Mabion szykuje emisję akcji

Marcel ZatońskiMarcel Zatoński
opublikowano: 2020-05-19 22:00

Wprowadzenie na rynek flagowego produktu idzie opornie, więc spółka biotechnologiczna chce zdobyć pieniądze na dalsze prace z emisji.

Akcjonariusze Mabionu spodziewali się, że w połowie 2020 r. będą liczyć zyski z wprowadzenia na rynek europejski flagowego produktu spółki: leku MabionCD20, naśladującego mechanizm działania produkowanego przez Roche rytuksymabu, wykorzystywanego m.in. w terapii chłoniaków. Zamiast tego mogą liczyć stopień rozwodnienia ich pakietów po planowanej przez spółkę emisji akcji. W poniedziałek wieczorem Mabion ogłosił, że na najbliższym walnym zgromadzeniu będzie chciał uzyskać zgodę akcjonariuszy na emisję maksymalnie 1,9 mln nowych walorów. Mogą one stanowić do 12,2 proc. podwyższonego kapitału spółki. Emisja ma być przeprowadzona z wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy.

Nadzieja na miliony:
Nadzieja na miliony:
Biopodobny lek Mabionu, w którym członkiem zarządu jest Sławomir Jaros, potencjalnie może generować wysoką sprzedaż - tylko w Unii Europejskiej, gdzie działa czterech konkurentów polskiej spółki, rynek jest wart ponad 1,5 mld EUR. Znaczący poślizg w rejestracji zmienił jednak nastawienie inwestorów do Mabionu i sprawił, że potrzebuje ona zewnętrznego finansowania.
Fot. WM

— Najważniejszym celem, na którym koncentrujemy niemal wszystkie działania i zasoby, jest rejestracja MabionuCD20 w UE. Z emisji akcji chcemy pozyskać dodatkowe środki, aby istotnie przyspieszyć rozwój leku. Celem jest zarejestrowanie wytworzonego w skali komercyjnej MabionuCD20 w Europejskiej Agencji Leków (EMA) na podstawie przekonujących danych, które obecnie generujemy, a także rejestracja produktu w amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA) — mówi Dirk Kreder, od marca prezes Mabionu.

Poprzednią emisję Mabion przeprowadził dwa lata temu. Wyemitowano wtedy liczbę akcji podobną do planowanej teraz. Spółka pozyskała wówczas prawie 175 mln zł, a emisję objął Robert Aleksandrowicz, największy akcjonariusz, który nieco wcześniej sprzedał identycznypakiet nowym inwestorom, w tym EBOR i Polskiemu Funduszowi Rozwoju. Analitycy giełdowi oczekiwali wtedy, że w 2020 r. flagowy lek Mabionu będzie już sprzedawany na rynku unijnym, a przychody spółki będą liczone w setkach milionów złotych. Wyszło jednak inaczej.

Pod koniec ubiegłego roku EMA wbrew oczekiwaniom nie dała spółce pozytywnej rekomendacji, otwierającej drogę do rejestracji w UE. Wątpliwości wzbudziło to, czy lek produkowany w skali przemysłowej w nowym zakładzie w Konstantynowie Łódzkim ma podobne cechy jakościowe jak partie testowe, które były podstawąwniosku rejestracyjnego. Ostatecznie w marcu tego roku Mabion wycofał wniosek rejestracyjny i zapowiedział, że po wyjaśnieniu wszystkich wątpliwości złoży nowy, w którym dane będą dotyczyły partii leku wytwarzanych w docelowej skali.

— Ważnym etapem na drodze do złożenia wniosku rejestracyjnego jest konsultacja naukowa, tzw. scientific advice, którą wkrótce chcemy przeprowadzić z EMA. W tym procesie ostatecznie potwierdzimy z regulatorem wymagany zakres danych do złożenia wniosku z dużej skali. Rozwiązaliśmy prawie wszystkie problemy podnoszone przez regulatora w trakcie oceny pierwszejaplikacji, co stanowi dobry punkt wyjścia w zakresie aplikacji dla procesu docelowego. Spełniamy wszystkie standardy bezpieczeństwa i jakości potwierdzone certyfikatami w naszej fabryce, która jest przygotowana do produkcji leku — podkreśla Sławomir Jaros, członek zarządu ds. naukowych w Mabionie.

Po publikacji informacji o emisji wtorkową sesję na GPW Mabion zaczął pod kreską, ale w ciągu dnia kurs szedł w górę. Akcjonariusze spółki nie mają jednak powodów do zadowolenia — tylko od początku roku kapitalizacja skurczyła się o 70 proc., do niespełna 330 mln zł.