Na giełdzie wszyscy kombinują. Jedni w granicach zdrowego rozsądku, inni tracą głowę. Których więcej? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W Polsce nie siedzi nikt.
10 lat temu Komisja Papierów Wartościowych i Giełd skierowała do prokuratury pierwsze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa: poszło o sztuczne podwyższanie kursu akcji kilku spółek przez publikowanie w prasie nieuzasadnionych rekomendacji zakupu tych walorów. Makler zamieszczał nierzetelne komentarze w prasie ogólnopolskiej i sam wystawiał zlecenia sprzedaży akcji. Skutkiem jego stronniczych sugestii był wzrost kursu, co spryciarz skrzętnie wykorzystywał, zbywając akcje po korzystnej cenie. W efekcie komisja pozbawiła go licencji.
Według przedstawicieli KPWiG, manipulacja kursem papierów wartościowych na większą skalę pojawiła się w Polsce pod koniec lat 90. Początkowo były to jedynie zabiegi wokół cen akcji. Później inwestorzy odwrócili się od spółek o niewielkiej kapitalizacji i przenieśli aktywność na spółki duże. Popularne stało się sztuczne kształtowanie ceny papierów wartościowych, by osiągnąć inne niż sprzedaż z zyskiem korzyści — m.in. dostosowanie kursu akcji do ceny transakcji pakietowych (GPW ogranicza wahania kursów), wzrost wartości portfela ze względu na zobowiązania kredytowe lub zaniżenie wartości portfela firmom konkurencyjnym. To nie wszystko.
W ostatnich 3 latach zawiadomienia kierowane do prokuratury przez departament nadzoru rynku KPWiG obejmowały jeszcze nowsze obszary: manipulacje ceną kontraktów terminowych, warrantów, a nawet obligacji skarbowych.
Kto tego dokonuje?
— Zarówno inwestorzy indywidualni, jak i reprezentanci instytucji. Ludzie od lat związani z emitentem, ale i ci, którzy stają się akcjonariuszami spółki po raz pierwszy w momencie podjęcia manipulacji — twierdzi Jacek Socha, przewodniczący KPWiG.
21 kwietnia 1999 r. KPWiG poinformowała prokuraturę o sztucznym podwyższaniu ceny akcji Krakchemii, Pozmeatu i Echa. Dwaj doradcy z wydziału zarządzania portfelem jednego z domów maklerskich umiejętnie wykorzystywali środki finansowe klientów.
Składali zlecenia kupna wymienionych akcji z poleceniem po każdej cenie (PKC) lub z limitem znacznie wyższym od kursu odniesienia. Tak doprowadzili do wzrostu kursu akcji: Krakchemii o 122 proc. (od 12.1997 r. do 03.1998 r.), Pozmeatu o 123 proc. (od 10.1997 r. do 04.1998 r.) i Echa o 30 proc. (od 01.1998 r. do 03.1998 r.). W tych miesiącach ich dom maklerski intensywnie finansował zakup akcji owych firm, których ceny systematycznie rosły. I udział akcji trzech spółek w portfelach zarządzanych przez maklerów systematycznie wzrastał. Z drugiej strony zwiększał się udział akcji w portfelach zarządzanych przez dom maklerski w ogólnej liczbie akcji tych spółek.
Wzrost kursu manipulowanych akcji urwał się, gdy sprawa wyszła na jaw: spadł o 50-60 proc. Chytrych doradców zwolniono z pracy, a KPWiG zawiesiła ich uprawnienia do wykonywania zawodu. Akt oskarżenia wpłynął do sądu 24.10.2000 r.
— Mam negatywny stosunek do wynoszenia manipulacji giełdowych na pierwszy plan. To nie pierwszorzędny problem naszego rynku kapitałowego. Mamy kłopoty z zapewnieniem odpowiedniej podaży i płynności na rynku. Ale nasz rynek jest bezpieczny. KPWiG w takim stopniu go nadzoruje, że nie ma się czego obawiać — uspokaja Maria Dobrowolska, prezes zarządu Izby Domów Maklerskich i Domu Maklerskiego Polonia NET z Krakowa.
— To powód do radości?
— Kilkanaście lat temu poszłam z synkiem do lekarza. Byłam pewna, że jest chory. Za wszelką cenę próbowałam udowodnić, że coś mu dolega. Pan doktor dokładnie go zbadał i powiedział: jak nie ma objawów, to nie ma choroby! Nie szukajmy dziury w całym!
Optymizmem napawa również komentarz Tomasza Mazurczaka, dyrektora departamentu sprzedaży instytucjonalnej i analiz Domu Inwestycyjnego BRE Banku:
— Manipulacje są na każdym rynku. A u nas? Zapewniam, że nie jest to zjawisko powszechne. Bez obaw!
Ale nie wszyscy przedstawiciele biur maklerskich mówią tak otwarcie o tym procederze. Temat manipulacji wśród wielu budzi zakłopotanie, niechęć, czasami niepokój...
Pracownica Banku Inwestycyjnego CAIB:
— Rozmawiałam z szefami — i raczej niechętnie... Poruszanie tego tematu przez takie instytucje jak nasza źle wpłynie na wizerunek firmy.
Inna pani, tym razem z Beskidzkiego Domu Maklerskiego:
— Mamy strasznie dużo pracy. Prezes? Zajęty. Trzeba poczekać do poniedziałku. To ważna decyzja, musimy mieć czas.
W poniedziałek zadzwonił telefon.
— Dzień dobry. Szef się jednak nie wypowie. Nie teraz. Może innym razem...
Bardziej wylewny okazał się „ktoś” z Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska.
— Temat bardzo śliski... W zasadzie każdego można posądzić o manipulacje i każdego od takiego zarzutu uwolnić. Co to jest manipulacja giełdowa? Nie ma dokładnej definicji. Według mnie należałoby ją kojarzyć przede wszystkim z kreatywną księgowością i fikcyjnymi rekomendacjami. Nazywanie manipulacjami transakcji kupna i sprzedaży na rynku kapitałowym to bzdura. Jeżeli pan opisze, jak kilku Józków ugania się za Kazikiem, bo ich zrobił na kilkadziesiąt tysięcy, to nie ma co sobie suszyć głowy... Może to i manipulacja i jakieś tam pieniądze, ale dajmy sobie spokój... Wie pan, jaka była największa manipulacja na świecie? Enron i WordCom! Ale nie mówię o faktach przytaczanych w mediach. Niech pan sprawdzi, kiedy agencje ratingowe zmieniły ratingi tych spółek z poziomu inwestycyjnego na spekulacyjny! Jak się o tym dowiedziałem, resztki włosów na głowie stanęły mi dęba. Powodzenia! Się pan trzyma zdrowo!
Idąc w sukurs kutemu na cztery nogi ekspertowi z DM BOŚ należy wyraźnie zaznaczyć, że w doktrynie i praktyce rozwiniętych rynków papierów wartościowych za manipulację ceną papierów wartościowych uważa się po pierwsze: „samodzielne lub w porozumieniu zawieranie transakcji lub podejmowanie innych działań mających na celu podwyższenie, obniżenie lub podtrzymanie ceny papierów wartościowych na rynku regulowanym”. I po drugie: „samodzielne lub w porozumieniu rozpowszechnianie nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd informacji, które mogą wpływać na zachowania inwestycyjne, nawet jeśli działania te były nieumyślne”. Jak zapobiegać takim przestępstwom?
Przewodniczący KPWiG podkreśla, że podmioty prowadzące działalność maklerską mają obowiązek ustanowić, przestrzegać i stosować ustawowe i statutowe procedury kontrolne. Choćby kontrolować poczynania pracowników, wyznaczyć osobę sprawującą ten nadzór, dokładnie sprecyzować zakres odpowiedzialności, sprawdzać operacje na rachunkach inwestycyjnych, pilnować: dokumentacji procedur nadzorczych i procedur zatwierdzania nietypowych transakcji, systemu kontroli komunikacji z klientami, wyznaczyć osoby do kontaktu z klientami. Pozostają jeszcze działania „ex post”.
— Mamy do dyspozycji środki administracyjne, cywilne i karne. Do pierwszej grupy trzeba zaliczyć np.: postępowania administracyjne wobec nadzorowanego (brokera, doradcy, rynku), odmowę rejestracji, zakaz działalności, cofnięcie licencji, zwrot osiągniętych korzyści, karę finansową. Do metod cywilnych — sądowe kary finansowe w postępowaniu cywilnym. A środki karne to nic innego jak przekazanie sprawy do prokuratury, zagrożenie karą finansową, ograniczeniem lub pozbawieniem wolności — referuje Jacek Socha.
Czy to maklerzy są najczęściej giełdowymi hochsztaplerami? Nie. Z danych Komisji Papierów Wartościowych i Giełd wynika, że źródłem zdecydowanej większości manipulacji akcjami są „osoby fizyczne”. Za tym ogólnikiem kryją się konkretne nazwiska. Ze względu na brak wyroków i opieszałość sądów nie możemy nimi operować.
Oto kilka co smaczniejszych przekrętów — giełdowe wygi na wieść o nich recytują szczegóły. Jeden z nich, od lat związany z rodzimym parkietem, stwierdził, że wybraliśmy „śmietankę”... A co o tym sądzą manipulowani?
Grupa kilkunastu inwestorów w kilka miesięcy skupiła ponad połowę akcji spółki ŁDA, po czym, zawierając między sobą transakcje kupna i sprzedaży, wywołała wzrost kursu o 135 proc.
Akcje sprzedali na sesjach od 24 do 27 marca 1998 r. Nabyła je Ukrainka, która założyła rachunki inwestycyjne w 11 domach maklerskich. Wszystkie umożliwiły jej zakupy na odroczony termin płatności. Tak zakupiła akcje ŁDA za 30 proc. wartości. Reszty nigdy nie spłaciła. Zysk grupy wyniósł ok. 5 mln zł! W obecnej centrali zarządu tej spółki można się bawić w głuchy telefon. Nikt nie odbiera. Być może z powodu problemów z płynnością finansową?
Pewien inwestor doprowadził (od 16.06. do 20.07.1998 r.) do wzrostu kursu akcji Kopexu o 155 proc. Spryciarz składał na kolejnych sesjach giełdowych przeciwstawne zlecenia kupna i sprzedaży po coraz wyższym kursie. W ciągu miesiąca wartość jego portfela akcji Kopexu zwiększyła się prawie o milion złotych.
Co tam dzisiaj słychać? Justyna Banek z Kopexu obiecała, że odpisze mailem na zadane pytania. Minął tydzień. Cisza.
27 sierpnia i 9 września 1999 r. grupa inwestorów indywidualnych, „działając w porozumieniu”, sztucznie podwyższyła kurs akcji Sokołowa. Dostosowali kurs do ceny transakcji pakietowych, jakie miały zostać przeprowadzone na następnej sesji. 27 sierpnia kurs skoczył o 18,4 proc., a 9 września — o 9 proc. W obu przypadkach w ostatnich sekundach notowań złożono wielkie zlecenia kupna, kształtując kurs zamknięcia na zawyżonym poziomie.
Tym razem odzew był natychmiastowy: Jerzy Majchrzak, rzecznik prasowy Sokołowa mówi, że zupełnie nie wie, o co chodzi.
— Jestem zaskoczony! Pierwsze słyszę o jakichś manipulacjach... Nie sądzę też, by to źle wpłynęło na nasz wizerunek. Powiem więcej: gołym okiem widać, że nie zaszkodziło! — śmieje się do słuchawki.
I znowu grupa pomysłowych inwestorów! Na sesji 7 października 1998 r. doprowadzili oni do nienormalnego zawyżenia ceny papierów Szeptela — o 20 proc. w porównaniu ze średnim kursem tego waloru na sesji poprzedniej. Podstępni gracze występowali jako kupujący i sprzedający, transakcje zawierano wewnątrz „zes-połu”.
— Podobne zajścia negatywnie wpływają na spółkę. To informacja dla inwestorów: zarząd nie jest w stanie podjąć optymalnych decyzji. Poważne obciążenie, bo mamy przyczepioną plakietkę: spółka manipulowana. I to nam utrudnia pozyskanie kapitału na rynku — komentuje Mariusz Pilewski, prezes zarządu Szeptela
Na koniec manipulacja o nieco innym charakterze. Otóż pod koniec września 2001 r. pewien pełnomocnik na rachunku inwestycyjnym otwartego funduszu emerytalnego złożył — na zamknięcie notowań ciągłych — dwa zlecenia sprzedaży dwóch serii obligacji Skarbu Państwa (po 1 tys. obligacji w każdym) z poleceniem PKC. Wskutek tego kurs obligacji obniżył się o ponad 6 proc. w pierwszym wypadku i ponad 3 proc. — w drugim. Spadki kursów zaniżyły wartości jednostek rozrachunkowych innych funduszy emerytalnych. Zamiarem działania przebiegłego pełnomocnika był zatem wpływ na wyniki innych OFE!
— Znana sprawa! Na pewno nie fair, ale żeby od razu manipulacja? Ewidentne zagranie pod okres rozliczeniowy funduszy. W przypadku obligacji spadek 3-6 proc. to bardzo dużo. Pozostałe OFE po prostu odnotowały minus. To była, jak dotychczas, jedyna taka sytuacja w naszym sektorze — raczej incydent. To zagranie rynek już poznał, dlatego — moim zdaniem — taki fortel już się nie powtórzy — zapewnia przedstawiciel jednego z największych OFE w Polsce.
Najbardziej dynamicznym kanałem dystrybucji informacji giełdowych — dla wielu graczy coraz istotniejszym — jest internet. Wyspecjalizowane witryny sieciowe i ekonomiczne serwisy informacyjne najpopularniejszych na świecie portali prześcigają się w szybkości podawania wieści z parkietu. Te informacyjne zawody są doskonałym polem do popisu dla manipulatorów. Czy zaczęli już swoje występy?
Piotr Waglowski, jeden z nielicznych w Polsce specjalistów w dziedzinie prawa sieciowego (właściciel serwisu VaGla.pl — Prawo i Internet), nie pozostawia żadnych złudzeń: giełdowych kombinatorów w sieci nie brakuje. Ale i tutaj czeka na nich bicz w postaci sankcji — również karnych.
„VaGla” podaje przykłady dwóch spektakularnych procesów, o których gęsto pisały ostatnio amerykańskie media. Oto 24-letniego Neda Sneidermana ukarano odszkodowaniem w wysokości 60 tys. USD — za to, że wpuścił do serwisu biznesowego Yahoo! fałszywą notatkę prasową o giełdowej spółce Extreme Networks, Inc. W drugim procesie 23-letni Mark Simeon Jakob dostał 3 lata i 8 miesięcy więzienia za opublikowanie w sieci fałszywego raportu spółki Emulex Corp., notowanej na nowojorskiej giełdzie.
A w Polsce?
— Zapytałem Jacka Sochę, przewodniczącego Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, czy KPWiG zwraca uwagę na próby manipulacji ceną walorów przez publikowanie w internecie fałszywych raportów? Odpowiedział, że owszem, jego ludzie szukają w internecie zarówno pojawiających się bez zgody komisji ofert sprzedaży papierów wartościowych, jak i raportów. Na początku 2001 roku KPWiG powołała komórkę wykrywającą łamiących ustawę o publicznym obrocie w internecie. Pierwszą akcję dokładnego monitorowania informacji i list dyskusyjnych w portalach przeprowadzono 23 kwietnia 2001 r. Efekt: 11 zawiadomień do prokuratury o naruszeniu prawa — relacjonuje Piotr Waglowski.
Jego zdaniem biznesowe transakcje w polskiej sieci to już chleb powszedni. W roku 2002 kupno akcji Rafinerii Gdańskiej, PZU czy Elektrowni Rybnik poprzez internet nie stanowiło już większego problemu, mimo że nie były notowane na GPW.
A giełdowi gracze? Ci sieć wykorzystują już w 100 proc. I choć internet wydaje się wymarzony dla kombinatorów, to prawo o publicznym obrocie dotyczy w równym stopniu rzeczywistości wirtualnej i tej, która nas otacza na co dzień. W internecie ustawa też obowiązuje. A według niej: „odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną wskutek podania nieprawdziwej informacji lub przemilczenia informacji, która powinna być zawarta w dokumentach związanych z wprowadzaniem papierów wartościowych do publicznego obrotu, a także informacji znaczących dla ceny papieru wartościowego, ponosi emitent, subemitent usługowy lub wprowadzający, jak również osoby, które opublikowaną informację sporządziły lub w jej sporządzeniu brały udział, chyba że ani oni, ani osoby, za które odpowiadają, nie ponoszą winy”.
— Zatem szanowni gracze giełdowi: weźcie pod uwagę przykre doświadczenia amerykańskich kolegów! Fakt, że w Polsce nie było jeszcze podobnych procesów, nie oznacza, że regulatorzy tego rynku nie są czujni — ostrzega Piotr Waglowski.
— Istotnym problemem w ściganiu i karaniu odpowiedzialnych za manipulacje kursami papierów wartościowych są długie terminy oczekiwania spraw w sądach. Wystarczy wspomnieć, że akt oskarżenia w sprawie manipulacji kursem Kopexu wniesiony przez prokuraturę do sądu w kwietniu 1999 r. nie doczekał się jeszcze na pierwszą rozprawę — skarży się Jacek Socha.
Wątpliwym pocieszeniem dla przewodniczącego Komisji Papierów Wartościowych i Giełd niech będzie, że opieszałość sądów dotyka wszystkie strony zaangażowane w dochodzenie giełdowej sprawiedliwości. Bo to w sumie smutne, że nie można przynajmniej z imienia i nazwiska wymienić przestępców, którzy wciąż bezkarnie prowadzą interesy, a których wszyscy znają. Bo to bardzo przykre dla tych, którzy zostali przez z nich wystrychnięci na dudka, że wciąż nie mogą dochodzić swoich praw. Cóż...
Ważne, że przynajmniej giełdowe organy ścigania są w miarę skuteczne. W miarę, bo pewnie znalazłby się niejeden, który zarzuciłby opieszałość i KPWiG. Ot, chociażby w sprawie usunięcia z parkietu słynnej wydmuszki 4Media. Ale to by już była uszczypliwość.
Dużo bardziej irytująca jest beztroska giełdowych graczy i — niestety — swoisty relatywizm wielu naszych maklerów, którzy z reguły twierdzą, że problemu nie ma. Jeden bez ogródek stwierdził, że umiejętność manipulowania papierami wartościowymi dla pracownika „dobrego” biura inwestycyjnego, nie jest wiedzą tajemną...
— Każdy szanujący się makler musi znać te numery. Inna rzecz, w jaki sposób tę wiedzę — najczęściej nabytą w praktyce — wykorzystuje — mówi nasz zaufany kombinator.
