LOT ma szansę, by rozwinąć skrzydła

Cezary Pytlos, Mira Wszelaka
opublikowano: 2002-04-05 00:00

Niemiecka Lufthansa została wczoraj partnerem LOT, który ma wprowadzić polską firmę do sojuszu lotniczego Star Alliance. Strona rządowa zapewnia, że dokonano najlepszego wyboru. Zdania analityków są podzielone.

Szefowie Lufthansy i LOT podpisali wczoraj umowę o współpracy strategicznej. Dokument sygnowany przez Jürgena Webera i Jana Litwińskiego zawiera zapisy o bardzo szerokiej kooperacji przewoźników. Jej elementem będzie umowa code-share, na mocy której Lufthansa i LOT będą wspólnie oferować wszystkie połączenia między głównymi miastami obu państw. Ma ona wejść w życie 1 czerwca. W drugim etapie Lufthansa wprowadzi LOT do sojuszu Star Alliance, w którym uczestniczy 15 przewoźników.

— Na wyborze Lufthansy i sojuszu Star Alliance zaważyła szeroka współpraca gospodarcza z naszym zachodnim sąsiadem — tłumaczy Marek Pol, minister infrastruktury.

— Wybraliśmy Star Alliance i Lufthansę, gdyż wydaje się, że jest to najsilniejszy sojusz w Europie — dodaje Andrzej Piłat, wiceminister infrastruktury.

Wielkim przegranym jest sojusz Oneworld, którego okrętem flagowym są linie British Airways.

LOT liczy, że dzięki sojuszowi ze Star Alliance zyska dostęp do szerokiej światowej siatki połączeń, globalnego programu frequent flyer oraz nowoczesnych metod sprzedaży biletów. Z kolei Lufthansa chce, by Star Alliance mógł wykorzystać regionalną siatkę połączeń polskiego przewoźnika w Europie Środkowej.

— Przystosowanie siatki połączeń LOT do Star Alliance pochłonie około roku. Wówczas będziemy mogli stać się pełnoprawnym członkiem sojuszu — uważa Jan Litwiński.

Zapewnia, że LOT nie zrezygnuje z żadnych połączeń.

— W przyszłym miesiącu uruchomimy nowe połączenie do Kaliningradu — dodał Jan Litwiński.

Wybór sojuszu nie rozwiązuje problemu struktury własnościowej LOT. Na razie nie dojdzie do zmian. Wiesław Kaczmarek, minister skarbu, zapowiedział jednak, że docelowo Skarb Państwa, który kontroluje prawie 68 proc. walorów przewoźnika, zostawi sobie 10 proc.

— Nie rezygnujemy z oferty publicznej LOT. Zanim jednak do tego dojdzie, musi być wyjaśniony los 25 proc. akcji, należących obecnie do zbankrutowanego szwajcarskiego Swissair — zapowiedział Wiesław Kaczmarek, minister skarbu.

W niedawnym wywiadzie dla „PB” minister nie wykluczył, że walory bankruta zostaną zaparkowane w instytucjach finansowych. Potem mogłyby trafić do inwestora branżowego. Jednym z nich może być SAS, należący do Star Alliance, który w lutym zadeklarował gotowość kupna akcji LOT. Była to dotychczas jedyna oferta objęcia akcji w polskiej firmie.

Decyzja rządu musiała wzbudzić kontrowersje.

— Trudno analizować konsekwencje przystąpienia LOT do Star Alliance, gdy się nie zna dokładnych warunków umowy. Nie ma jednak wątpliwości, że zwyciężyła tzw. strategia przetrwania, a nie rozwoju — twierdzi Andrzej Grzelakowski, były wiceminister transportu.

Zaangażowanie Lufthansy, głównego przewoźnika Star Alliance, w sieć połączeń będących domeną LOT, jest — jego zdaniem — dużym zagrożeniem dla pozycji krajowego przewoźnika.

— Taka decyzja stawia pod znakiem zapytania plany stworzenia silnego hubu w Warszawie. Osłabia także sytuację niektórych regionalnych portów lotniczych, w tym przede wszystkim Szczecina, Poznania i Wrocławia. Nie jest tajemnicą, że Niemcy poważnie myślą o stworzeniu hubu w Berlinie — twierdzi Andrzej Grzelakowski.

Z jego opinią nie zgadza się Andrzej Piłat. Jego zdaniem, dzięki umowie z Lufthansą LOT nie zostanie sprowadzony do roli regionalnego przewoźnika, dowożącego pasażerów do dużych hubów niemieckich, a Okęcie utrzyma status hubu.

Być może pozytywnym aspektem wyboru aliansu z udziałem Niemców będzie zachowanie dość silnej pozycji w relacjach atlantyckich. Gdyby LOT przystąpił do British Airways, zostałaby ona zagrożona.

— Uważam, że zbyt wcześnie podjęto decyzję o przystąpieniu do aliansu. Po 11 września i krachu finansowym wielu przewoźników nie jest wykluczone, że cały system ukształtuje się zupełnie inaczej – podkreśla Andrzej Grzelakowski.

— Trzeba jasno powiedzieć, że szanse utrzymania się na światowym rynku lotniczym dla przedsiębiorstw nie zrzeszonych są znacznie trudniejsze. Dlatego wejście LOT do aliansu, mimo pewnych ograniczeń, które będzie musiał zaakceptować, było konieczne — twierdzi Marek Żylicz, ekspert międzynarodowego prawa lotniczego.

Jego zdaniem, od kilku lat pasażerowie odchodzą do niemieckiego przewoźnika.

— Przed tym nie uchroni nas wejście do innego sojuszu. Wręcz przeciwnie. Lepiej jest kooperować z rywalem i kontrolować jego posunięcia, nawet jeżeli są sprzeczne z naszymi interesami, niż wejść w układ z Brytyjczykami, którzy nie są zainteresowani tym obszarem. Poza tym wybór Oneworld ściągnąłby na nas ostrzejszą konkurencję Niemców — dodaje Marek Żylicz.