Lubię charakterne wina

Monika Kobylińska
opublikowano: 26-09-2019, 22:00

Antonio jest lekkie i bezpretensjonalne, natomiast Leron intryguje pikantnością — Rafał Stec, właściciel firmy KNC, handlującej nieruchomościami, i założyciel Winnicy Rodziny Steców w Tuchowie w powiecie tarnowskim, może bez końca gawędzić o winach, które produkuje.

Przyszły winiarz studiował w Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Studiów nie skończył, bo się zajął biznesem. W 1997 r. otworzył firmę KNC, która handluje nieruchomościami w Tarnowie i ma 13 oddziałów w innych miastach. Rafał Stec jest również prezesem Polskiej Federacji Producentów Wina, współtwórcą Małopolskiego Stowarzyszenia Winiarzy, inicjatorem festiwalu wina Tuchovinifest w Tuchowie i… pasjonatem tego trunku.

Trzy pokolenia. Winnica Steców to firma rodzinna. Pracują w niej (na zdjęciu od lewej) Rafał Stec, jego teść Antoni Ciepielowski, syn Michał, a także teściowa i rodzice Rafała Steca oraz jego pozostali dwaj synowie Bartosz i Kacper.
Wyświetl galerię [1/2]

Trzy pokolenia. Winnica Steców to firma rodzinna. Pracują w niej (na zdjęciu od lewej) Rafał Stec, jego teść Antoni Ciepielowski, syn Michał, a także teściowa i rodzice Rafała Steca oraz jego pozostali dwaj synowie Bartosz i Kacper. Fot. Maciej Goclon

— Większą przyjemność niż picie sprawia mi wąchanie, próbowanie i gadanie o winie. Jeśli sięgam po kieliszek, najczęściej jest to wino charakterne: skoncentrowane, ciężkie, o wyrazistym aromacie, pełne garbników i tanin — przyznaje biznesmen.

Odporne i zdrowe

Na winnicę Steców — bo tak się tu mówi — dojeżdża się krętą, wąską dróżką, na końcowym odcinku mocno opadającą. Ale warto. Winnica jest niezwykle malowniczo położona na południowo-zachodnim stoku wzniesienia Furmaniec, z widokiem na Park Krajobrazowy Pasma Brzanki i piękną panoramę Tatr Wysokich, którą można podziwiać przy ładnej pogodzie. Miejsce jest nasłonecznione i stwarza dobre warunki do uprawy winorośli.

— W okolicach Tarnowa panuje specyficzny klimat, w ciągu roku jest tu więcej słońca, ale i wyższe temperatury w porównaniu z innymi regionami, co ma szczególne znaczenie dla produkcji wina — twierdzi Rafał Stec.

Odmiany winorośli uprawianej w polskich winnicach są odporne na mróz.

— Często słyszę, że w Polsce nie da się zrobić dobrego wina. To nieprawda. Pracujemy z innymi odmianami winorośli niż te, które rosną na południu Europy. U nas dominują odmiany z Niemiec: rondo, regent, johaniter, hibernal, muscaris. Mam też nowe odmiany z Austrii — roesler i rataj, węgierskie — bianka, morawskie — palava i rubinet. Idealnie się nadają do uprawy w naszym regionie. Stary winiarski świat — właściciele winnic z Europy południowej — zazdrości nam, bo winorośle, które teraz uprawiamy, są odporne na choroby i mróz — uważa przedsiębiorca.

Winnica Steców jest ekologiczna, co oznacza, że opryski stosowane są zaledwie 3-4 razy w roku i tylko wtedy, gdy na krzewach pojawiają się oznaki choroby. Pielenie odbywa się ręcznie, bez użycia środków chwastobójczych.

— W Europie Zachodniej, dla porównania, stosuje się 60-80 oprysków w roku. Nasze wina są więc nie tylko smaczne, lecz także zdrowe — podkreśla winiarz.

Na cześć teścia

Dumą rodziny Steców są zwłaszcza wina czerwone, nagradzane na światowych konkursach i festiwalach.

— Nasze wina co roku zdobywają medale, mamy ich już 30. Jednym z często wyróżnianych, należącym jednocześnie do moich ulubionych, jest Leron. Nagrodzone zostało m.in. złotym medalem na Międzynarodowym Konkursie Win Galicja Vitis w 2014 r. To właśnie wino, o którym mówię, że jest charakterne. Jurorzy doceniają jego zdecydowany owocowy smak, wyczuwalne garbniki i intrygującą pikantność w zakończeniu — wymienia Rafał Stec.

Sentyment ma również do wina Antonio, zupełnie innego niż Leron. Jest lekkie, bezpretensjonalne, trochę jak młode burgundzkie wina typu pinot noir. Zauważono je na tegorocznym festiwalu wina Tuchovinifest w Tuchowie (brązowy medal) i w Zielonej Górze na X Ogólnopolskim Konkursie Win, gdzie zostało nagrodzone srebrem.

— Nazwałem je Antonio na cześć mojego teścia Antoniego Ciepielowskiego, który jest dobrym duchem naszej winnicy i dodaje nam otuchy, gdy coś się nie udaje czy siada nam zapał do pracy — ujawnia przedsiębiorca.

W winnicy pracuje cała rodzina: Rafał Stec z żoną Agnieszką, ich trzech synów — Kacper, Bartosz i Michał, który jest oficjalnie właścicielem winnicy, a także rodzice i teściowie Rafała.

— Wkręciliśmy się w tę pracę totalnie, przynosi nam nie tylko satysfakcję i pieniądze, lecz także nas relaksuje — przyznaje założyciel rodzinnego biznesu.

Winnica to niejedyne źródło dochodu Rafała Steca, który jest właścicielem sieci biur nieruchomości KNC.

— Kolejność była taka, że najpierw, przeszło 20 lat temu, założyłem biuro nieruchomości, rozwijałem je stopniowo, otwierając kolejne punkty sprzedaży. Zawsze ciągnęło mnie do natury, lubiłem pracę w ogrodzie i w polu. Kiedy kilkanaście lat temu kupiłem działkę pod Tuchowem, wpadł mi do głowy pomysł, żeby założyć winnicę. Przed kilku laty przepisałem winnicę najstarszemu synowi Michałowi, który zrezygnował ze studiów prawniczych i całkowicie poświęcił się tej pracy — wspomina biznesmen.

Winnicą trzeba się zajmować od wczesnej wiosny do jesieni. Ale, jak mówią Stecowie, przez cały rok jest w niej coś do zrobienia.

— Najważniejsza jest praca przy winorośli, a nie przy produkcji. Zbiory są we wrześniu i październiku. Potem schodzimy do przetwórni w piwnicy. Rozpoczyna się przerób owoców i produkcja wina. Tak schodzi się do listopada — mówi Rafał Stec.

Gorące lato i długa jesień zapowiadają udane zbiory.

— Kiedy rok jest dobry, wystarczy, że zadbamy o owoc, aby miał odpowiednią kwasowość i zawartość cukru. Niewiele trzeba, by wino było dobrej jakości. Jeśli jednak pogoda nam nie sprzyja, wiemy, że będą przymrozki i deszcz, trzeba robić tzw. zbiory interwencyjne, a to się potem odbija na smaku i jakości wina. Mimo starań nie da się tego naprawić w produkcji, nie udaje się zrobić win wybitnych, tylko co najwyżej dobre. Dlatego ceny win poszczególnych roczników z tej samej winnicy się różnią. Jeśli rocznik jest dobry, to wina są drogie, jeśli kiepski — bywają bardzo tanie — tłumaczy winiarz.

To się opłaca

Butelka wina z 2018 r. z winnicy Steców kosztuje średnio 50 zł. Wino można nabyć bezpośrednio u producenta, jest też dostępne w wybranych sklepach, restauracjach i hotelach w Małopolsce, na Śląsku i w Świętokrzyskiem.

— Nie jest to wygórowana cena za wino ekologiczne tej klasy. Daleko mu jeszcze cenowodo najlepszego na świecie wina merlot Chateau Petrus z okolicy Bordeaux. Za butelkę płaci się pół tysiąca euro i zanim zostanie wyprodukowana, już jest sprzedana — twierdzi Rafał Stec.

