MAŁE PORTY CHCĄ OTWARTEGO NIEBA

Arkadiusz Braumberger, Tomasz Krzyżanowski
opublikowano: 05-07-1999, 00:00

MAŁE PORTY CHCĄ OTWARTEGO NIEBA

Regionalne lotniska czekają na dodatkowe połączenia międzynarodowe

Przedstawiciele portów lotniczych w Poznaniu i Szczecinie domagają się wprowadzenia nowych połączeń, przede wszystkim do Berlina. Twierdzą, że znaleźli przewoźnika chętnego do obsługiwania takiej linii. Niestety, do czasu prywatyzacji LOT-u raczej nie mogą liczyć na przychylność ministerstwa transportu.

— Szacujemy, że rocznie z lotniska w Berlinie korzysta 30 tys. Polaków. To połowa liczby pasażerów, jaką rocznie obsługuje port lotniczy Szczecin-Goleniów. Zamiast jechać autokarem, mogliby do Berlina latać „powietrzną taksówką” z naszego lotniska. Niestety, LOT nie jest zainteresowany takim połączeniem, a w związku z tym nie może go obsługiwać także przewoźnik niemiecki — mówi Rajmund Statnik, prezes portu w Goleniowie.

Szefowie szczecińskiego lotniska wystąpili też o otwarcie połączeń z jednym z dużych miast w zachodniej części Niemiec oraz z Brukselą. Byłoby to uzasadnione z kilku powodów. W Szczecinie działa już Eurokorpus, jednostka wojsk NATO. Z Brukseli jest też niedaleko do Antwerpii, z której do kraju wracają polscy marynarze. Jednak i tymi połączeniami LOT nie jest na razie zainteresowany, tłumacząc się szczupłością floty.

Lotnicze błędne koło

Otwarcia nowych połączeń domaga się nie tylko Szczecin. Podobne plany mają coraz dynamiczniej rozwijające się porty w Poznaniu, Gdańsku i Katowicach. Jednak ich starania są najczęściej skazane na niepowodzenie.

Tadeusz Syryjczyk, minister transportu, tłumaczy, że mając na uwadze interes narodowego przewoźnika, najpierw musi doprowadzić do końca prywatyzację LOT-u, a dopiero potem otwierać niebo dla innych przewoźników.

Powstała sytuacja przypomina więc błędne koło: porty chcą nowych połączeń, ale LOT nie chce ich obsługiwać, tłumacząc się bądź to brakiem środków, bądź analizami które wskazują, że nowe połączenia będą przynosić straty.

Dylematy resortu

Przedstawiciele portów twierdzą, że nikt im takich wyliczeń nie przedstawiał i że zachodnie linie byłyby zainteresowane obsługą nowych połączeń. Na razie nie dostaną jednak stosownych pozwoleń od ministerstwa transportu.

— Resort stoi dziś przed dylematem, czy rozwijać transport lotniczy poprzez linie lotnicze, czy też przez lotniska. Na razie wybiera pierwszą opcję. Nie uruchamiając nowych połączeń z portów lokalnych za granicę, chroni LOT przed „wyciekaniem” pasażerów za granicę, ale tym samym ogranicza zyski lokalnych lotnisk — mówi Krzysztof Pawłowski, prezes portu lotniczego w Poznaniu.

Prezes podkreśla, że lokalne porty nie chcą się odwracać plecami do narodowego przewoźnika. Jednak dla ich szybszego rozwoju korzystanie z usług innych linii jest wręcz konieczne.

WYMUSZONE STRATY: Porty regionalne inwestują w oczekiwaniu na otwarcie nowych połączeń. Tymczasem z powodu braku bezpośredniego połączenia Poznania z Berlinem sama Wielkopolska traci rocznie kilkadziesiąt milionów dolarów.

SIATKA Z DUŻYMI DZIURAMI: Lokalne porty lotnicze nadal zbyt wolno budują własne siatki połączeń zagranicznych. Teraz dodatkowym ograniczeniem dla ich rozwoju stały się przygotowania do prywatyzacji PLL LOT.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Arkadiusz Braumberger, Tomasz Krzyżanowski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / MAŁE PORTY CHCĄ OTWARTEGO NIEBA