Pensje i zatrudnienie rosną, lecz zbyt wolno, by zagrozić inflacji. Nie mamy co liczyć, że sytuacja szybko się zmieni.
Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w maju w ujęciu rocznym o 1,6 proc. i wyniosło 4,76 mln osób.
Pensje skoczyły od maja 2004 r. o 3 proc., lecz w stosunku do kwietnia 2005 r. spadły o 1,9 proc. i wyniosły średnio 2423,92 zł — poinformował Główny Urząd Statystyczny.
— Te dane nie zmieniły wizerunku naszego rynku pracy w oczach inwestorów. Zatrudnienie wzrasta o 1,6 proc. już trzeci miesiąc z rzędu. Nie jest już najgorzej, ale jeszcze nie jest dobrze — uważa Marcin Mrowiec, analityk Banku BPH.
Zdaniem Karoliny Sędzimir-Domanowskiej, ekonomistki PKO BP, sytuacja na rynku pracy poprawia się.
— Dzieje się to jednak bardzo powoli. Stopa bezrobocia w maju wyniesie 18,3 proc. a na koniec roku spadnie do 17,8-18 proc. — przewiduje ekonomistka.
Nieco lepiej od prognoz rynkowych, na najwyższym w tym roku poziomie, ukształtowała się dynamika przeciętnych wynagrodzeń. Jednak zdaniem Marcina Mrowca, przyczyną tego była kombinacja sezonowości i efektu niskiej bazy sprzed roku.
— W tym roku realny wzrost płac wyniesie 1,4-1,5 proc., czyli będzie prawie dwa razy wyższy niż w 2004 roku, gdy wyniósł 0,8 proc. Ale przez cały rok pensje nie będą rosły szybko — dodaje Karolina Sędzimir-Domanowska.
Ekonomiści zgadzają się, że w takiej sytuacji ani ze strony płac, ani ze strony zatrudnienia nie widać żadnych zagrożeń dla inflacji.
— Czynniki, które je kształtują, są stabilne. Pod koniec roku inflacja spadnie do 1,5 proc. lub jeszcze niżej — przewiduje ekonomistka PKO.
A to dolna granica celu inflacyjnego NBP.
Członkowie RPP wezmą to zapewne pod uwagę podczas najbliższego głosowania nad obniżką stóp procentowych.