Mały Krzyś wraca do gry

Dawid Tokarz
06-09-2010, 00:00

Przestępca, który za łapówki załatwiał sprawy gangstera w UKS, jest znajomym Pawła Narkiewicza.

Były członek rady nadzorczej Optimusa kupił dwie spółki od Calatravy Capital

Przestępca, który za łapówki załatwiał sprawy gangstera w UKS, jest znajomym Pawła Narkiewicza.

W sierpniu Calatrava Capital (do niedawna znana jako IB System) w suchych komunikatach poinformowała, że sprzedała dwie spółki zależne: Invar Integracje (II) za 340,5 tys. zł i Biurosystem-Serwis (BS) za 400,7 tys. zł.

Pierwszą, specjalizująca się w instalowaniu sieci komputerowych, instalacji elektrycznych i systemów telekomunikacyjnych w budynkach inteligentnych, kupiła firma Trevor Investments (TI). Druga, zajmująca się sprzedażą i serwisem kas fiskalnych, komputerów i sprzętu biurowego, trafiła w ręce spółki Atlant-Holdings. Przyjrzeliśmy się obu nabywcom. TI to brytyjska firma, kontrolowana przez Krzysztofa M. Atlant-Holdings to polska spółka, należąca do TI. Jej prezesem jest Krzysztof M.

Przeszłość bez znaczenia

A kim jest Krzysztof M.? To przestępca o pseudonimie "Mały Krzyś", który według najsłynniejszego w Polsce świadka koronnego Jarosława S. "Masy", w latach 90. był jego podwładnym w strukturach mafii pruszkowskiej. Sam Krzysztof M. kategorycznie temu zaprzecza i zwraca uwagę, że za członkostwo w gangu nie został nigdy skazany. Ma za to na koncie prawomocne wyroki za wręczanie łapówek urzędnikom UKS kontrolującym "Masę" i za posługiwanie się sfałszowanymi dokumentami oraz nieprawomocny: za przywłaszczenie luksusowego samochodu z leasingu.

Czytelnikom "PB" znany jest od października ubiegłego roku, kiedy ujawniliśmy, że w latach 2006-07 był wiceprzewodniczącym rady nadzorczej Optimusa. Zdaniem prokuratury, wyprowadził wtedy z giełdowej spółki ponad 730 tys. zł do firmy powiązanej z gangiem Romana O., pseudonim "Sproket" (po aresztowaniach tzw. starego Pruszkowa ten młody przestępca stał się jednym z liderów stołecznego półświatka, a obecnie odsiaduje nieprawomocny wyrok 8 lat więzienia).

Jak ktoś o takiej reputacji został kupcem dwóch spółek córek Calatravy Capital (CC)? To proste. "Mały Krzyś" to znajomy Pawła Narkiewicza, prezesa i znaczącego akcjonariusza CC.

— Dla mnie przeszłość pana Krzysztofa nie ma znaczenia. Najważniejsze jest, żeby transakcje były zgodne z prawem i tak było w tym wypadku — zapewnia Paweł Narkiewicz.

Nie na NewConnect

Można jednak mieć co do tego wątpliwości. Z brytyjskiego rejestru spółek, do którego dotarliśmy, wynika bowiem, że TI… został rozwiązany już w maju 2009 r.

— Dysponuję aktualnym (z 15 kwietnia 2010 r.) pełnomocnictwem do reprezentacji i działania w imieniu TI, podpisanym przez zarząd tej spółki w formie notarialnej z Apostille — odpowiada Krzysztof M.

Wątpliwości nie budzi to, że z tytułu obu transakcji do giełdowej spółki do dziś nie wpłynął nawet grosz. Okazuje się, że choć nie było o tym mowy w komunikatach o sprzedaży, zapłata za udziały została rozłożona na raty. Paweł Narkiewicz twierdzi, że pierwsza z nich ma trafić do CC jeszcze we wrześniu, a całość w ciągu kilku miesięcy.

