypromowane.

Norwegowie w Londynie. W mieście mieszka kilka tysięcy Norwegów. Mamy tu norweską szkołę, norweski kościół. Wielu Norwegów pracuje dla norweskich armatorów bądź dla dużych norweskich firm, które mają biura w Londynie. The Norwegian Sovereign Wealth Fund (obecnie największy na świecie państwowy fundusz emerytalny) jest także głównym inwestorem w Londynie, przykładowo ponad 50 proc. wszystkich budynków na słynnej Regent Street należy do norweskiego rządu. Generalnie relacje między Norwegią a Wielką Brytanią układały się zawsze dobrze i na przykład choinka na Trafalgar Square jest od 1947 r. prezentem od Oslo. Bez wątpienia Norwegom dobrze się żyje w Londynie.