Manhattan dobry na kryzys

Marek Wierciszewski
opublikowano: 07-10-2011, 00:00

Od lipca do września sprzedaż mieszkań na najdroższej dzielnicy Nowego Jorku skoczyła aż o 17 proc. w porównaniu z podobnym okresem zeszłego roku. Ruch w interesie był największy od czwartego kwartału 2007 r., a przeciętna nieruchomość na nowego właściciela czekała 119 dni, o 6 dni krócej niż w zeszłym roku. Największym zainteresowaniem cieszą się z jednej strony najbardziej luksusowe apartamenty, a z drugiej — najbardziej dostępne kawalerki o podstawowym standardzie. — Najlepiej sprzedają się mieszkania z najwyższej i najniższej półki. To pokłosie tego, co dzieje się w gospodarce światowej. Stopy procentowe są niskie, a dolar jest słaby — oceniał Jonathan Miller, prezes kancelarii rzeczoznawców Miller Samuel. To przekłada się na coraz większe zainteresowanie mieszkaniami ze strony klientów zagranicznych, którzy dodatkowo korzystali z niższych cen najdroższych lokali. Jak podkreśla Jonathan Miller, na rynku coraz bardziej widoczni są nabywcy z Chin, Korei, Ameryki Południowej i Europy. — Popyt ze strony inwestorów zagranicznych jest kluczowy zwłaszcza dla segmentu luksusowego. Uważają oni nieruchomości na Manhattanie za dobrą okazję — dodawała Sofia Song z portalu ofertowego StreetEasy. Liczba sprzedanych apartamentów z najwyższej półki wzrosła o 17 proc. Właściciela zmieniło 311 lokali, co oznacza, że tego typu nieruchomości odpowiadały za 10 proc. całości rynku. Przeciętnie zapłacić za nie trzeba ponad 4 mln USD. To jednak nie zraża nabywców, którzy postrzegają nowojorskie nieruchomości jako bezpieczną inwestycję.

Na pniu sprzedają się także najmniejsze mieszkania. Sprzedaż lokali typu studio oraz tych wyposażonych w jedną sypialnię wzrosła o 9 proc. Popyt na nie wspierają najniższe w historii koszty kredytu hipotecznego. 30-letnie pożyczki o stałym oprocentowaniu są dostępne w USA już od 4,01 proc. rocznie. Jak przyznają specjaliści, istotny wpływ na przyspieszenie na rynku miało także to, że rok temu trzeci kwartał był wyjątkowo słaby. Podpisywanie umów przesuwano na wcześniejsze miesiące za sprawą preferencji podatkowych. Nabywcy pierwszych nieruchomości w swoim życiu, którzy umowy podpisali do 30 kwietnia 2010 r., mogli skorzystać z ulgi podatkowej sięgającej 8 tys. USD. Jest jednak pewna kluczowa różnica pomiędzy obecną sytuacją a czasami boomu kredytowego. Tym razem nieruchomości nie zyskują na wartości. W zakończonym kwartale ceny transakcyjne pozostały zbliżone do wartości sprzed roku. Średnia wartość transakcji nawet lekko zniżkowała, z 914 tys. USD do 911 tys. USD. Ceny luksusowych apartamentów obniżyły się nawet o 5 proc. To tym bardziej niecodzienne, że obok wzmożonego popytu obecny rynek charakteryzuje się niskimi zasobami niesprzedanych mieszkań. — Sytuacja gospodarcza, zarówno w kraju, jak i na świecie, najprawdopodobniej nadal będzie uniemożliwiać wzrost cen. Ludzie nie chcą przepłacać za nieruchomości — oceniała Pamela Liebman, dyrektor zarządzająca pośrednika Corcoran Group.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu