Ludzie prezydenta listy piszą

Duda-pomoc testuje swoje możliwości w BGK. Europoseł PiS w imieniu kandydata na prezydenta realizuje hasło wyborcze „więcej pracy”

Biuro Pomocy Prawnej to jedna ze sztandarowych inicjatyw w kampanii Andrzeja Dudy. Na czele akcji stanął europoseł PiS Janusz Wojciechowski. Celem biura jest pomoc rodakom źle potraktowanym przez wymiar sprawiedliwości i zasadniczo osobom, którym dzieje się krzywda, a jej źródłem jest bezduszny i arogancki system państwowy. Z informacji „Pulsu Biznesu” wynika, że już tydzień po starcie tzw. Duda- Pomocy Janusz Wojciechowski zakasał rękawy i ruszył do pracy.

ZAUFANY CZŁOWIEK:
Zobacz więcej

ZAUFANY CZŁOWIEK:

Dzisiaj Janusz Wojciechowski jest znany powszechnie w całej Polsce jako ten, który bardzo mocno interweniuje w sprawach indywidualnych ludzi, którzy zostali skrzywdzeni przez państwo, którzy zostali skrzywdzeni także przez wymiar sprawiedliwości — mówił Andrzej Duda inicjując działalność Biura Pomocy Prawnej, na czele którego postawił kolegę z ław parlamentarnych w Brukseli. Grzegorz Krzyżewski/Fotonews

Poznaliśmy treść listu, który europoseł PiS skierował do Dariusza Kacprzyka, prezesa Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK). Korespondencja jest firmowana logo Parlamentu Europejskiego (PE), a europoseł pisze w imieniu własnym i innego brukselskiego posła… Andrzeja Dudy. Wówczas już kandydata na prezydenta, opromienionego zaskakującym zwycięstwem w pierwszej turze wyborów i sondażowego faworyta do wygrania całego wyścigu do Belwederu.

Eurointerwencja

Janusz Wojciechowski w swoim liście prosi szefa BGK o „rozważenie możliwości dalszego zatrudnienia” na stanowisku eksperta pracownika banku, który został już zwolniony za porozumieniem stron, ale jego umowa ma zostać rozwiązana dopiero za dwa miesiące. Europoseł potwierdził w rozmowie z nami, że takie pismo wysłał do BGK.

„Osoba, której dotyczył list, zgłosiła się do biura »Duda-pomoc« zorganizowanego przez pana prezydenta — wówczas jeszcze posła do PE — Andrzeja Dudę — napisał w odpowiedzi na nasze pytania Janusz Wojciechowski. Jednocześnie podkreślił, że nie powoływał się na prezydenta-elekta. Co jest zgodne z prawdą, bo w liście podał tylko, że pisze w imieniu swoim i Andrzeja Dudy, wówczas posłów do PE.

— Mam ogólne upoważnienie pana prezydenta do występowania w sprawach ludzi zgłaszających się do „Duda-pomocy” — informuje Janusz Wojciechowski.

Z dobrym obyczajem na bakier

Europoseł nie ma żadnych zastrzeżeń co do swojego działania w kampanii wyborczej. — Nie ma niczego złego w przekazaniu uprzejmej, niezobowiązującej prośby o rozważenie czegokolwiek, co nie jest niezgodne z prawem i zasadami etyki. Pan prezes BGK zrobi, co uważa, jego suwerenna decyzja — twierdzi Janusz Wojciechowski, i dodając, że do tej pory (ubiegły czwartek) nie dostał odpowiedzi z banku. Wątpliwości co do takiej politycznej inicjatywy mają natomiast eksperci.

— Gdyby taka interwencja dotyczyła, dajmy na to, budowy rowu melioracyjnego w jakiejś miejscowości, to rozumiem, o ile oczywiście polityk nie ma tam własnej działki. Jeśli chodzi o przywrócenie kogoś do pracy i wykorzystanie w tym celu swojej uprzywilejowanej pozycji, to jest to niedopuszczalne, jeżeli polityk jest z tą osobą powiązany, nawet przez osoby trzecie — mówi Piotr Tamowicz, ekspert w dziedzinie corporate governance.

Grzegorz Makowski, dyrektor programu Fundacji Batorego „Otwarte państwo”, którego celem jest zwiększeni przejrzystości i rzetelności w życiu publicznym, uważa, że takich działań nie należy rozpatrywać w kategoriach etycznych, chociaż mogą budzić zastrzeżenia.

