Małe piwo w piaskownicy

Marcin Bołtryk
25-02-2011, 00:00

Matematyka, drinki i nocne harce. Zapowiada się dynamiczny test. I mało dynamiczny poranek. Z tym, że to nie test, a ja nie piję.

Czy można przetestować samochód, nawet go nie widząc? Czy na podstawie informacji, zdjęć i opowieści przedstawicieli koncernu można sobie wyobrazić, jakie emocje będzie budziło nowe auto? Można… spróbować.

Wzór na lifting

C=E+S+Cs+2000. Wbrew pozorom nie jest to równanie z wieloma niewiadomymi. Niewiadoma jest jedna: "C". Reszta to dobrze mi znana stuttgarcka rzeczywistość. Do rzeczy.

Mercedes klasy C (W204) jest dostępny od 2007 r. Stylistyka doskonale wyważona. Kształty zachowawcze. Cięcia ostre. "Spojrzenie" agresywne. Efekty piorunujące. Od debiutu ta ostro ciosana konstrukcja przekonała do siebie ponad milion klientów, a z klasy C uczyniła jedno z najpopularniejszych aut klasy premium na świecie.

Miałem okazję podróżować i klasą C na ropę, i na benzynę. W wersji kombi, sedan i osławionej odmianie AMG. I czerwoną, i złotą, i białą. I tylko ta wielka kierownica (nie dotyczy AMG) mnie drażniła. I jeszcze trochę wkurzało to nieco, za przeproszeniem, oplowskie wykończenie. I… to wszystko.

Jadę właśnie taką klasą C. Chwalę ją sobie. Za to, że się nie zestarzała. Że mimo dobrych czterech lat na karku nadal jędrna i dla oka przyjemna. Zarzucają jej drobny cellulit tu i ówdzie. Ja nie widzę. Kręcę za dużą kierownicą tak, by ową jędrność odprowadzić do domu — do siedziby importera, znaczy. Aż tu nagle informacja w radiu. Obecna wersja Mercedesa klasy C się starzeje?

— Jak to, co wy opowiadacie?

— Ano tak, jest nowa. Taka… po wizycie w spa i drobnych zabiegach plastycznych.

Po co Mercedes wysyła klasę C w błotne kąpiele? Po co naraża na bolesne zabiegi? Po co, wreszcie, podpisuje zgodę na liczne przeszczepy? Jak to po co? Dla pieniędzy i władzy. To jasne. A co z tego wyszło? Zaraz się dowiem. Dziś oddaję klasę C, by przesiąść się do klasy E. I nawet nie przypuszczam, jak bardzo mi się to przyda.

Szwów nie widać

Kobiety (mężczyźni, na szczęście, coraz częściej też) wydają ogromne sumy, by pięknie wyglądać. I dobrze. Ładniej się robi na chodnikach. Ale żeby ładniej było i na ulicach, do kieszeni muszą sięgnąć koncerny motoryzacyjne, także Mercedes. Wydają chętnie, wszak odbiją sobie na klientach. Rezultat? Mercedes klasy C Anno Domini 2011 lub, jak wolą w Mercedesie, nowa klasa C zadebiutował w Stuttgarcie na początku stycznia. Z pompą? Nie mam pojęcia. Nie widziałem. Za to słyszałem. Że to tylko lifting, że ponaciągana karoseria, że opakowany marketingiem stary model. Skoro, póki co, nie można sprawdzić tego organoleptycznie, sprawdzę rozmawiając.

Ja słucham, Piotr opowiada. Ja trochę notuję, przetrawiam i oto, jaki się wyłonił obraz. Zmodyfikowano aż 2000 części. Wyraźne różnice stylistyki nadwozia dostrzec można w układzie pasa przedniego ze zmienionymi reflektorami (teraz "spojrzenie" klasy C jest bardziej zalotne), w zderzaku i pokrywie silnika (z aluminium), w mocniej podkreślonych przetłoczniach w kształcie litery V. W lampach przednich zastosowano nowy układ świateł z poziomymi diodami do jazdy dziennej, a w dostępnych w opcji aktywnych reflektorach biksenonowych także charakterystyczne światła diodowe (przypominające literę C). Technologię LED wykorzystano również w światłach tylnych. We wnętrzu gruntownie zmodyfikowano deskę rozdzielczą z układem trzech okrągłych zegarów i umieszczonym centralnie dużym, kolorowym wyświetlaczem. Wielką i drażniącą mój zmysł estetyczny kierownicę zastąpiła nowa — zapożyczona z nowego CLSa.

Zyskała nie tylko aparycja. Są i nowinki techniczne. Nazwa multimedialnego systemu Command wzbogaciła się o jedno słowo — Online — i nową funkcjonalność. Podczas postoju nowa klasa C potrafi się połączyć z internetem, wyszukać informację o planowanych trasach przejazdu w Google i zaprowadzić kierowcę (razem z samochodem, rzecz jasna) na miejsce, wykorzystując nawigację 3D. Nową klasę C wyposażono w dziesięć nowych układów asystujących — od Attention Assist do rozpoznawania oznak zmęczenia kierowcy, po Distronic Plus — układ regulujący odstęp od poprzedzającego samochodu.

Zrewolucjonizowano układy napędowe, bo jak inaczej określić redukcję zużycia paliwa o nawet 31 proc. w porównaniu z obecną generacją modelu? Wszystkie wersje silnikowe klasy C są teraz określone jako BlueEfficiency (czytaj: ekologiczne) i seryjnie wyposażone w układ start-stop (z wyjątkiem odmiany 4 x 4). Silniki benzynowe mają bezpośredni wtrysk paliwa i turbodoładowanie. Wśród nich dwie 4-cylindrowe jednostki o pojemności 1,8 l i mocy 184 lub 204 KM oraz V6 o pojemności 3,5 l i mocy 306 KM (także z napędem 4 x 4). Oferta motorów wysokoprężnych obejmie 4 silniki: w wariantach 120, 170, 204 i 231 KM. Wszystkie odmiany, z wyjątkiem C300 CDI 4Matic, będą mogły współpracować z nową generacją siedmiostopniowej, automatycznej przekładni 7G-Tronic Plus. Nową klasę C w wersjach sedan i kombi będzie można zamawiać na polskim rynku od 10 stycznia, a pierwsi klienci odbiorą auto w marcu tego roku.

Acha. Będzie też wściekle dzika odmiana C63 AMG. Na szczęście bez "ekologicznych" modernizacji. Pod aluminiową maską będzie pracował ten sam paliwożerny i plujący ogniem wolno ssący silnik V8, dostarczający tylnym kołom 457 KM i okrągłe 600 Nm momentu obrotowego.

Wieczorny drink

Nasłuchałem się o tych nowościach. Najeździłem "starą" klasą C, nową klasą E i średniego wieku klasą S. Znaczy, rozwiązałem równanie. C=E+S+Cs+2000.

Nowa klasa C ("C") jest jak drink z nowej klasy E ("E") ze szczyptą klasy S ("S") i dwoma tysiącami nowych składników, podany w szklance, z której już kiedyś piła "stara" klasa C ("Cs"). Jak smakuje? Mogę się tylko domyślać.

Fakty są takie:

— C klasa wróciła ze spa odmieniona i szczęśliwa (wnoszę to po przymrużonych oczach i zmianach w okolicy kufra)

— Ceny pozostaną bez zmian (wyższe jedynie o zmianę w podatku VAT)

— Auto można już zamawiać

— Nie da się poczuć samochodu bez pokonania w nim choćby kilku kilometrów. A matematyka nie ma tu żadnego zastosowania. Wiedza o tym, że nowa klasa C kryje w sobie elementy kilku innych modeli koncernu, znajomość tych modeli oraz zaufanie do marki tak się mają do jazdy gotowym autem jak "Sex on the beach" do piwa w piaskownicy.

Marcin Bołtryk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Małe piwo w piaskownicy