Łosoś znów na fali

Koszmarny sen polskich przetwórców i norweskich hodowców się nie spełnił. Odwrót od łososia był chwilowy

Początek ubiegłego roku przyniósł załamanie w trwającym od lat rozkwicie przerobu norweskiej ryby w Polsce. Jak wynikało z podsumowań za 2017 r. nasi przetwórcy, najważniejsi odbiorcy tamtejszych m.in. łososi, kupili mniej ryb niż rok wcześniej — nasz import spadł o 7 proc. wartościowo i wolumenowo. Był to pierwszy odwrót od 2011 r. Branża obawiała się, że konsumenci na dłużej odrzucą drożejącą rybę. Odwrót był jednak, jak się okazuje, chwilowy. W podsumowaniu właśnie zakończonego 2018 r., Norweska Rada ds. Ryb i Owoców Morza (Norwegian Seafood Council, NSC) chwali się m.in. wzrostami sprzedaży nad Wisłę.

Pierwsza Polska

— Norweskie ryby są często importowane w celu dalszego przetworzenia i następnie dystrybucji do ostatecznego klienta. Tego typu odbiorcami są: Polska, Dania i Holandia. W przypadku łososia to jednak Polska najbardziej zwiększyła w 2018 r. jego zakupy — mówi Paul T. Aandahl, analityk w NSC.

Wzrost jest kilkunastoprocentowy. NSC chwali się, że 2018 r. był pierwszym rokiem, w którym sprzedaż ryb i owoców morza do jednego kraju przekroczyła 10 mld NOK. Tym krajem była właśnie Polska. Nabyła od Norwegów o 17 proc. więcej towaru (228 tys. ton), za który zapłaciła o 14 proc. więcej niż w 2017 r. Rok temu Bogusław Kowalski, prezes Graala, tłumaczył, że konsumenci odwracają się od łososia z powodu cen.

— W 2018 r. ceny łososia były już nieco niższe, a rynek zaakceptował w końcu podwyżki wynikające z mocno drożejącegosurowca w 2017 r. Zmieniła się więc sytuacja przetwórców — w 2017 r. kupowali surowiec bardzo drogo, a handel detaliczny nie chciał zmienić cen produktów gotowych, więc ponosili straty. W efekcie w naturalny sposób ograniczali je poprzez mniejszy zakup i przerób surowca. Natomiast w 2018 r. łosoś w sklepach już podrożał, zmieniła się rentowność, więc i przerób został zwiększony — wyjaśnia Bogusław Kowalski, prezes Graala.

Zaznacza, że trudno jednak powiedzieć, jak to jest ostatecznie z popytem na łososia.

— Trzeba pamiętać, że produkujemy na cały świat. Ja szczególnego odbicia w samej konsumpcji nie widzę. Byłbym skłonny powiedzieć, że po prostu niektórzy odbiorcy przybyli, a niektórzy odeszli. Na pewno ostateczny konsument po pierwszym szoku cenowym przyzwyczaił się do podwyżek, ale to nie jest już czas, w którym był boom na łososia — dodaje Bogusław Kowalski.

Tylko eksport

Robert Wijata, współwłaściciel BG Production, jest przekonany, że to kwestia elastyczności rynku i bardzo nietypowej końcówki roku. To listopad i grudzień jest szczytem sprzedaży w łososiowej branży.

— Pod koniec rok u pracowaliśmy przez cały czas siedem dni w tygodniu — surowca było na rynku dużo i dlatego też był tańszy. W listopadzie i grudniu ceny zawsze rosły, niezależnie od tego czy wcześniej łosoś był tani czy bardzo drogi, a w minionym roku tak nie było. Była to chwila oddechu dla przetwórców, którzy i tak zmagają się z rosnącymi kosztami produkcji — energii czy pracy — wyjaśnia Robert Wijata.

Jerzy Safader, prezes Stanpolu i szef Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb (PSPR) przyznaje, że wiele firm rzeczywiście rozkręciło się z produkcją, ale moce przerobowe wciąż są wykorzystywane w 60-70 proc. Ponad 84 proc. eksportowanego z Norwegii łososia to produkt nieprzetworzony, natomiast ta część, która dociera do Polski, wyjeżdża po przetworzeniu prawie w całości, bo w 90 proc. (według szacunków PSPR).

— To eksport ciągnie przerób ryb, na krajowym rynku barierą cały czas pozostaje cena — uważa Jerzy Safader.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Łosoś znów na fali