Co ucieszy Ojca Świętego? Zarząd PLL Lot szukał daru, z którym papież nie chciałby się rozstać, który trzymałby na biurku.
— Zlecili to nam. Zainspirowała nas biografia Ojca Świętego. Kimś, kto odegrał decydującą rolę w jego życiu, był renesansowy mistyk, św. Jan od Krzyża. Ponoć to lektura jego dzieł ostatecznie przesądziła, że Karol Wojtyła został księdzem, a nie aktorem — wspomina Edward Ley, współwłaściciel oficyny wydawniczej Kurtiak i Ley.
„Listy” św. Jana od Krzyża ukazały się w 5 egzemplarzach na ręcznie czerpanym papierze. Trafiły do kasetki, wysadzanej bursztynami w srebrze, nawiązując do średniowiecznej tradycji, kiedy pisma Ojców Kościoła przechowywano w drogocennych szkatułach. Papież dostał prezent na pokładzie samolotu. W 2002 roku, gdy Jan Paweł II znów odwiedził Polskę, otrzymał od Lotu „Rady i wskazówki” św. Jana od Krzyża. Bordiury tym razem ozdobiono ręcznie 22-karatowym złotem, w oprawie skrzyły się w złocie: szafiry, szmaragdy, rubiny, brylanty... Wydawca: Kurtiak i Ley z Koszalina.
Perfumy Haśki
Przyjemnie poczuć pod palcami wyciśnięty w skórze ornament czy wypukłość oprawionych w srebro bursztynów. Miło otworzyć książkę i wdychać z papierowych kart zapach róż, jaśminu, konwalii... Cóż to zresztą za papier! Ręcznie czerpany, subtelnie barwiony. Niezwykłe to książki — kunsztowne (od początku do końca ręczna robota!), wytworne. Kurtiak i Ley stawia na oryginalność. I emocje.
— To nasze motto. Bez emocji sztuka nie miałaby sensu — tłumaczy Urszula Kurtiak, współwłaścicielka wydawnictwa.
Jak się to przejawia? Pracę nad każdą bibliofilską edycją poprzedzają studia nad autorem, jego środowiskiem, epoką.
— Wiersze Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej „Epitafium dla głogu” w dwujęzycznej, polsko-niemieckiej wersji, utrzymane są w różowo fiołkowej tonacji, którą poetka uwielbiała. Druk granatowy, bo pisarka nie znosiła czerni i brązów — kojarzyły się jej ze starością. Jak dzieła wegetarianki oprawić w skórę? Stąd okładka z jedwabnego żakardu. Efekt? Zwiewna, bardzo kobieca książka, o której Adam Hanuszkiewicz powiedział, że nie wolno jej trzymać w bibliotece. Musi leżeć na stoliku, w buduarze... — wyjaśnia Edward Ley.
Tom poezji Haliny Poświatowskiej „Ogień zielonych księżyców” powstał z uwielbienia wydawców dla owianej legendą poetki.
— Gardziła chorobą serca i żyła pełnią życia. Taką — niezwykle witalną — chcieliśmy ją ukazać i taki pomysł przedstawiliśmy matce i siostrze poetki. Niezwykłe spotkanie! Wąchałam perfumy Poświatowskiej — rodzina wciąż przechowuje napoczęty flakonik... Włożyłam rękawiczkę z czerwonej skórki cielęcej, którą nosiła — emocjonuje się Urszula Kurtiak.
Oglądali archiwum rodzinne, a w nim kolorowe zdjęcia z lat 60., zrobione w Ameryce polaroidem. Pozwolono im je skopiować. Tak zrodził się pomysł albumu pamiątki.
— Odbiorca nawiązuje intymny kontakt z poetką dzięki zawartości kopertek z czerpanego papieru. Jest tam karykatura Haśki, faksymilowane rękopisy i maszynopisy utworów... Pisała na zeszytowym papierze w linie; widać poprawki naniesione jej ręką — dodaje.
Wydano 359 egzemplarzy zielonego tomiku. Bo na pytanie, z jakim kolorem kojarzy się poetka, matka i siostra Haśki zgodnie krzyknęły: „Zieleń, oczywiście!”. Znalazło to odbicie w tytule „Ogień zielonych księżyców”. Pierwsze 59 egzemplarzy oprawiono w zieloną skórę, resztę — w biały chiński jedwab. Różnicowanie poszczególnych egzemplarzy jednego tytułu jest częste — np. 40 z 499 egzemplarzy „Trylogii” Henryka Sienkiewicza inkrustują kamienie w srebrze, pozostałe mają oprawę skórkową.
Gratka dla zbieraczy
Piętnastoletni dorobek oficyny to ponad 30 unikatowych pozycji — w limitowanym nakładzie: może być 500 sztuk, mogą być i 3...
Wśród najpiękniejszych publikacji — ekskluzywna edycja Pisma Świętego: w skórze, pergaminie, oprawie jubilerskiej. To wydanie oficyna Kurtiak i Ley wyposażyła w barwne ilustracje. Także „Trylogia” — jeden 7-kilogramowy tom na bezdrzewnym, nie starzejącym się papierze — jest gratką dla kolekcjonerów. Brzegi każdego egzemplarza niepowtarzalnie pomalował Jerzy Kozimor. Nabywcy mogli też zamówić egzemplarz z własną podobizną w barokowej ramce.
Poemat Owidiusza „O kosmetyce twarzy pań” to papirusowy zwój. Nikt poza Polakami nie wpadł na pomysł, by publikować dziś książki-zwoje, choć takie panowały przez 3,5 tys. lat.
— W Assuanie, w Instytucie Papirusu, nazwano nas „profesorami z Polski”. Zwróciliśmy uwagę pracownikowi, który pokazywał sposób wytwarzania papirusu, że stosowany przez niego koszykowy splot nie zwija się. Po próbie wyszło na nasze: arkusz wrzucony do kuwety z wodą rozwarstwił się. Prawdziwi producenci papirusu, pracujący gdzieś na barkach na Nilu, nie chcą zdradzać sekretów... — wspomina Edward Ley.
A książka w kształcie koła? „Fletnia chińska” — zbiór poezji Państwa Środka wyszukany i przetłumaczony przez Leopolda Staffa. Jest i „Katarynka” Jacquesa Préverta — złączona harmonijka, którą czyta się bez końca.
— Ta książka to obiekt w kopercie z ręcznie czerpanego papieru zamiast okładki. Właśnie kompozycja tego wiersza — przewrotnego, nieco makabrycznego, nieco filozoficznego — kończącego się „i wszystko trzeba było zacząć od początku...”, przywiodła na myśl harmonijkę — wspomina Edward Ley.
Wydali po polsku dramat Friedricha Dürrenmatta „Achterloo” — to dla nich przetłumaczyła go Elżbieta Smoleńska. Akcja dzieje się w Polsce, w stanie wojennym — metaforą jest miejsce: szpital dla psychicznie chorych. W psychodramie odtwarzanej przez pensjonariuszy zakładu występują Lech Wałęsa i generał Jaruzelski. Kolorystyka książki — stal, szarości — kojarzy się z więziennymi kratami, a powielaczowa czcionka nawiązuje do druków ulotnych z tamtych czasów. Czerwień — kolor krwi — przewija się marginalnie.
— Jestem dumna również z „Bajek i pomysłów” Leonarda da Vinci. Niewielu wie, że da Vinci pozostawił po sobie literaturę. Opatrzyliśmy więc książkę notką: „Przełożone przez Leopolda Staffa bajki i pomysły Leonarda da Vinci są najmniej znanym dziełem najbardziej znanego geniusza świata”. To bajki z morałami — dla dorosłych. Są i pomysły, bo geniusz nie wszystko kończył, niektóre projekty pozostały w notatkach — jak: „o języku przez własne zęby odgryzionym...” — mówi Urszula Kurtiak.
Lokata kapitału
Cena książek artystycznych firmy Kurtiak i Ley zależy m.in. od tego, jaka jest ich oprawa. Przykłady? 450 zł, 600 zł, 1,2 tys. zł, 2,4 tys. zł... Najdroższa była „Trylogia”: 5-7 tys. zł. Tych książek nie da się kupić przypadkiem. Kolekcjonerzy i inni klienci wykupują je na pniu.
— Na aukcjach osiągają ceny niespodziewane dla nas! Tom Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej — w 1991 r. sprzedawaliśmy egzemplarze po 36 tys. starych złotych, a ostatnio kolekcjoner uzyskał zań 10 tys. zł. Trzystukrotnie więcej! Albo wiersze Poświatowskiej — cena wzrosła ze 120 zł w 1993 r., do ponad 9 tys. Za „Trylogię” trzeba już zapłacić 17 tys. zł — mówi Edward Ley.
Skąd takie przebicie? Wznowień i dodruków nie robią. Tak postanowili. Zamknięta, unikatowa edycja.
— Proponujemy produkt dla ograniczonego kręgu odbiorców. Dlatego ustalamy ceny początkowe z niewielkim zyskiem... Jak malarz, który sprzedał obraz komuś, kto potem odsprzedał go z zyskiem na aukcji. I malarzowi już nic do tego! — komentuje Edward Ley.
Dobry klient
Firmy i biznesmeni to bardzo dobrzy klienci. Wśród nich: Kancelaria Prezydenta, Senatu, PLL Lot, Poczta Polska, Idea Centertel, Polska Rada Biznesu, BCC, Ernst & Young, HSBC... Popularne zlecenia to prezenty bożonarodzeniowe dla pracowników i partnerów biznesowych. I tak wydawcy zaproponowali Polskiej Radzie Biznesu fragment „Uczty” Platona, w którym goście myśliciele rozprawiają o interesach, biesiadach i miłości. A dla Idei Centertel wydali maleńką książeczkę — zleceniodawca chciał, by prezent mieścił się w damskiej torebce — z kolędami po polsku, francusku i angielsku. Za ilustracje posłużyły miniatury ze średniowiecznych graduałów. 20 z 350 egzemplarzy „Śpiewnika kolęd” miało unikatowe, niepowtarzające się oprawy jubilerskie.
Najdziwniejsze zlecenie? Chyba prośba żony i przyjaciół Adama Hanuszkiewicza. W 1997 r. przyjaciele postanowili złożyć się na niezwykły prezent urodzinowy dla mistrza. Pracował nad autorską inscenizacją „Romea i Julii”. Sekretarka na chwilę wykradła maszynopis reżyserowi i skopiowała go. Ale ten materiał nie spodobał się wydawcom. Przerobili więc czcionkę, układ typograficzny, dobrali szlachetny papier, dodali wiele pustych stron i duże marginesy, by mistrz mógł dalej pracować nad tekstem oraz oprawę florencką (rodzaj teczki). Napisali: „Niniejszą edycję przygotowano w całkowitej konspiracji, bez wiedzy i zgody autora”. Zaproszono ich na wręczenie prezentu.
— W pierwszej chwili pan Adam nie mógł zrozumieć, co dostał. Nie poznał swego tekstu — bo to on go napisał, oprawiliśmy reżyserską trawestację, nie oryginał Szekspira. Gdy dotarło do niego, co trzyma w ręku, był ogromnie szczęśliwy... — wspomina Urszula Kurtiak.
Wyszło 5 sztuk. Na premierze „Romea i Julii” Hanuszkiewicz wpisywał się każdemu do jego egzemplarza.
Kiedyś 9-letnia dziewczynka przyszła oprawić „Kubusia Puchatka”, „Małego Księcia”... Sama wybierała skórę i jedwab na oprawy.
— To córka ludzi, którym skompletowaliśmy domową bibliotekę. Dowód, jak potrzebne są takie kolekcje. Zmieniają nasze dzieci, zachęcają je do czytania. Bo artystyczna książka zyskuje indywidualność. Aż się chce takiego przedmiotu używać — przekonuje Urszula Kurtiak.
Kevin Patrick, właściciel niemieckiego wydawnictwa Mundtot, po lekturze w niemieckiej prasie informacji o koszalińskiej oficynie tak zafascynował się zwojem Owidiusza, że zlecił Polakom wydanie „Liebodrom”, debiutanckiego tomiku poetki niemieckiej Marion Gräf.
— Tomik wydaliśmy po niemiecku, aż w 17 różnych edycjach! Są książki trójkątne, w formie notesu z kartkami do wyrywania, podłużne, otwierane przy górnej krawędzi, a także książka konceptualna w postaci rozkładanej mapy. Oprawy także są różnorodne. Chodziło mu o pomysły — to je chciał kupić. A dla nas to nie problem. Wymyślanie nowych koncepcji trenujemy codziennie! — zapewnia Urszula Kurtiak.
W planach „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza. Szukając inspiracji, podróżują: Rzym, Neapol, Egipt. Próbują dotrzeć do korzeni chrześcijaństwa. Zwiedzają muzea, przemierzają ulice, włóczą się po katakumbach...
Na razie wiedzą, że część egzemplarzy będzie miała oprawy z marmurowej mozaiki.