— Tego typu interwencja, w dodatku w imieniu europosła i kandydata na prezydenta, wygląda niezręcznie. W odbiorze społecznym może robić wrażenie jakiejś formy protekcji, choć w samym piśmie nie dostrzegam nic kontrowersyjnego — mówi ekspert Fundacji Batorego.

Jest mocno zdziwiony tego typu aktywnością polityków, którzy mieli przede wszystkim reprezentować Polskę w Brukseli.

— To dość dziwne, że europoseł angażuje się w indywidualną sprawę dotyczącą polskiej spółki skarbu państwa. Jakkolwiek interpretować powody zwolnienia osoby, w imieniu której podejmowana jest interwencja, ta sprawa nie leży raczej w obszarze działań posła do Parlamentu Europejskiego. Na razie jednak nie próbowałbym tego oceniać w kategoriach etycznych — podkreśla Grzegorz Makowski.

Więcej pytań niż odpowiedzi

Niestety, mimo kolejnych próśb o kontakt i wysyłanych e-maili oraz esemesów Janusz Wojciechowski nie wyjaśnił, dlaczego w jego liście nie ma słowa o inicjatywie Biura Pomocy Prawnej wymyślonej przez sztab wyborczy Andrzeja Dudy, a jest powołanie się na mandaty posłów do PE. Europoseł twierdzi też, że zdecydował się na interwencję, ponieważ został o to poproszony przez samego zainteresowanego, czyli będącego na wypowiedzeniu pracownika BGK.

— Ten pracownik jest dla mnie człowiekiem, który przyszedł z prośbą o pomoc, w poczuciu krzywdy, nie wiem, czy słusznym. Widziałem go pierwszy raz w życiu. Nic nie wiem, by kiedykolwiek widział go pan prezydent — wyjaśnia europoseł PiS.

Janusz Wojciechowski nie odpowiedział też na pytanie: dlaczego interweniował, skoro nie wiedział, czy zwolnienie było niesłuszne. Nie udało nam się też, mimo wielu próśb, zdobyć komentarza osoby z najbliższego otoczenia Andrzeja Dudy. Na prośby o kontakt nie odpowiedziała ani Beata Szydło, szefowa sztabu wyborczego, a dzisiaj kandydat PiS na premiera, ani Marcin Mastalerek, rzecznik partii.

Kulą w płot

Resort finansów, który formalnie nadzoruje BGK, nie chce zabierać w tej sprawie głosu. — Bank ma niezależność w zakresie polityki kadrowej — informuje lakonicznie Wiesława Dróżdż, rzecznik prasowy Ministerstwa Finansów. Sam BGK zapewnia, że nie doszło do żadnych nieprawidłowości przy zwolnieniu. Nie kryje zaskoczenia treścią i formą listu od przedstawiciela PiS. Osoba, której sprawa dotyczy — jejpersonaliów nie ujawniamy — mimo prośby o kontakt z naszej strony nie odpowiedziała.

Nie odniosła się do pytań, dlaczego zwróciła się do Biura Pomocy Prawnej powołanego przez Andrzeja Dudę. Z naszych informacji wynika, że rozwiązanie umowy z BGK wynikało z wygaśnięcia jednego z programów unijnych, który bank obsługiwał, a zwolniony pracownik dostał pełną odprawę.

OKIEM BYŁEGO POLITYKA

Przede wszystkim liczy się smak

PAWEŁ PONCYLIUSZ

poseł IV, V i VI kadencji

W pracy parlamentarzysty zdarza się, że zgłaszają się osoby, które pracują w podmiotach kontrolowanych przez skarb państwa i mówią, że są szykanowane w pracy albo wręcz wyrzucane przez nowe władze. Za każdy razem jednak przed interwencją trzeba taką sprawę przeanalizować, sprawdzić, czy ma się pełny obraz i czy nie ma drugiego dna. Nawet jeśli taka analiza nie jest do końca możliwa, to należałoby zacząć kontakt z instytucją od pytania, dlaczego ktoś stracił pracę, czy ma z nią jakiś problem. Zdarzało mi się interweniować — czasem skutecznie, a czasem nie. Nie nadużywałem jednak w takich sprawach mandatu posła, bo najważniejszy jest dobry smak. Trzeba też pamiętać, że gdy zbliża się ryzyko zmiany władzy, to wielu menedżerów spółek państwowych czy wyższych urzędników zachowuje się bardziej przychylnie wobec potencjalnych nowych rządzących.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Ludzie prezydenta listy piszą