Lotto nadal nam lotto

Dawid Tokarz
opublikowano: 06-07-2010, 00:00

W pierwszym półroczu na gry i loterie państwowej spółki klienci wydali aż około 300 mln zł mniej niż przed rokiem.

Przychody Totalizatora Sportowego nurkują...

W pierwszym półroczu na gry i loterie państwowej spółki klienci wydali aż około 300 mln zł mniej niż przed rokiem.

Wczoraj władze Totalizatora Sportowego (TS) pochwaliły się, że wyniki przetargu na operatora online pozwolą spółce na oszczędności przekraczające 100 mln zł rocznie (więcej o tym w tekście obok). Na sukcesie przetargu wielkim cieniem kładą się jednak fatalne wyniki sprzedaży TS.

Z nieoficjalnych informacji "PB" wynika, że w I półroczu na gry i loterie państwowej spółki klienci wydali około 1,3 mld zł, czyli o blisko 300 mln zł mniej niż w I półroczu 2009 r. A to oznacza, że spadek przychodów w ujęciu rok do roku sięgnął prawie 20 proc. Zdaniem ekspertów rynku hazardu i związkowców Solidarności, Totalizatorowi czkawką odbijają się głównie błędne decyzje zarządu w sprawie dwóch sztandarowych gier: Lotto i Multi Multi.

Zadyszka lokomotyw

W październiku 2009 r. zarząd kierowany przez Sławomira Dudzińskiego postanowił zmienić nazwę najpopularniejszej gry spółki ze swojskiego Dużego Lotka na europejskie Lotto, jednocześnie podniósł cenę jednego zakładu z 2 do 3 zł. Podwyżka miała doprowadzić do częstszych i wyższych (nawet 50 mln zł) kumulacji, a w konsekwencji w ciągu roku dać wzrost obrotów o 16 proc. Po dziewięciu miesiącach jej obowiązywania przyniosła… 20 proc. spadku. A że Lotto od lat daje co najmniej połowę przychodów TS, cała sprzedaż firmy zaczęła mocno kuleć.

Jeszcze większy spadek notuje druga z lokomotyw TS: Multi Multi. W połowie czerwca 2009 r. gra ta zastąpiła dotychczasowego Multi Lotka i Multi Lotka Plus. Największą nowością, poza nazwą, było wprowadzenie do gry specjalnego bonusu i dwóch losowań dziennie. I w tym przypadku zmiany uderzyły w popularność gry. Z naszych informacji wynika, że w Multi Multi spadek sprzedaży w I półroczu 2010 r. osiągnął około 30 proc.

— Wprowadzenie drugiego losowania w ciągu dnia w Multi Multi przyniosło jedynie zamieszanie. A duża podwyżka w Lotto — to, że wiele osób przestało w ogóle grać w edycjach z małymi pulami, czekając na zapowiadane wielkie kumulacje. Te jednak do dziś się nie pojawiły i przychody spadły — ocenia Krzysztof Płocharz, analityk gier.

— Nowa ustawa hazardowa drastycznie podniosła podatki dla automatów o niskich wygranych, zmiatając z rynku połowę z prawie 60 tys. maszyn. To mogło przynieść TS nowych graczy. Podwyżka i nieprzemyślany rebranding zaowocowały jednak czymś przeciwnym — wtóruje mu proszący o anonimowość inny ekspert.

Joker blotką

Wczoraj po południu nie udało nam się uzyskać ani oficjalnych danych sprzedażowych TS, ani komentarza władz spółki. Przez ostatnie tygodnie Sławomir Dudziński, prezes monopolisty, konsekwentnie twierdził jednak, że podwyżka cen w Lotto i inne działania kierowanego przez niego zarządu były dobrymi pomysłami, a za spadek sprzedaży odpowiadają głównie: kryzys, długa, śnieżna zima i afera hazardowa.

Szef TS jeszcze w kwietniu twierdził, że mamy do czynienia z "niewielkimi wahaniami sprzedaży", a jedną z recept na kłopoty spółki będą nowe gry. Uruchomiony 9 kwietnia 2010 r. Joker okazał się jednak jedynie nieznacznie zmodyfikowaną wersją Twojego Szczęśliwego Numerka — gry, która została wycofana z oferty w marcu 2010 r., bo w całym 2009 r. dała TS ledwie 54 mln zł, czyli mniej niż 2 proc. ogółu sprzedaży.

Cięcie planów

Mimo intensywnej kampanii reklamowej, Joker też nie rokuje dobrze. Wyniki sprzedaży z trzech pierwszych miesięcy wskazują, że gra da monopoliście mniej więcej tyle samo przychodów, ile jego poprzednik. Istotnych wzrostów nie przynoszą też wprowadzona w maju 2008 r. gra Keno (powodem może być tu jej niska "wypłacalność"), mocno reklamowane loterie pieniężne czy sprzedaż zakładów na wyścigi konne na Służewcu.

