Lustracja to ostatnio popularne hasło. O ile politycy z lubością zagospodarowali ten proces w wymiarze ludzkim, o tyle do tej pory proces lustracji przepisów prawa nie znalazł zagorzałych entuzjastów. A szkoda! Bo wśród wciąż obowiązujących przepisów nie brakuje „agentów” dawnego systemu. Co gorsza: „agenci” ci bynajmniej nie przeszli w stan spoczynku, lecz nadal robią swoją krecią robotę i niejednego przedsiębiorcę zrobili już na szaro. Owi „dywersanci”, rodem z gospodarki centralnie sterowanej, doskonale przetrwali czas transformacji ustrojowej i usadowiwszy się w nowych ustawach i rozporządzeniach, nadal służą dawnemu systemowi.
Gdyby to były jedynie martwe przepisy, które po prostu zapomniano uchylić, no to jeszcze pół biedy. Można by je traktować jako swoiste pomniki przeszłości, pozostawione przez legislatora ku przestrodze młodych pokoleń. Niestety, nie! Wiele z tych przepisów obowiązuje tylko po to, aby co dnia sabotować wysiłki przedsiębiorców.
Żeby nie być gołosłownym — spójrzmy na przepisy dotyczące kalkulacji podatkowych różnic kursowych (dla zainteresowanych art. 12 ust. 2, 2a i 3 oraz 15 ust. 1 i 1a CIT). Toż to żywa skamielina podatkowa! Doskonały materiał do badań dla historyków i pasjonatów dawnego systemu. Niestety, jest to również zmora dzisiejszych podatników. Obowiązujące przepisy wywodzą się z dawnego prawa dewizowego, tzn. z czasów, gdy złotówka nie była wymienialna, obowiązywały w najlepsze bony dolarowe, a wszelkie waluty obce uzyskane przez polskie podmioty trzeba było odsprzedawać po oficjalnym kursie państwowemu bankowi, aby ewentualnie w przyszłości je od niego odkupić, płacąc za transakcję dewizową.
Czasy się zmieniły, a przepisy niestety nie. I nie ma mocnych! Nikt na podstawie tych paragrafów nie ma szans prawidłowo rozliczyć podstawowych transakcji obrotu dewizowego! Wyliczenie podatkowych różnic kursowych na transakcjach realizowanych za pomocą zagranicznych centrów nettingowych, umów cashpoolowych, kompensat dewizowych, przewalutowań czy najprostszych walutowych instrumentów pochodnych przypomina przebieżkę po polu minowym. Kontrola skarbowa zawsze coś może zakwestionować. Przepisy ignorują rzeczywistość gospodarczą i tkwią w realiach z późnych lat 80., ale nikogo to nie obchodzi! Tych przepisów nikt nie lustrował! A szkoda! Pozostaje retoryczne pytanie: „kto za tym stoi”?
Piotr Żarski, radca prawny, partner, Deloitte