Maklerska afera w DnB Nord

  • Piotr Nisztor
opublikowano: 19-10-2012, 00:00

Prokuratura podejrzewa, że były pracownik domu maklerskiego oszukał 40 klientów na miliony złotych. Mógł mieć wspólników

Klienci Biura Maklerskiego DnB Nord w Gdyni, podobnie jak inwestujący w Amber Gold, najpierw cieszyli się, że ich oszczędności pomnażane są w tempie błyskawicy, by przeżyć rozczarowanie, gdy okazało się, że ich rachunki są puste. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Zarzut oszustwa usłyszał Cezary G., były pracownik biura maklerskiego, który bezpośrednio prowadził rachunki poszkodowanych klientów. Prokuratura podejrzewa, że mógł mieć wspólników.

— Sprawdzamy, czy Cezary G. działał sam, czy wspólnie z osobami trzecimi — potwierdza w rozmowie z „PB” Grażyna Wawryniuk z gdańskiej prokuratury.

Wsparcie z góry

Skąd takie podejrzenie? Cezary G. przez blisko trzy lata „opiekował się” rachunkami klientów gdyńskiego biura, podczas gdy nie tylko nie miał do tego żadnych uprawnień (był kierownikiem punktu obsługi klienta), ale robił to nawet kilka miesięcy po odejściu z pracy.

— Niektóre rachunki należały do osób, klasyfikowanych jako VIP, inwestujących duże pieniądze. Trudno więc sobie wyobrazić, aby G. mógł przez tak długi czas spokojnie funkcjonować w pojedynkę i okradać najważniejszych klientów — mówi „PB” osoba znająca materiały śledztwa. Podobnego zdania ma być m.in. jeden z członków zarządu DnB Nord.

— Podczas przesłuchania zeznał, że za Cezarym G. mógł stać ktoś funkcyjny z banku — podkreśla nasz rozmówca.

„Nie mamy informacji wskazujących na to, aby w tym procederze uczestniczył ktoś z funkcyjnych pracowników banku, tj. pracowników sprawujących funkcje kierownicze” — odpowiedziało nam biuro prasowe DnB Nord.

Błąd systemu

Cezary G. nie został aresztowany. Podczas przesłuchania nie przyznał się do winy. Przekonywał, że cała afera to efekt „błędu systemu bankowego”. — Sprawa jest skandaliczna, bo ludzie stracili pieniądze ulokowane nie w systemie parabankowym, ale w banku — mówi „PB” adwokat Janusz Kaczmarek, reprezentujący niektórych z pokrzywdzonych klientów. W sumie poszkodowanych w całej aferze zostało blisko czterdzieści osób. — Miały one stracić kilka milionów złotych — mówi prokurator Grażyna Wawryniuk.

To jednak tylko kwota wkładu dokonanego przez poszkodowanych klientów. Z fałszywych wyciągów, które przedstawiał im Cezary G., wynika, że posiadali na swoich kontach ponad 30 mln zł. Z nieoficjalnych informacji wynika, że będą domagać się nie tylko zwrotu zainwestowanych kwot, ale także odsetek.

Bankowa rezerwa

Na wypadek roszczeń oszukanych klientów DnB Nord utworzył rezerwę, ale nie chciał ujawnić jej wysokości. Cezary G. mógł okradać rachunki, którymi się „opiekował”, bo znał hasła, loginy i karty kodów. Ujawniali mu je klienci lub pozyskiwał je dzięki sfałszowanym dokumentom. Następnie przelewał pieniądze na kolejne konta bankowe. Potem — jak podejrzewa prokuratura — były one m.in. wypłacane w okienku bankowym przez podstawione osoby.

— Czynności w śledztwie trwają. W najbliższym czasie prokurator zamierza zlecić przygotowanie opinii m.in. z zakresu pisma ręcznego. W dalszym ciągu są też zabezpieczane kolejne dokumenty — mówi prokurator Grażyna Wawryniuk.

Cały proceder mógł trwać tak długo, bo klienci, których rachunki „prowadził” Cezary G., zrezygnowali z przesyłania pocztą informacji na temat stanu konta. Do czasu zmiany prawa, które nakazało bankom przesyłanie klientom corocznych raportów stanu rachunków, podejrzany mógł raportować, co chciał.

Gdy na początku 2011 r. osoby, którymi „opiekował się” Cezary G., otrzymały informacje o stanie kont na koniec 2010 r., okazało się, że poważnie różnią się od przekazywanych im wcześniej. Do banku zaczęły napływać reklamacje, a zarząd DnB Nord zlecił przeprowadzenie audytu. Na podstawie jego wyniku bank w maju 2011 r. zdecydował się powiadomić prokuraturę. „Bank uczestniczy we wszystkich czynnościach tego postępowania w celu pełnego wyjaśnienia sprawy i należytego ukarania tej nieuczciwej osoby” — twierdzi biuro prasowe DnB Nord.

Hazard i oszustwo stulecia

To nie pierwszy przypadek, gdy bank ma kłopot z nieuczciwymi pracownikami szukającymi szybkich pieniędzy. W 2011 r. w Tarnowie wpadł pracownik Alior Banku, który w ciągu roku z kont klientów miał ukraść przynajmniej milion złotych. Pieniądze wydawał na gry hazardowe. W tym samym roku w Kutnie został zatrzymany pracownik innego banku, jak się potem okazało, również hazardzista, który z kont klientów bezprawnie wypłacił prawie 800 tys. zł. Uzależnienie od hazardu pchnęło do kradzieży także pracownika PKO BP z Białegostoku.

Jesienią 2009 r. przywłaszczył sobie prawie 0,5 mln zł z bankomatów banku. Jednak skala tych przestępstw w porównaniu z tzw. oszustwem stulecia jest niewielka. W 2008 r. Francją wstrząsnęła afera związana z bankiem Societe Generale. Makler Jerome Kerviel naraził bank na 4,9 mld EUR straty. Podczas przesłuchań tłumaczył, że dopóki podejmowane przez niego ryzykowne działania przynosiły zyski, bank przymykał na to oczy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Nisztor

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy