Trudno o drugie powiedzenie giełdowe równie dobrze znane, jak "kupuj plotki,
sprzedawaj fakty". Rada, która za nim stoi, wydaje się oczywista. To jasne,
żaden wytrawny gracz nie będzie czekać z zakupem akcji na oficjalne
potwierdzenie pozytywnej informacji, jeżeli już dziś wydaje się ona więcej niż
prawdopodobna. Co więcej, kiedy
informacja zostanie ogłoszona w formie
komunikatu, można będzie uznać, że znalazła już odzwierciedlenie w cenach, przez
co dalsze trzymanie akcji traci sens.
Co może być taką kluczową informacją? Ogromny wpływ na wartość akcji mogą mieć fuzje i przejęcia. Nie bez wpływu pozostaną z pewnością dobre wyniki finansowe, wprowadzenie na rynek nowego produktu, czy otwarcie lub zamknięcie zakładu produkcyjnego.
Skoro zatem zarabianie pieniędzy przy stosowaniu tej reguły jest tak proste,
czemu wszyscy inwestorzy nie są milionerami? Gdzie jest haczyk? Gdyby wszyscy
postępowali zgodnie z zasadą "kupuj plotki, sprzedawaj fakty", akcje najpierw
drożałyby w zawrotnym tempie, gdy tylko na horyzoncie pojawiałoby się jakieś
pozytywne zdarzenie, po
czym, po jego potwierdzeniu kurs nagle załamywałby
się, ponieważ inwestorzy rzucaliby się do realizacji zysków.
Innym problemem jest to, że w dzisiejszych czasach trudno o wiarygodną plotkę. Spółki zobowiązane są do przestrzegania nałożonych na nie obowiązków informacyjnych, co ma wyrównać dostęp inwestorów do informacji. Nieraz trudno oczekiwać, że plotka, w której posiadanie wejdziemy, pozwoli nam rzeczywiście zarobić. Nie mówiąc oczywiście o sytuacji, w której okaże się nieprawdziwa i stanie się źródłem strat.
Świadomość istnienia wymienionych problemów ułatwia krytyczne spojrzenie na to jedno z najbardziej powszechnych powiedzeń Wall Street. Czasem po prostu rozsądniej i bezpieczniej inwestować w fakty niż w plotki.
MWIE
Na podstawie: Michael Maiello, "Buy the Rumor, Sell the Fact", New York 2004