Łupki postawią gminy pod ścianą

opublikowano: 21-02-2012, 00:00

Nowe prawo pozwala wojewodzie ulokować kopalnię wbrew woli samorządów. Te już protestują

Od wielu miesięcy trwa w Polsce istna histeria łupkowa. Dla entuzjastów gaz łupkowy to wielkie dobro narodowe, pozwalające na uniezależnienie się od dostaw rosyjskiego gazu ziemnego.

Dla przeciwników — ogromne zagrożenie dla środowiska i napychanie kabzy światowym koncernom wydobywczym. Mało kto jednak dostrzega zagrożenie płynące z zupełnie innej strony.

Od początku roku obowiązuje nowa ustawa: Prawo geologiczne i górnicze. Zdaniem niektórych prawników, pozwala ona rządowi przełamywać opór gmin przeciwnych eksploatacji gazu łupkowego na ich terenie.

— Ustawa pozwala wojewodom wydawać tzw. zarządzenia zastępcze umożliwiające zmianę planów zagospodarowania przestrzennego nawet wbrew woli gmin. Wojewoda może więc podważać kompetencje gmin w zakresie gospodarowania i planowania inwestycji na danym terenie i wymuszać miejsca terenów górniczych.

Tym samym lokalna społeczność straci jakikolwiek wpływ na kształt przestrzeni, w której żyje. Potencjalna zmiana planów zagospodarowania może dotyczyć nawet jednej trzeciej powierzchni kraju — mówi Jacek Czapiewski, radca prawny z kancelarii Salans.

Gminy bez prawa weta…

Jego zdaniem, przymusowe sytuowanie w ten sposób kopalń gazu łupkowego może doprowadzić do upadku wielu gospodarstw agroturystycznych, hoteli, pensjonatów, restauracji, firm transportowych, sklepów i innej działalności gospodarczej związanej z turystyką na danym terenie. Nie udało nam się wczoraj uzyskać komentarza Ministerstwa Środowiska.

Gaz łupkowy to oczko w głowie nie tylko obecnego rządu, ale też opozycji. Cała klasa polityczna upatruje w nim, i zapewne słusznie, szans na energetyczną niezależność. Amerykańscy eksperci oszacowali polskie zasoby tego gazu nawet na 5,3 bln m sześc.

Taka ilość zaspokoiłaby krajowe potrzeby na 300 lat. Nie ulega wątpliwości, że gra jest warta świeczki. Jednak zmiana przepisów odebrała de facto gminom prawo sprzeciwu wobec umiejscowienia u nich kopalń gazu. W ten sposób rząd chce zapewnić sobie skuteczne narzędzie przymusu eksploatacji surowca w dowolnej gminie.

Gdy firma posiadająca koncesję na poszukiwanie złóż gazu łupkowego znajdzie jego pokłady i stwierdzi opłacalność wydobycia, to uzyska koncesję na eksploatację złoża. Ustawa mówi, że koncesjonariusz musi dojść do porozumienia z gminą i ustalić z nią, że planowana kopalnia gazu jest zgodna z przeznaczeniem danego terenu, wynikającym z planu zagospodarowania przestrzennego lub gdy gmina takowego nie ma — ze studiem uwarunkowań i kierunków zagospodarowania.

Brzmi uspokajająco. Pozornie. Problem w tym, że w innych przepisach ustawa praktycznie wymusza tę zgodność w drodze przymusowej zmiany… gminnego planu zagospodarowania.

— Udokumentowane złoża gazu trzeba ujawniać w gminnych planach zagospodarowania w ciągu dwóch lat od zatwierdzenia dokumentacji geologicznej. Jeśli tak się nie stanie, np. na skutek oporu gminy, to po tym okresie wojewoda zarządzi wprowadzenie obszaru udokumentowanego złoża do planu zagospodarowania przestrzennego lub studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania. Mówiąc wprost — to wojewoda zdecyduje o lokalizacji kopalni, czy się to gminie podoba, czy nie — dodaje Jacek Czapiewski.

…bo rząd prze do łupków

Zdaniem Tomasza Minkiewicza, partnera w kancelarii CMS Cameron McKenna, kształt przepisów wskazuje, że rząd jest bardzo zdeterminowany.

— Niewątpliwie ustawa umożliwia wojewodom wpływanie na kształt gminnych planów zagospodarowania przestrzennego. Niewykluczone, że ustawodawcy zależało na związaniu rąk gminom. Nie zapominajmy jednak, że mają możliwość skierowania sprawy do sądu — mówi Tomasz Minkiewicz. Zagrożenia nie dostrzega Jarosław Grzywiński, radca prawny z PwC.

— Nie sadzę, aby gminom na siłę narzucano zmiany planów zagospodarowania. Ponadto samorząd ma środki obrony przed zarządzeniem wojewody. Gminy mogą też odwołać się do sądów administracyjnych. Zarządzenie wojewody nie musi wejść z automatu — uspokaja Jarosław Grzywiński.

Co na to gminy?

Część chętnie zgodzi się na wydobywanie u nich gazu. Wiele może odmówić. Pierwszy protest już jest. Tomasz Brzoskowski, wójt gminy Stężyca (pomorskie, powiat kartuski), sprzeciwia się dyktatowi administracji rządowej. Zarówno on, jak i rada gminy nie zamierzają skusić się na ok. 6 mln zł z opłaty eksploatacyjnej.

— Uważamy, że koszty uzyskania tych pieniędzy są zbyt wysokie i od chwilowego przybytku korzystniejsze są wieloletnie zyski z turystyki — uważa Tomasz Brzoskowski.

W sprawie nowych przepisów wysłał zapytanie do premiera. Andrzej Strzechmiński, burmistrz Łeby, do tematu gazu łupkowego podchodzi ostrożnie.

— Na początku była euforia, że mamy w Polsce gaz łupkowy, i nikt nie myślał o konsekwencjach dla środowiska. Skupiano się na możliwych zyskach. U nas też prowadzone są badania. Jeżeli odwierty byłyby w odległości 30-40 km od miasta, to możemy być zapleczem dla pracujących przy wydobyciu gazu. Natomiast w pobliżu miasta jest park narodowy i nie ma możliwości wydobycia. Gdyby jednak decyzją wojewody stało się inaczej, to dla nas byłoby bardzo niekorzystne, bo żyjemy z turystyki — mówi Andrzej Strzechmiński.

Kopalnie gazu nie przeszkadzałyby natomiast w Darłowie.

— Czekamy na wyniki badań na naszym terenie. Nie mówimy „nie” wydobyciu gazu łupkowego — mówi Franciszek Kupracz, wójt gminy Darłowo. Podobnie wypowiada się wójt gminy Stegna.

— Nasza gmina położona jest na terenie turystyczno-rolniczym. Wydobywanie gazu na obszarze turystycznym mogłoby mieć problem z uzyskaniem akceptacji społecznej. Na terenach rolnych byłoby o to łatwiej — mówi Jolanta Kwiatkowska, wójt gminy Stegna.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak; Współpraca Anna Pronińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane