Wydawało się, że w oczekiwaniu na wieczorną decyzję Fed na rynkach nie będzie się działo zbyt wiele. Ruch był jednak całkiem spory. Odbywał się w kierunku niekorzystnym dla posiadaczy akcji. "Świat" był rozczarowany danymi dotyczącymi dynamiki chińskiego importu. Przed kluczowymi informacjami z głównej kwatery amerykańskiej Rezerwy Federalnej pojawiły się wyniki badań jej oddziału z San Francisco. Prawdopodobieństwo pojawienia się kolejnej recesji w ciągu najbliższych dwóch lat jest wyższe niż szansa na ekspansję. Wymagałoby to stanowczych działań Fed już teraz. Na tę konkluzję byki jednak nie zareagowały. Za to niedźwiedzie skwapliwie wykorzystały niezbyt istotne, lecz gorsze, niż się spodziewano, dane o dynamice wydajności pracy za oceanem. Swoje zrobiła też rosnąca nerwowość przed posiedzeniem Fed.
Handel na warszawskim parkiecie zaczął się wczoraj od niewielkiego spadku indeksów. WIG20 i WIG traciły na otwarciu po około 0,2 proc., zaś wskaźniki małych i średnich firm znajdowały się w pobliżu poniedziałkowego zamknięcia. Po przedwczorajszym słabym zachowaniu naszego rynku na tle giełd europejskich wydawało się, że wczoraj będziemy choć trochę lepsi. Jednak skala przeceny szybko się powiększyła. Już po godzinie indeks największych spółek tracił 1,2 proc., spadając poniżej 2500 pkt. Najmocniej, po około 3 proc. w tej fazie sesji zniżkowały akcje Lotosu i TVN. Momentami niewiele ustępowały im papiery PKN Orlen. Po około 2 proc. traciły walory BRE, BZ WBK, Pekao, KGHM i TP. Przecena nie oszczędziła więc niemal żadnej z największych spółek naszego parkietu. Znacznie lepiej za to zachowywały się akcje PZU, które w poniedziałek straciły 3 proc. Zmiany na rynku były niewielkie aż do momentu publikacji danych o wydajności pracy i kosztach pracy w USA. Choć nie miały one zbyt wielkiej wagi, to jednak indeksy zareagowały na nie pogłębieniem spadków. WIG20 tracił 1,6 proc., zdecydowanie żegnając się z poziomem 2500 pkt. Ostatecznie zniżkował o 1,53 proc. Obroty wyniosły 1,6 mld zł.
GPW jedynie w pierwszych minutach sesji zachowywała się nieźle w porównaniu z pozostałymi parkietami europejskimi. Ta względna siła szybko jednak się ulotniła, a po nerwowej reakcji na niezbyt znaczące dane zza oceanu WIG20 znalazł się w gronie najmocniej tracących, wyprzedzając jedynie wskaźniki w Moskwie, Budapeszcie i Atenach. Ruch w dół został tym razem potwierdzony rosnącymi obrotami. Cały ubiegłotygodniowy dorobek byków został w ciągu dwóch ostatnich sesji zniwelowany. Nie przekreśla to jeszcze szans na kontynuację zwyżki. Losy rynku zależeć będą jednak wyłącznie od tego, co zrobi Fed i jak zareagują na to światowe giełdy.
Roman
Przasnyski