To wszystko sprawia, że jeśli tendencja spadkowa sprzedaży TS utrzyma się też w drugim półroczu 2010 r., to przychody spółki na koniec roku wyniosą około 2,6 mld zł, aż o ponad 600 mln zł mniej niż w 2009 r. Ta prognoza wygląda jeszcze gorzej w zestawieniu z planami zarządu spółki. W pierwotnej wersji zakładały, że w bieżącym roku sprzedaż wzrośnie o 12 proc., do ponad 3,6 mld zł. Potem plany zostały zmodyfikowane do 3,3 mld zł, ale także ten cel jest obecnie zupełnie nierealny.

...ale firma oszczędzi setki milionów

Od 2011 r. za obsługę systemu państwowy monopolista zapłaci cztery razy mniej niż do tej pory.

Aleksander Grad, minister skarbu, zaakceptował wczoraj decyzję władz Totalizatora Sportowego (TS) o wyborze operatora on-line, który będzie obsługiwał spółkę w latach 2011-18. Zgodnie z przewidywaniami "PB", zwycięzcą przetargu zostało konsorcjum, stworzone przez dotychczasowego partnera TS: amerykański GTech.

Operator się więc nie zmieni, drastycznie natomiast zmieni się jego prowizja. Od grudnia 2011 r. GTech będzie inkasował zaledwie 0,92 proc. przychodów TS, a więc około cztery razy mniej niż do tej pory. Kilka razy niższa będzie też cena nowych 12,5 tys. terminali, jakie mają dostarczyć Amerykanie.

— Nowe warunki pozwolą nam zaoszczędzić w ciągu siedmiu lat prawie 800 mln zł, a umowa także w wielu innych aspektach będzie dla nas dużo korzystniejsza niż poprzednia — chwali się Sławomir Dudziński, prezes TS.

Umowa z 2001 r. przewidywała m.in. wyłączność dla Amerykanów przy obsłudze TS. Dziś monopolista z góry zarezerwował sobie możliwość kupowania urządzeń i oprogramowania od innych podmiotów. Zastrzegł też jawność większości zapisów umowy (m. in. jej warunków cenowych), a w trakcie postępowania przetargowego nie zgadzał się na zmianę jakichkolwiek zapisów w projekcie umowy i specyfikacji istotnych warunków zamówienia, pozostawiając je w wersji bardzo korzystnej dla siebie.

— Tym razem Totalizator Sportowy był do przetargu przygotowany o niebo lepiej niż w 2001 r. Było przejrzyście, sprawnie i profesjonalnie. Nic dziwnego, że w rezultacie jest znacznie taniej — podsumowuje osoba znająca kulisy obu przetargów.

Informacje o nowej, czterokrotnie niższej, prowizji powinny zainteresować m.in. łódzkich prokuratorów. Wciąż sprawdzają, czy przy zawieraniu kontraktu TS z Amerykanami w 2001 r. nie doszło do korupcji. Śledztwo dotyczy m.in. ujawnionych przez "PB" w 2006 r. informacji, że za pomoc w zdobyciu i obsłudze kontraktu z 2001 r. GTech zapłacił tajemniczemu konsultantowi Josefowi Blassowi aż 20 mln USD. Ten bliski znajomy Wiktora Markowicza, założyciela i byłego prezesa GTechu, nie pracował ani według stawek godzinowych, ani na zasadzie prowizji od przychodów czy zysków. Nie istnieje też żadna dokumentacja potwierdzająca wykonaną przez niego pracę. Wiadomo natomiast, że zatrudnił on dwie osoby do "monitorowania polskiego rządu", nie pozwalając im przy tym na używanie swojego nazwiska w połączeniu z ich obowiązkami.

260

mln zł Tyle Totalizator Sportowy zapłaci amerykańskiemu GTechowi w latach 2011-18...

1,05

mld zł ...a tyle zapłaciłby w tym samym czasie przy dotychczas obowiązującej prowizji.

Tak hamuje Totalizator Sportowy

2 marca 2010 r.

Ujawniamy w "PB", że na początku 2010 r. Totalizator Sportowy (TS) wpadł w duży dołek. I że sprzedaż spółki spada o około 20 proc. w ujęciu rok do roku.

8 marca 2010 r.

Publikujemy odpowiedź władz TS,

w której zapewniają, że spadek przychodów to "skutek procesów niezależnych od TS", który "nie stanowi problemu dla firmy".

8 kwietnia 2010 r.

TS publikuje komunikat, w którym zapewnia, że "spadek sprzedaży został zahamowany" oraz że "drugi kwartał zapowiada się optymistycznie".

30 czerwca 2010 r.

Z informacji "PB" wynika, że na koniec półrocza spadek przychodów wciąż sięga prawie 20 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy