Manhattan Dariusza Gałęzewskiego

Danuta Hernik
opublikowano: 2013-09-27 00:00

Dziesięć lat temu pojechał służbowo do Nowego Jorku. Miasto go zauroczyło i od tego czasu jeździ tam z żoną, ze znajomymi. Zawsze, kiedy przekracza Atlantyk, zagląda na Manhattan.

Nowy Jork wciąż mnie zachwyca. Mimo wielkości nie przytłacza, nie wywołuje poczucia zagubienia. Oznaczenia ulic i alej, kąty proste skrzyżowań sprawiają, że od razu wiadomo, gdzie szukać konkretnego adresu. Za dnia miasto wydaje się bardzo zatłoczone — codziennie rano do centrum miliony ludzi dojeżdżają do pracy z innych dzielnic i spoza miasta. Oczywiście zawsze po centrum kręcą się tysiące turystów. Ma się jednak wrażenie, że ten nowojorski tłum dobrze wie, gdzie idzie i czego chce. Wielonarodowość i jednocześnie przyjazność ludzi, luz i swoboda — to cechy Nowego Jorku, dzięki którym wszyscy czują się w nim dobrze. Można zagadnąć przechodnia, można bezpiecznie odezwać się do nieznajomego.

Punkt obowiązkowy. Zawsze, kiedy się wybieram na drugą stronę Atlantyku — po drodze do innej części Stanów Zjednoczonych, do Kolumbii albo Meksyku — zatrzymuję się w Nowym Jorku na dwa, trzy dni. To mój obowiązkowy punkt programu. Muszę się nacieszyć tym miastem, jego wielkością, urodą, różnorodnością... Mieszanką narodowościową i kulturową.

Lądowałem już na wszystkich lotniskach Nowego Jorku, ale zapamiętałem jeden z pierwszych przylotów — jechaliśmy wieczorem z lotniska kolejką do centrum, tyle że wsiedliśmy w odwrotnym kierunku. Przejechaliśmy dookoła miasta i dostaliśmy się do centrum przez Harlem — od drugiej strony. Ostatecznie lepiej tak, niż gdyby kolejka miała nas wywieźć gdzieś dalej.

Najczęściej nocujemy w hotelu Helmsley Park Lane w pobliżu Piątej Alei, zaraz przy wejściu do Central Parku na górnym Manhattanie. Zatrzymywaliśmy się tam już osiem razy. Żeby coś zjeść, zaglądamy do Del Frisco’s, Strip House, il Buco, a wieczorem na drinka do Kiss and Fly w Meatpacking District niedaleko Tribeca. Chętnie jem steki, krewetki, dania kuchni włoskiej. Ale to rzecz gustu — w Nowym Jorku można wybierać potrawy niemal ze wszystkich kuchni świata.

W mieście można się swobodnie poruszać metrem, którego linie i sposób funkcjonowania opanowuje się intuicyjnie, albo taksówkami. Dziewięćdziesiąt procent taksówkarzy w city to Hindusi.

Fajnie zobaczyć egzotykę Chinatown, Harlem (za dnia), oczywiście Hell’s Kitchen i Małą Italię... Bronx — oglądałem tę dzielnicę przez okno taksówki nocą. Zimą obowiązkowy punkt programu to wyglądająca bajkowo ślizgawka przy Rockefeller Center. Byłem w Brooklynie, na Greenpoincie, który teraz jest bardziej popularny wśród nowojorczyków niż przed laty, ale część mieszkającej tam Polonii zatrzymała się chyba w czasie. W Nowym Jorku jest tyle miejsc do obejrzenia i tyle tajemnic do odkrycia, że nigdy nie starcza czasu na wszystko. Można spojrzeć na miasto z góry, fundując sobie lot helikopterem (zabiera 4-5 osób, opcja dla lepiej uposażonych) albo wjazd na tarasy widokowe Empire State Building (po odstaniu w kolejce) lub na Top of the Rock, czyli punkt widokowy na szczycie Rockefeller Center, płacąc po 25 dolarów w obu wieżowcach.

Można zobaczyć postęp w pracach przy Freedom Tower — wieżowcu wybudowanym obok miejsca pamięci World Trade Center.

Dla mnie Nowy Jork to przede wszystkim Manhattan, a Manhattan to Central Park w dzień i fantastycznie oświetlony Times Square wieczorem.

Płuca Manhattanu. Prostokątna, ponadtrzystuhektarowa wyspa zieleni, otoczona drapaczami chmur z apartamentami za bajońskie ceny (tylko za widok z okien trzeba zapłacić krocie). W Central Parku jest wszystko, czego można oczekiwać, a nawet więcej: łąki, malowniczepagórki, ogrody, jeziora, strumienie, mosty i mostki (ponad trzydzieści), ścieżki i alejki, place zabaw dla dzieci i miejsca do uprawiania sportu, m.in. korty tenisowe i sztuczne lodowiska. Także wiele rzeźb i pomników — największy jest monument Władysława Jagiełły ustawiony w 1945 r. obok Żółwiowego Stawu — oraz zoo. To również ulubione miejsce wrotkarzy i rowerzystów.

Lubię zaczynać dzień w Central Parku. Siadamy tam z kawą i rogalikiem — to nasze nowojorskie śniadanie. Hotele w Nowym Jorku zazwyczaj nie dają śniadań, a jeśli już, to nie są one szczytem kulinarnych marzeń. Zresztą nowojorczycy chętnie jedzą na dworze, przysiadają gdziekolwiek z kawą w papierowym kubku i pączkiem lub jakimś daniem na wynos.

O amerykańskiej wielkomiejskiej kawie krążą już legendy i trochę dowcipów. Rzeczywiście — trzeba zamawiać jedną z wielu dostępnych wersji, dokładnie opisując, jaką się chce wypić — czy bezkofeinową, czy ze śmietanką, czy z mlekiem odtłuszczonym, czy ze słodzikiem, a jeśli z cukrem, to z jakim...

Na bagnach. Central Park założono w połowie XIX w. na niezamieszkałych moczarach, podobno trzeba było nawieźć miliony ton kamieni i ziemi. Budowa trwała kilkanaście lat, pracowały przy tym tysiące robotników, zasadzono setki tysięcy drzew i krzewów.

Są w Central Parku miejsca, z których nie widać miasta. Dzisiaj to zadbane, czyste i bezpieczne miejsce wypoczynku, chociaż nie zawsze tak było. Rocznie przychodzi tu, siada na trawie, biega i spaceruje dwadzieścia milionów ludzi. Jedną z najczęściej odwiedzanych części Central Parku są Strawberry Fields (Pola Truskawkowe) — łąka upamiętniająca Johna Lennona, który mieszkał w pobliżu.

W okolicy Central Parku mieszczą się trzy najbardziej znane nowojorskie muzea — po stronie wschodniej Metropolitan i Guggenheim Museum, a po zachodniej Muzeum Historii Naturalnej.

Dariusz Gałęzewski

Współtwórca i współwłaściciel — wraz z Dominikiem Dolińskim i Michałem Salatą — spółki Oshee, producenta napojów izotonicznych. Do 2008 r. dyrektor handlowy w FoodCare. Wcześniej zdobywał doświadczenie handlowe, sprzedając różne produkty w branży spożywczej.

Możesz zainteresować się również: