Ubiegły rok nie był dla Lufthansy najlepszy — po raz pierwszy od dziesięciu lat zanotowała stratę. Analitycy nie są przekonani, czy niewielki zysk operacyjny i nieznaczny wzrost liczby pasażerów poprawią sytuację spółki.
W 2001 r. Lufthansa miała pierwszą od 10 lat rekordową stratę netto — 591 mln EUR (2,1 mld zł). Po raz pierwszy od wejścia spółki na giełdę, czyli od 1994 r., akcjonariusze Lufthansy nie otrzymają dywidendy.
— Wstrzymanie wypłaty dywidendy to sygnał dla rynku, że zarząd spodziewa się trudnych warunków w tym roku oraz że zysk operacyjny będzie tylko nieznacznie wyższy — przewiduje Uwe Weinreich, analityk Hypovereinsbanku.
Co innego mówią przedstawiciele Lufthansy. Ich zdaniem, zysk operacyjny to dowód, że firma wyszła obronną ręką z kryzysu po atakach 11 września.
— Straty w sektorze lotniczym sięgają kilkudziesięciu miliardów euro. Tymczasem nam udało się uniknąć straty operacyjnej — komentował wyniki Jürgen Weber, prezes Lufthansy.
Zysk operacyjny w 2001 r. wyniósł 20 mln EUR (72 mln zł), czyli niewiele, wziąwszy pod uwagę, że rok wcześniej było to 1,04 mld EUR (3,7 mld zł). Spółce zaszkodziły nie tylko wydarzenia z 11 września, ale także strajk pilotów na początku roku.
Lufthansa podkreśla jednak, że sytuacja zaczyna się polepszać. W lutym przewiozła tylko o 9,2 proc. mniej pasażerów niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, a to oznacza dużą poprawę. Dlatego w marcu Lufthansa znowu zaczęła przyjmować nowych pracowników (zatrudnienie zamrożono we wrześniu 2001). Są potrzebni, bo Lufthansa zamierza ponownie uruchomić część z 43 samolotów, które stały bezczynnie od września, kiedy przewoźnik przestał obsługiwać mniej opłacalne trasy. Jak podano w komunikacie „niemal wszystkie 13 połączeń do USA” będą ponownie obsługiwane przez Lufthansę w rozkładzie letnim. Mimo to liczba lotów będzie i tak o 10 proc. niższa od ubiegłorocznej.
Analitycy są jednak czarnowidzami.
— Zwiększenie przewozów to nie jest lekarstwo na poprawę sytuacji finansowej tej branży — ocenia Chris Tarry, analityk Commerzbanku.
Prognozy międzynarodowych organizacji też są dość pesymistyczne. Międzynarodowy Związek Transportu Lotniczego IATA przewiduje, że w tym roku koszty ubezpieczenia, które ponoszą linie lotnicze, wzrosną dziesięciokrotnie i wyniosą 9,5 mld USD (38,9 mld zł). Oznacza to, że wydatki na składki ubezpieczeniowe wzrosną z 1 do 10 proc. kosztów operacyjnych.
IATA sądzi, że linie będą w związku z tym potrzebowały pomocy rządowej. Z kolei Boeing przewiduje, że liczba pasażerów powróci do dawnych rozmiarów dopiero za 28-48 miesięcy. Najgorszy moment nastąpi w 2003 r., 18- -24 miesiące po katastrofie.