Pierwszy wyprodukowany w Polsce fiat 126p (z włoskich podzespołów) zjechał z taśmy Fabryki Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej w zupełnie zwyczajny dzień. Autko w następnych latach stało się widokiem powszednim. Gwoli sprawiedliwości trzeba przypomnieć: oficjalne otwarcie linii produkcyjnej odbyło się 22 lipca.
Maluch z ludzką twarzą
Po dość siermiężnych rządach Władysława Gomułki do władzy w 1970 r. doszedł
„europejski” i „liberalny” Edward Gierek (na zdjęciu u góry). Nie uznawał
prywatnej motoryzacji za wymysł burżuazyjny, ba, chciał ją nawet rozwijać.
Postawił na produkcję stosunkowo taniego auta dostępnego dla mas.
Musiało
być tanie nie tylko dla użytkownika, ale też dla producenta. Wdrożenie produkcji
fiata 125p w 1967 r. pochłonęło dużo dewiz (a ich brak był obok braku sznurka do
snopowiązałek jednym z podstawowych problemów ekonomicznych socjalizmu), że
powtórka takiej inwestycji nie wchodziła w grę. Z drugiej strony kupno licencji
i tak wydawało się tańsze niż opracowanie nowego modelu od podstaw.
Zdecydowały zapewne związki polskiego przemysłu z turyńskim koncernem (ich owocem był nie tylko fiat 125p, ale też przedwojenny fiat 508) oraz dość atrakcyjne warunki licencji: Polacy mieli ją spłacać w naturze — w podzespołach do produkcji fiatów we Włoszech i w gotowych autach.
Maluch z tradycjami
Wybór padł na najtańszy model (chociaż w grę wchodził również fiat 127, a z
innych marek nawet Renault 5). W tym przypadku oszczędność okazała się
zbawienna. 126p był modelem skazanym na sukces. Miał kontynuować tradycję
słynnego fiata 500, który z kolei nawiązywał do przedwojennego modelu pięćsetki
— topolino.
Pod koniec października 1971 r. Polmot podpisał z turyńskim
koncernem umowę „O współpracy technicznej i licencji”. Pierwsze auta
wyprodukowano we Włoszech we wrześniu 1972 r. W lecie 1973 r. maluchy zaczęły
zjeżdżać z taśm w Bielsku-Białej, a od września 1974 r. także ze specjalnie w
tym celu wybudowanej fabryki w Tychach.
Cenę autka ustalono w Polsce na 69
tys. złotych. Od razu zyskało olbrzymią sympatię i popularność, bo było
najtańszym i jednym z niewielu dostępnych w kraju samochodów. O sieciach
dilerskich można było wówczas jedynie pomarzyć. Osiągi nie budziły zachwytów:
silnik o pojemności 600 ccm i mocy 23 KM (od 1977 650 ccm z 24 KM) rozpędzał
auto do 100 km/h w niecałą minutę, a i tak wiele szybciej maluch by nie
pojechał. Bagażnik 100 l i ciasne wnętrze potwierdzały jedynie tezę o kłamstwach
komunistycznej propagandy, bo przedstawiała ona ów przebój polskich szos jako
auto rodzinne.
Mimo tych ograniczeń stał się symbolem polskiej motoryzacji.
Polacy go pokochali. Starali się go nawet ulepszać — powstawały prototypy
malucha dostawczego, kabrioletu, a nawet — jakkolwiek egzotycznie by to
zabrzmiało — wersji kombi. To i tak nic w porównaniu z tym, co z autka mogą
zrobić miłośnicy tuningu — na zlotach maluchów widać maszyny, o jakich się
konstruktorom nie śniło.
Happy end
Produkcję malucha (bo od 1997 r. ta obiegowa nazwa została przyjęta
oficjalnie) w Polsce zakończono 22 września 2000 r. Na pożegnanie wyprodukowano
tysiąc pojazdów w kolorach żółtym i czerwonym — tę serię nazwano Happy end.
Wyprodukowano w Polsce 3,3 mln fiatów 126p w różnych modyfikowanych przez lata
wersjach. Do dziś można je spotkać na naszych drogach i nawet jeśli nie budzą
podziwu, to sympatię na pewno.
A historia zatoczyła koło. Z taśm
produkcyjnych w Tychach zjeżdżają nowe fiaty 500.