Mam ROR od ćwierć wieku
Rachunek oszczędnościowo- -rozliczeniowy mam od ćwierć wieku i już do różnej obsługi przywykłem. Nadal jednak irytują mnie kolejki w oddziałach banków. Dlatego też jeśli tylko mogę, to tam nie chodzę. Sprawy z bankiem staram się załatwiać przede wszystkim korzystając z telefon-bankingu.
Cieszy mnie też swobodny dostęp do gotówki dzięki kartom i dużej sieci bankomatów mojego banku — Pekao SA. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie wszyscy klienci instytucji finansowych mają szeroki dostęp do tych urządzeń oraz plastikowych pieniędzy, a już zupełnie niewielka ich liczba — do usługi telefonicznej i możliwości załatwiania w ten sposób większości podstawowych operacji.
DLATEGO też sądzę, że polskie banki są nierówne w obsłudze klientów indywidualnych. Oferują coraz lepsze i bardziej wyspecjalizowane usługi elektroniczne, natomiast zupełnie sobie nie radzą z obsługą — wydawałoby się najprostszą — kasową. Moim zdaniem, to właśnie przez kolejki w oddziałach i wielu niezrozumiałych procedur nadal wiele osób nie korzysta z lokat czy kont osobistych i pieniądze woli trzymać w szufladzie.
KOLEJNA sprawa to taka, że banki są coraz mniej urzędami, a coraz częściej sklepami. Przychodzimy tu kupić pieniądze — w formie kredytu lub sprzedać — w formie lokaty. Tyle że obecnie zdecydowanie prościej jest zaciągnąć kredyt. Możemy to zrobić właściwie już bez zbędnych formalności, omal na dowód osobisty, zadłużyć się nie tylko w banku, ale np. bezpośrednio w sklepie. Z lokatami gorzej. Należy przyjść do oddziału, wystać się w kolejce, by w końcu zdeponować pieniądze. Dodatkowo bardzo trudno zlikwidować taki rachunek — czyli dostać się do własnych pieniędzy.