LOT nie może znaleźć pilota

Do gry o fotel prezesa LOT wraca Sebastian Mikosz. Resort skarbu działa pod presją czasu

Trudno znaleźć kapitana dla tonącego okrętu — a jeszcze trudniej dla pikującego samolotu. Balansujące na krawędzi bankructwa PLL LOT nie mają prezesa już od dwóch miesięcy, kiedy ze stołka z hukiem spadł Marcin Piróg. Chętnych co prawda nie brakuje — do konkursu stanęło 27 menedżerów, z czego 5 trafiło na krótką listę — jednak żaden z nich nie zdołał przekonać rady nadzorczej (a zwłaszcza skarbu państwa), że poradzi sobie za sterami podłączonej do państwowej kroplówki spółki.

2 POWIETRZNE AKROBACJE: LOT liczył na to, że wyniki za 2012 r. poprawi dzięki sukcesowi dreamlinerów. Nowe samoloty jednak zawiodły, straty były zbyt głębokie i resort skarbu musiał wysupłać na ratunek spółki 400 mln zł, co poprzedni prezes przypłacił głową. Jego następca ma wyprowadzić firmę z korkociągu — ale najpierw trzeba go znaleźć. [FOT. BS]
Zobacz więcej

2 POWIETRZNE AKROBACJE: LOT liczył na to, że wyniki za 2012 r. poprawi dzięki sukcesowi dreamlinerów. Nowe samoloty jednak zawiodły, straty były zbyt głębokie i resort skarbu musiał wysupłać na ratunek spółki 400 mln zł, co poprzedni prezes przypłacił głową. Jego następca ma wyprowadzić firmę z korkociągu — ale najpierw trzeba go znaleźć. [FOT. BS]

Gorączkowe poszukiwania

— To była klęska nieurodzaju, nie było z czego wybierać. Pięciu kandydatów, zakwalifikowanych na krótką listę, podczas prezentacji przed radą nadzorczą wypadło bardzo blado, relatywnie najlepszy był Bertrand Le Guern — mówi członek rady nadzorczej LOT, pragnący zachować anonimowość.

Jeśli rada jutro nie podejmie decyzji, do pełnienia obowiązków prezesa prawdopodobni czasowo zostanie oddelegowany Wojciech Balczun, szef rady nadzorczej przewoźnika i były prezes PKP Cargo, a konkurs zostanie rozpisany ponownie, gdy LOT zacznie wychodzić na prostą. Zegar jednak tyka i przewoźnikowi może kończyć się czas, a dodatkowo od jego dalszych losów może być uzależniona posada Mikołaja Budzanowskiego, ministra skarbu. Nic dziwnego więc, że resort zaczął gorączkowe poszukiwania „kandydata idealnego”, w których — nieoficjalnie — na czoło wysunął się były szef państwowego przewoźnika, Sebastian Mikosz. W konkursie startował, ale po kilkunastominutowych przesłuchaniach wszystkich 27 kandydatów wylądował tuż za czołową piątką.

— Postanowiliśmy przeprowadzić dogrywkę i powrócić do odrzuconego wcześniej kandydata. W głosowaniu rady za ponownym rozpatrzeniem kandydatury Sebastiana Mikosza były cztery osoby, przeciw głosowali dwaj przedstawiciele związków. Jedna osoba się wstrzymała, jednej nie było. Wszystko odbyło się w pełnej zgodzie z procedurami — słyszymy z innego źródła w nadzorze LOT. Były prezes (rządził LOT między wiosną 2009 r. a jesienią 2010 r.) ma nad konkurentami tę przewagę, że nie tylko dobrze zna spółkę, ale też — jako jedyny z jej licznych szefów w ostatnich latach — przeprowadził w niej redukcję zatrudnienia (z przedsiębiorstwa odeszło wtedy ponad 400 osób) i wypowiedział niekorzystny układ zbiorowy z pracownikami. To jednak naraziło go na konflikt ze związkowcami, którzy nie szczędzą cierpkich słów pod jego adresem.

Nadzorcze turbulencje

Związkowcy z polskich linii lotniczych oczekują, że prezesem zostanie menedżer z doświadczeniem w branży — na krótkiej liście to kryterium spełniają Paweł Dąbkowski (były szef White Eagle Aviation) i pracujący w LOT Andrzej Wysocki. Według nich to ten drugi najlepiej wypadł podczas prezentacji przed radą nadzorczą, wyboru się jednak nie doczekał. Związkowcy oburzeni są trybem, w którym do walki powrócił Sebastian Mikosz.

— Krótka lista kandydatów była znana od dwóch tygodni i ministerstwo miało czas, żeby wprowadzać w niej zmiany. Tymczasem robi niespodziankę w dzień ostatecznych prezentacji i ignoruje niezależność rady nadzorczej, forsując swojego kandydata — ocenia Stefan Malczewski, szef Solidarności w PLL LOT. Według niego, były prezes „kompletnie nie miał sukcesów” podczas poprzedniej kadencji i teraz nie można oczekiwać niczego innego.

— Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Spółka pod jego rządami miała 300 mln zł straty, której nie zdołano pokryć nawet sprzedażą aktywów, np. akcji PKO BP, a dodatkowo mocno skonfliktował się ze stroną społeczną — mówi Stefan Malczewski.

— To, że związki tak ostro protestują, jest, paradoksalnie, argumentem za panem Mikoszem — mówi nasze źródło.

Prezes na kryzys

Z naszych informacji wynika, że resort skarbu aktywnie poszukiwał kandydatów na prezesa LOT również za granicą, wśród menedżerów — w tym pochodzącychz Polski — zatrudnionych w europejskich liniach lotniczych. Problem jednak w tym, że LOT potrzebuje prezesa niemal od zaraz, a pracujący w branży menedżerowie związani są umowami z co najmniej półrocznym okresem wypowiedzenia, nie wspominając już o tym, że w innych liniach lotniczych mogą liczyć na wyższe zarobki i większą stabilizację. Poszukiwania spełzły więc na niczym.

— Właściciel musi wiedzieć, czego chce, nim wybierze prezesa. Jeśli zależy mu na jak najmniej problematycznym przeprowadzeniu upadłości i przeniesieniu działalności do innej spółki, może postawić na menedżera bez doświadczenia w branży, znającego się jednak na restrukturyzacjach — w rodzaju tych, którzy stanęli do konkursu. Jeśli jednak LOT naprawdę ma być uratowany i powrócić kiedyś do rentowności, potrzebuje człowieka z zewnątrz, nieumoczonego w lokalne gierki. 20 tys. zł miesięcznej pensji nie skusi jednak dobrych polskich menedżerów, a co dopiero zagranicznych specjalistów — mówi pragnący zachować anonimowość menedżer z branży, który pracował i w LOT, i w zagranicznych liniach lotniczych.

Ewentualne bankructwo LOT i przejęcie obsługi połączeń przez EuroLOT dziś nie wchodzi w rachubę — nieoficjalnie wiadomo, że oznaczałoby to natychmiastową utratę możliwości latania do sześciu głównych światowych portów, m.in. Frankfurtu, Londynu, Chicago i Toronto, i postawiło pod znakiem zapytania loty do siedemnastu. Dlatego resort skarbu walczy o zaakceptowanie przez Komisję Europejską pomocy publicznej dla zadłużonego przewoźnika i wspólnie z doradcami dopracowuje plan głębokiej reorganizacji spółki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / LOT nie może znaleźć pilota