Mamy bessę, mamy też więcej manipulacji

Grzegorz Nawacki
07-05-2008, 07:33

Ze ściganiem przestępstw giełdowych jest lepiej. To jednak nie znaczy, że jest dobrze. Nadzór co roku śle 40 zawiadomień do organów ścigania.

Pięć lat lub 5 mln zł grzywny — tyle grozi 39-letniemu mężczyźnie za manipulowanie kursem giełdowym. Akt oskarżenia trafił wczoraj do sądu. Będą kolejne. Wydział do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Stołecznej Policji prowadzi 40 takich spraw. Zdaniem ekspertów, wkrótce przybędzie mu pracy.

— Polska giełda nie jest mocno manipulowana, co nie oznacza, że takiego zjawiska nie ma. Można się spodziewać, że teraz się zwiększy. Jak jest bessa, rośnie liczba manipulacji, bo pojawia się pokusa podbijania kursu — mówi pracownik Wydziału Postępowań Komisji Nadzoru Finansowego (KNF).

Idą równo

To na Komisji Nadzoru Finansowego spoczywa ciężar ścigania giełdowych przestępców. Rocznie zgłasza ponad 40 przypadków podejrzenia popełnienia przestępstwa.

— Trudno oszacować, czy liczba postępowań związanych z podejrzeniem manipulacji rośnie. Staramy się samodzielnie wykrywać przestępstwa, ale większość postępowań prowadzona jest na wniosek KNF. Nie wszystkie podejrzenia komisji się potwierdzają — mówi podkomisarz Janusz Gruchalski, zastępca naczelnika Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Stołecznej Policji.

I tu pojawia się problem — 47 zawiadomień w 2007 r. przerodziło się jedynie w 6 aktów oskarżenia. Policja i prokuratura nie są gotowe do walki z giełdowymi oszustami. Zajmują się nimi policjanci z wydziału przestępczości gospodarczej. Jednego dnia zajmują się wyłudzeniem podatku, a innego manipulacją kursu.

— Niestety, jak wiadomo, w policji jest za mało ludzi i pieniędzy. Chcielibyśmy, by powstała wyspecjalizowana komórka, w której pracowaliby przeszkoleni policjanci — mówi Janusz Gruchalski.

Policjanci wskazują na jeszcze jedno słabe ogniwo.

— Sprawy związane z giełdą są trudne do wykrycia. Wymagają specjalistycznej wiedzy. Jednym z największych problemów jest konieczność uzyskania opinii biegłego, bo sąd nie uzna opinii policjanta. Biegłych, którzy są w stanie przygotować rzetelną opinię, jest mało, co wydłuża o kilka miesięcy postępowania — mówi Janusz Gruchalski.

Umywali ręce

Według ekspertów, sytuacja zmieniła się na lepsze.

— Manipulacje czy próby manipulacji pojawiały się już w latach 90. Wystarczy wspomnieć słynną poznańską „wirówkę”. Niestety, choć moim zdaniem dochodziło w tym przypadku do ewidentnej manipulacji, prokuratura nie podzieliła mojego zdania — mówi Jacek Socha, były przewodniczący Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, obecnie partner PricewaterhouseCoopers.

— Prokuratura zaczęła dostrzegać wagę tego typu przestępstw. Kilka lat temu bywało z tym różnie. Na takich sprawach dużo trudniej zrobić karierę niż w przypadku spraw karnych — dodaje nasz rozmówca z KNF.

Kilka lat temu pojawiła się koncepcja rozwiązania problemu.

— Chciałem, by komisja, wzorem nadzorców z innych rynków, miała uprawnienia prokuratorskie, by móc ścigać przestępców, ale nie udało się tego przeforsować — mówi Jacek Socha.

Dziś regulator odżegnuje się od tej koncepcji.

— Nie mamy ambicji, żeby być prokuratorem. Wystarczy, by każda instytucja dobrze wykonywała swoją pracę. Popieramy ideę powołania wyspecjalizowanych struktur w prokuraturze — mówi Łukasz Dajnowicz z KNF.

Grzegorz Nawacki, g.nawacki@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Mamy bessę, mamy też więcej manipulacji