Małe stopy procentowe zdynamizują gospodarkę

Andrzej Siłuszek
opublikowano: 1999-01-26 00:00

Małe stopy procentowe zdynamizują gospodarkę

Tak dużej obniżki stóp procentowych nikt się nie spodziewał. Liczono się ze zmniejszeniem stóp o 1-1,5 procent, tymczasem Rada Polityki Pieniężnej, dotąd nadzwyczaj ostrożna w swych decyzjach, zdecydowała się na radykalne cięcia. Stopa kredytu lombardowego obniżona została o 3 proc., z 20 do 17 proc., kredytu redyskontowego o 2,75 proc., z 18,75 do 15,5 proc., a tzw. stopa interwencyjna o 2,5 proc., z 15,5 do 13 proc. Są to bardzo odważne decyzje, ale wydaje się, że niezwykle trafne w obecnej sytuacji charakteryzującej się osłabieniem koniunktury na świecie i malejącym ponad oczekiwania tempem wzrostu gospodarczego Polski.

WYDAJE SIĘ, że rada postanowiła zawczasu wykorzystać przewidywany przez wszystkich duży spadek inflacji w I kwartale tego roku, a być może nawet w pierwszych 4-5 miesiącach. Obniżka stóp procentowych, najskuteczniejszy instrument makroekonomiczny pobudzający gospodarkę, ma jedną, dosyć fundamentalna wadę — może stymulować wzrost inflacji. Jeśli więc inflacja będzie się zdecydowanie zmniejszać, bo dużej podaży towarów krajowych nie wchłania popyt wewnętrzny, to bez większego ryzyka można znacznie obniżyć stopy procentowe.

W POLSCE dodatkowym korzystnym efektem tak znacznego zmniejszenia stóp procentowych będzie osłabienie złotego, a może nawet nie tyle osłabienie, ile sprowadzenie do poziomu bliższego jego realnej wartości. Nadmierna aprecjacja narodowej waluty jest bardzo niekorzystna dla gospodarki kraju, pogarsza bowiem konkurencyjność eksportu i silnie wpływa na wzrost importu, ponieważ towary sprowadzane stają się relatywnie tanie.

W POLSCE te wszystkie czynniki zyskują dodatkowy wymiar. Po pierwsze — jakość polskich towarów nie jest najwyższa i właściwie jedynym czynnikiem podnoszącym ich konkurencyjność w eksporcie jest niska cena. Po drugie — na rynku wewnętrznym jest duży popyt na towary, których polscy producenci nie są w stanie dostarczyć; w tej sytuacji każde zwiększenie atrakcyjności importu pociąga za sobą wzrost popytu na dobra importowane. Po trzecie — wysokie stopy procentowe ściągają kapitał spekulacyjny, który jest nieobliczalny i żywi się gwałtownymi wahaniami kursów na rynku walutowym.

W POLSCE deficyt obrotów bieżących wyniósł w zeszłym roku 6,2 mld USD, tj. około 4,2 proc. PKB, co jeszcze nie jest groźne, ale już bliskie granicy bezpieczeństwa, za którą uważa się 6 proc. PKB. Pilna potrzeba przeciwdziałania nadmiernej aprecjacji złotego wynika również z planów prywatyzacyjnych na ten rok. Wpływy z prywatyzacji mogą przekroczyć 15 mld zł, zatem na polskim rynku walutowym będzie przez cały czas duży popyt na złotego, a to oczywiście może silnie wpływać na wzrost jego wartości.

SĄ WIĘC spore szanse na to, że w wyniku dużej obniżki stóp procentowych nie wzrośnie nadmiernie popyt wewnętrzny i nie poczyni szkód w zmniejszaniu inflacji. Zmniejszenie oprocentowania kredytów powinno natomiast znacząco poprawić opłacalność działalności gospodarczej i tym samym konkurencyjność eksportową polskich towarów. Możemy się spodziewać wzrostu cen towarów importowanych, wszelako przy zakupie na raty (np. samochodów, komputerów, sprzętu audio i wideo) ten wzrost nie powinien być odczuwalny, ponieważ wyraźnie zmniejszy się oprocentowanie kredytów.

W POLSCE jest jeszcze jeden nie wykorzystany dotąd makroekonomiczny instrument, za pomocą którego można wyraźnie wpływać na przyspieszenie gospodarki, a jest nim rezerwa obowiązkowa dla banków. Chodzi o pieniądze, które banki muszą odprowadzać na nie oprocentowane konto w NBP — w tej chwili jest to 11 proc. wartości depozytów. W sposób istotny podraża to koszty własne banków, a tym samym hamuje tempo obniżania oprocentowania kredytów.

TAK DUŻĄ WARTOŚĆ rezerwy obowiązkowej wprowadzono wówczas, gdy żywiołowo zaczęła rosnąc wartość zaciąganych kredytów. Wydaje się, że tę falę mamy już za sobą i w niedalekiej przyszłości możemy spodziewać się zmniejszenia tych rezerw, docelowo do około 5,5 proc. Konkurencyjność między bankami jest już dzisiaj tak duża, że banki nie skonsumują tych pieniędzy jako dodatkowy zysk, lecz wykorzystają do obniżenia oprocentowania kredytów.