Ale nawet przy polskich cenach produkcja wina się opłaca. Nakłady, jakie ponosi winiarz, zamykają się w 150 tys. zł na hektar upraw. Wlicza się w to m.in. cenę ziemi i przygotowania jej pod uprawę, koszt ogrodzenia i sadzonek winorośli (na hektarze sadzi się około 4 tys. sadzonek, jedna kosztuje jakieś 8 zł). Ze zbiorów z jednego hektara można wyprodukować mniej więcej 4 tys. butelek wina. Winnica Steców zajmuje siedem hektarów.

— Nasze krzewy rodzą od 1,5 do 2 kg winogron. Należy je tak przycinać, żeby owoców nie było ani więcej, ani mniej. To daje gwarancję odpowiedniej zawartości cukru i kwasowości — wyjaśnia winiarz.

Koszt urządzeń do produkcji wina jest zróżnicowany. Potrzebne są m.in.: odszypułkowarka — maszyna, która oddziela owoce od szypułek, prasa do wyciskania winogron (może być ręczna) i zbiornik do przetwarzania moszczu. Trzeba wyposażyć przetwórnię w zbiorniki ze szkła lub stali nierdzewnej. Nieodzowne są też maszyny do butelkowania i ręczna korkownica. Swój pierwszy — używany — sprzęt Stecowie kupili za około 10 tys. zł. Zdaniem Rafała Steca zdobycie wiedzy z zakresu winiarstwa nie stanowi dziś problemu.

— Kiedy zakładałem winnicę w 2007 r., w Polsce nie było szkół winiarskich. Tytuł mistrza winiarskiego przyznała mi Krajowa Rada Winiarstwa i Miodosytnictwa. Szkoliłem się, odbywając praktyki w zakładach winiarskich Jantoń i Ambra. Dużo też jeździłem po świecie, odwiedzając znane winnice i tam zdobywając doświadczenie. Dziś nie jest trudno zostać winiarzem. Jedną z najlepszych szkół jest, moim zdaniem, Podkarpacka Akademia Wina Romana Myśliwca. Szkolić się można też w zakresie enologii na podyplomowych studiach na Uniwersytecie Jagiellońskim lub na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie — wymienia winiarz.

Na małopolskim szlaku

Przy zakładaniu winnicy można skorzystać z programów pomocowych i dofinansowania m.in. z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

— To, że winnice są szansą dla rozwoju małych gmin czy miasteczek położonych na górzystym terenie, gdzie uprawa roli jest bardzo trudna, dostrzegli włodarze miast. W Tuchowie winnice powstają jak grzyby po deszczu. W najbliższej okolicy mamy ich już siedem, a w regionie — dwadzieścia. Żeby założyć niewielką winnicę, nie są potrzebne specjalne pozwolenia, wystarczy mieć działalność rolniczą. Zasady reguluje ustawa winiarska, która działa w uproszczonej procedurze przy produkcji do tysiąca hektolitrów wina, co nie jest mało — informuje Rafał Stec.

Turyści chętnie odwiedzają winnice wchodzące w skład Małopolskiego Szlaku Winnego. To szlak tematyczny dziedzictwa kulturowego regionu — odradzającej się tradycji uprawy winorośli. Znajduje się na nim już 35 winnic. Do Winnicy Rodziny Steców, przyłączonej do szlaku w 2014 r., kilka razy w tygodniu podjeżdżają autokary pełne turystów z Polski i zagranicy.

— Opowiadam o uprawie winorośli, tłumaczę, na czym polega uprawa ekologiczna, demonstruję maszyny do produkcji. Degustujemy wino, wędliny, sery i potrawy przygotowane przez lokalnych producentów. Można też kupić wyprodukowane przez nas wino — opowiada winiarz.

Stecowie się cieszą, że ich winami powoli zaczęli się interesować restauratorzy. Winiarze chcieliby, żeby do polskich potraw w restauracjach podawano polskie wino, żeby polecali je kelnerzy i by było w stałej ofercie. Coraz częściej także zagraniczni turyści, którzy przyjeżdżają do Polski, dopytują o lokalne wina.

— Na degustację win z tego rocznika zapraszamy do Tarnowa 11 listopada. Przejdzie pochód winiarzy, św. Marcin wjedzie na białym koniu… Będzie się działo! — zapowiada Rafał Stec.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Kobylińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu