Łosoś karmi i podtapia

Europejscy przetwórcy szlachetnej ryby popadają w kłopoty. Polscy wierzą, że przetrwają kryzys, a nawet mogą… na nim skorzystać

Rybny portal UndercurrentNews donosi o problemach trzech importerów łososia — dwóch z Łotwy i jednego z Włoch. Niektórzy rozmówcy portalu sugerują bankructwa w branży, inni mówią o wstrzymaniu płatności za surowiec i, co z tym związane, również jego dostaw, a więc też przetwarzania. To m.in. wysokie ceny łososia miały skłonić grupę Vega Sea do zamknięcia dwóch zakładów w Danii, a przeniesienia produkcji do fabryki w Niemczech w celu „optymalizacji”.

Zobacz także

Problem polega na tym, że surowiec drożeje, a handel nie chce zaakceptować podwyżek, z czym problem mogą mieć też konsumenci. Tymczasem norweski eksport łososia kwitnie. Najświeższe dane za pierwsze cztery miesiące 2016 r. mówią o 25-procentowym wzroście wartości sprzedaży zagranicznej. Jak podaje Norweska Rada Ryb i Owoców Morza, wyniosła ona od stycznia do kwietnia 18,2 mld NOK (około 8,5 mld zł), przy czym średnia cena łososia w kwietniu wynosiła 57,4 NOK za kilogram, a rok wcześniej — 39,9 NOK. Ostatnia spotowa cena z maja to już 67,36 NOK, podczas gdy o tej samej porze rok wcześniej było to 35,69 NOK, a od 2012 r. stawki wahały się od 27,83 do 41,86 NOK za kilogram (dane Fish Pool).

Bez próżni

Co na to Polacy, czołowi przetwórcy łososia w UE i najwięksi odbiorcy norweskiego surowca? — Problemem nie są obecnie wahania cen, lecz ich stały wzrost. Co chwilę mamy kolejny rekord. Nie wiem, czy to największy kryzys w branży, ale na pewno sytuacja jest bardzo trudna — komentuje Bogusław Kowalski, prezes Graala.

Już w styczniu zagraniczne media wyspecjalizowane w rybnej tematyce ekscytowały się, że norweski łosoś jest najdroższy od 30 lat, a czteroipółkilogramowa ryba kosztuje więcej niż baryłka norweskiej ropy. Od tego czasu ceny jeszcze trochę wzrosły.

— U nas na szczęście jest niewielu przetwórców, którzy skoncentrowali się tylko na łososiu, więc inne ryby ratują ich finanse. Nam pomagają dwie nogi rybnego biznesu — obroty w łososiu z powodu wyższych cen, których nie chce zaakceptować rynek, spadły o 20-30 proc., ale przetwarzamy więcej dorsza — mówi Jerzy Safader, prezes Stanpolu i szef Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb. Bogusław Kowalski przyznaje, że możliwe są kłopoty finansowe niektórych podmiotów bądź przeprofilowanie produkcji. Zdaniem szefa Stanpolu, kilka mniejszych polskich firm może mieć problemy, ale nie należy spodziewać się pomoru w branży.

— Giganci, jak Marine Harvest [czołowy hodowca i przetwórca łososia, który przejął przed trzema laty polski Morpol — red.], bez trudu sobie poradzą, nawet jeśli przez chwilę będą musieli dokładać do któregoś z biznesów. Mniejsi od nich przetwórcy z zachodniej Europy są często mniej efektywni kosztowo i nie tak elastyczni w produkcji jak Polacy, więc mogą mieć poważne problemy. Ponieważ rynek nie znosi próżni, to ktoś będzie musiał przejąć ich kontrakty. Jest duże prawdopodobieństwo, że będą to nasi przetwórcy. Oczywiście nie cieszy nas czyjeś nieszczęście, ale też nie ma powodu, żebyśmy nie skorzystali z okazji — zastrzega Jerzy Safader.

Bogusław Kowalski nie jest przekonany, że problemy niektórych zagranicznych przetwórców przełożą się wprost na dodatkowe zlecenia dla polskich zakładów.

Wzlot i spadek

Pytanie, co stanie się z krajowym rynkiem ryb, który i tak — jak powtarzają przetwórcy — nie może ruszyć z kopyta ze względu na cenę ryb. Krajowa konsumpcja od lat oscyluje wokół 13 kg na osobę rocznie. Łosoś był jednak w ostatnich latach jedną z jaśniejszych gwiazd w polskiej strukturze spożycia.

— Krajowa sprzedaż przetworzonego łososia zacznie siadać, ale uratuje nas eksport. Zagraniczni konsumenci są w stanie szybciej zaakceptować podwyżki — uważa Jerzy Safader. Prezes Graala przyznaje, że niestety na razie większe koszty surowca musieli wziąć na siebie przetwórcy, więc na sklepowych półkach ich nie widać i polski rynek nie zaczął się kurczyć. — Rynek detaliczny nie przyjął tak szybko drastycznych podwyżek — dodaje Bogusław Kowalski.

W ubiegłym roku statystyczny Polak zjadł 1,15 kg łososia. To mniej niż w 2014 r., gdy było to 1,33 kg, ale znacznie więcej niż w latach 2010-13, gdy konsumpcja wahała się wokół 0,7-0,8 kg — jak podaje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Powszechnie uważa się, że ruch w kategorii nakręciła rewolucja technologiczna w pakowaniu, dzięki której m.in. łososie zapakowane w modyfikowanej atmosferze stały się powszechnie dostępnym towarem w dyskontach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rolnictwo / Łosoś karmi i podtapia