Mały książę polskich dróg

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-06-06 12:26

Dla większości polskich kierowców był pierwszym autem. Może dlatego jego pudełkowata karoseria do dziś budzi sympatię.

Pierwszy wyprodukowany w Polsce fiat 126p (z włoskich podzespołów) zjechał z taśmy Fabryki Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej w zupełnie zwyczajny dzień. Autko w następnych latach stało się widokiem powszednim. Gwoli sprawiedliwości trzeba przypomnieć: oficjalne otwarcie linii produkcyjnej odbyło się 22 lipca.

Maluch z ludzką twarzą

Po dość siermiężnych rządach Władysława Gomułki do władzy w 1970 r. doszedł „europejski” i „liberalny” Edward Gierek (na zdjęciu u góry). Nie uznawał prywatnej motoryzacji za wymysł burżuazyjny, ba, chciał ją nawet rozwijać. Postawił na produkcję stosunkowo taniego auta dostępnego dla mas.
Musiało być tanie nie tylko dla użytkownika, ale też dla producenta. Wdrożenie produkcji fiata 125p w 1967 r. pochłonęło dużo dewiz (a ich brak był obok braku sznurka do snopowiązałek jednym z podstawowych problemów ekonomicznych socjalizmu), że powtórka takiej inwestycji nie wchodziła w grę. Z drugiej strony kupno licencji i tak wydawało się tańsze niż opracowanie nowego modelu od podstaw.

Zdecydowały zapewne związki polskiego przemysłu z turyńskim koncernem (ich owocem był nie tylko fiat 125p, ale też przedwojenny fiat 508) oraz dość atrakcyjne warunki licencji: Polacy mieli ją spłacać w naturze — w podzespołach do produkcji fiatów we Włoszech i w gotowych autach.

Maluch z tradycjami

Wybór padł na najtańszy model (chociaż w grę wchodził również fiat 127, a z innych marek nawet Renault 5). W tym przypadku oszczędność okazała się zbawienna. 126p był modelem skazanym na sukces. Miał kontynuować tradycję słynnego fiata 500, który z kolei nawiązywał do przedwojennego modelu pięćsetki — topolino.
Pod koniec października 1971 r. Polmot podpisał z turyńskim koncernem umowę „O współpracy technicznej i licencji”. Pierwsze auta wyprodukowano we Włoszech we wrześniu 1972 r. W lecie 1973 r. maluchy zaczęły zjeżdżać z taśm w Bielsku-Białej, a od września 1974 r. także ze specjalnie w tym celu wybudowanej fabryki w Tychach.
Cenę autka ustalono w Polsce na 69 tys. złotych. Od razu zyskało olbrzymią sympatię i popularność, bo było najtańszym i jednym z niewielu dostępnych w kraju samochodów. O sieciach dilerskich można było wówczas jedynie pomarzyć. Osiągi nie budziły zachwytów: silnik o pojemności 600 ccm i mocy 23 KM (od 1977 650 ccm z 24 KM) rozpędzał auto do 100 km/h w niecałą minutę, a i tak wiele szybciej maluch by nie pojechał. Bagażnik 100 l i ciasne wnętrze potwierdzały jedynie tezę o kłamstwach komunistycznej propagandy, bo przedstawiała ona ów przebój polskich szos jako auto rodzinne.
Mimo tych ograniczeń stał się symbolem polskiej motoryzacji. Polacy go pokochali. Starali się go nawet ulepszać — powstawały prototypy malucha dostawczego, kabrioletu, a nawet — jakkolwiek egzotycznie by to zabrzmiało — wersji kombi. To i tak nic w porównaniu z tym, co z autka mogą zrobić miłośnicy tuningu — na zlotach maluchów widać maszyny, o jakich się konstruktorom nie śniło.

Happy end

Produkcję malucha (bo od 1997 r. ta obiegowa nazwa została przyjęta oficjalnie) w Polsce zakończono 22 września 2000 r. Na pożegnanie wyprodukowano tysiąc pojazdów w kolorach żółtym i czerwonym — tę serię nazwano Happy end. Wyprodukowano w Polsce 3,3 mln fiatów 126p w różnych modyfikowanych przez lata wersjach. Do dziś można je spotkać na naszych drogach i nawet jeśli nie budzą podziwu, to sympatię na pewno.
A historia zatoczyła koło. Z taśm produkcyjnych w Tychach zjeżdżają nowe fiaty 500.