Szef giełdowej spółki zapewnia też, że zmiana właściciela II nie zagrozi spłacie około 600 tys. zł, jakie ta firma winna jest podmiotom z grupy CC. W raporcie z I półrocza 2010 r. napisał nawet, że po transakcjach [czyli przejęciu firm przez "Małego Krzysia" — przyp. aut.] prawdopodobieństwo odzyskania pożyczek wzrosło. Skąd takie przekonanie? Według Pawła Narkiewicza, Krzysztof M. powinien poprawić kondycję obu firm m.in. dzięki synergii z innymi spółkami z branży IT, w których udziały ma TI. Jeden z naszych informatorów twierdzi nawet, że wszystkie te firmy miały zostać połączone i wprowadzone na NewConnect. Krzysztof M. zapewnia jednak, że "w przewidywalnym okresie" nie ma takich planów.

Kontrakt przy F-16

To jednak nie koniec kontrowersji. Nasze źródła podważają cenę, jaką CC uzyskała ze sprzedaży obu firm. Chodzi głównie o II, który znany jest z zainstalowania sieci logicznych m.in. w siedzibach Agory, Kredyt Banku, Telekomunikacji Polskiej czy w ratuszu dzielnicy Warszawa-Bielany.

— Ta firma ma też dużo specjalistycznych certyfikatów, koncesję MSWiA na ochronę mienia przez zabezpieczenie techniczne, a także kancelarię tajną. To i poświadczenia bezpieczeństwa osobowego pracowników pozwoliły jej na pracę przy siedzibach oddziałów NBP i Naczelnego Sądu Administracyjnego czy zdobycie prestiżowego kontraktu na dostawę sieci do hangarów obsługujących samoloty F-16. Tylko ten ostatni projekt wart był ponad 3,3 mln zł — mówi nasz informator.

W sprawozdaniu z działalności w 2009 r. zarząd II wspomniał też o "możliwości dalszego zwiększania rentownych przychodów". Dołączona do tego prognoza zakładała systematyczny wzrost przychodów i czystego zysku, który już w 2014 r. ma sięgnąć 1,8 mln zł.

Także zarząd BS w sprawozdaniu finansowym z ubiegły rok patrzył w przyszłość optymistycznie. Największe nadzieje wiązał ze spodziewanym "zdecydowanym zwiększeniem sprzedaży" kas fiskalnych, wynikającym z tego, że do maja 2011 r. urządzenia te muszą zainstalować wszyscy lekarze i prawnicy.

Wszystko jest OK

Paweł Narkiewicz bagatelizuje te prognozy. Twierdzi, że na razie obie spółki generują straty. To nieścisła informacja. Od 2006 r. przy przychodach rzędu 5-6 mln zł rocznie II wykazywał regularnie niewielkie zyski (średnio 130 tys. zł), a BS wychodził mniej więcej na zero. Szef CC zwraca jednak uwagę, że w I półroczu 2010 r. obie firmy przyniosły straty, z czego II aż 650 tys. zł. Warto jednak dodać, że drugie półrocze może być dla tej spółki lepsze, bo tylko pod koniec lipca podpisała dwie umowy warte prawie 2,8 mln zł.

— Chciałem za wszelką cenę pozbyć się tych spółek, bo są mało perspektywiczne, a potrzebują dużych pieniędzy na zwiększenie kapitału obrotowego. Już poprzedni zarząd szukał na nie nabywców, ale bez skutku. Dlatego kiedy pojawiła się oferta od pana Krzysztofa, to z niej skorzystałem — tłumaczy Paweł Narkiewicz.

Broniąc tych transakcji, dodaje, że cena sprzedaży spółek była wyższa od wstępnie zakładanej przez wewnętrzne wyceny CC.

Optimusa romans z półświatkiem

Fotel w radzie nadzorczej Optimusa w latach 2006-07 Krzysztof M. zawdzięczał Michałowi D., który wtedy kontrolował giełdową spółkę. Wszystko było możliwe dzięki sfałszowaniu uchwały rady nadzorczej, czego dopuścili się, zdaniem prokuratury, Michał D. i Piotr L. (prokurent, a potem prezes Optimusa). Ich proces, w którym oskarżeni są też o działanie na szkodę spółki, jeszcze nie ruszył.

Niedługo do sądu powinien natomiast trafić drugi akt oskarżenia przeciwko Piotrowi L. Prokuratura zarzuca jemu oraz Krzysztofowi M. działanie na szkodę Optimusa. Chodzi o przelanie z firmy ponad 730 tys. zł za usługi windykacyjne, których nie było.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Mały Krzyś wraca do gry