Mali producenci kas są zagrożeni

Tomasz Krzyżanowski
opublikowano: 2000-02-14 00:00

Mali producenci kas są zagrożeni

Nowe prawo zaostrzy konkurencję

SPRZECZNE OPINIE: Edward Ratyński, prezes warszawskiego Posnetu, twierdzi, że największe problemy z dostosowaniem do nowych przepisów będą mieć importerzy urządzeń fiskalnych. Oni jednak zdecydowanie temu zaprzeczają. fot. GK

Rynek urządzeń fiskalnych stworzyło państwo, wprowadzając na początku lat 90. jeden z najbardziej rygorystycznych na świecie wymogów rejestrowania transakcji. Przynajmniej kilka polskich firm wykorzystało tę szansę. Karty w grze wciąż jednak rozdaje Ministerstwo Finansów, a jego ostatnie decyzje mogą sprawić, że mniejsze firmy wypadną z rynku.

Obowiązujące od 1 stycznia tego roku rozporządzenie Ministerstwa Finansów dotyczące warunków technicznych, jakie mają spełniać urządzenia fiskalne, może sprawić sporo kłopotu mniejszym firmom, zwłaszcza importującym kasy. Część z nich może nie zdążyć w ciągu roku dostosować swoich produktów do zmienionych wymagań. Ministerstwo nie kryje zresztą, że jego zdaniem na rynku jest za dużo modeli kas (około 330) i że stan ten musi ulec zmianie.

Duzi spokojni

Rozporządzenie ze spokojem przyjęli przedstawiciele największych dostawców urządzeń fiskalnych, których łączny udział w rynku sięga około 90 procent: Optimusa iC, Elzabu, Posnetu, Torela i Apollo.

— Rozporządzenie nie jest wolne od wad, które trzeba będzie zapewne wyeliminować, ale z całą pewnością porządkuje rynek. Technicznie jesteśmy przygotowani, by sprostać jego wymogom — zapewnia Jerzy Biernat, prezes Elzabu.

Zdaniem Edwarda Ratyńskiego, prezesa warszawskiego Posnetu, z dostosowaniem się do nowych warunków większe problemy będą mieli importerzy sprzętu, zwłaszcza dalekowschodniego. Prezes Posnetu od dawna zresztą uważa, że polskie wyroby są znacznie bardziej zaawansowane technologicznie niż japońskie czy koreańskie.

— Nie będziemy mieli żadnych problemów. Jestem pewien, że nasi japońscy partnerzy poradzą sobie ze zmianą oprogramowania — ripostuje Zbigniew Mach z działu handlowego Apollo Electronics.

Według przedstawiciela firmy Apollo, nie będzie kłopotów z wygospodarowaniem dodatkowych środków na ten cel, ponieważ od 2000 roku przestało obowiązywać 7-procentowe cło na importowane urządzenia fiskalne. Jest to kolejny krok na drodze do zrównania szans producentów i importerów. W 1997 roku zniesiono przepis, zgodnie z którym państwo refundowało kupującemu 50 proc. ceny kasy importowanej i 65 proc. kosztów zakupu kasy produkcji krajowej.

Nowe rozwiązania

Mimo dodatkowego wzmocnienia i tak już dominujących firm, nadchodzący rok nie będzie dla nich łatwy. Rynek kas fiskalnych nieubłaganie się kurczy, bo coraz więcej podmiotów ma już takie urządzenia. Pozostaje oczywiście wymiana zużytego sprzętu, ale ten segment jest znacznie mniejszy. Zdaniem Bogusława Łatki z firmy Optimus iC, wynosi on 10-15 proc. rynku pierwotnego. Firmy starają się więc promować nowe produkty, albo szukać rynków zbytu, na których mogłyby wykorzystać swoje doświadczenia z kraju.

Na eksport zdecydowanie stawia zabrzański Elzab, który w zeszłym roku boleśnie odczuł skutki kurczenia się rodzimego rynku i dwukrotnie musiał korygować prognozę zysku. Na początku roku firma podpisała wartą 2,6 mln USD umowę na eksport kas do Rumunii. Giełdowa spółka kierowana przez Jerzego Biernata chce również wejść na rynek szwajcarski i niemiecki. Na eksport stawia także Optimus iC, który zamierza do połowy roku zdobyć silnego inwestora branżowego. Firma ta ma pomóc spółce córce Optimusa wejść na bardzo obiecujący, ale zarazem trudny rynek południowoamerykański.

— W kraju chcemy zacząć m.in. produkcję terminali do kart płatniczych. Według naszych ocen, istnieje ogromna dysproporcja między liczbą kart płatniczych w Polsce a liczbą terminali. Chcemy tę lukę zapełnić — mówi Bogusław Łatka.

Rozszerzenie oferty planuje również Posnet, ale prezes Edward Ratyński nie chce na razie zdradzać szczegółów.

Możesz zainteresować się również: