Głównym mankamentem reformy zabezpieczenia społecznego, wprowadzonej przez rząd Jerzego Buzka, jest ZUS. Z funkcjonowaniem tej instytucji wiąże się większość jej problemów. Jednak w to, że zmiany w systemie były konieczne — nie wątpi nikt.
O koniecznych zmianach w systemie ubezpieczeń społecznych w Polsce mówiło się od początku lat 90. Prace nad tym były prowadzone od 1993 roku. Dopiero jednak rząd Jerzego Buzka, w drugim roku sprawowania władzy, wprowadził reformę w życie.
— Reforma emerytalna jest częścią przekształceń systemu ubezpieczeń społecznych i została zrealizowana. Wiele spraw tego systemu wymaga jednak dopracowania. Projekt systemu emerytalnego powstał na przełomie lat 1996-97 — jeszcze za rządu Włodzimierza Cimoszewicza. Zastąpienie starego systemu nowym zostało dobrze zrealizowane. System emerytalny musi jednak być oddzielony od obsługujących go instytucji — ZUS i UNFE, które nie działały tak jak należy — mówi prof. Marek Góra z SGH, współautor koncepcji nowego systemu emerytalnego.
O ważności tego przedsięwzięcia świadczy powstrzymanie procesu narastania długu w systemie ubezpieczeń społecznych, jednak Skarb Państwa zadłużył się tymczasowo wobec klientów OFE.
Reforma ma jednak poważne minusy, co jest przyczyną jej negatywnego odbioru. Przede wszystkim ZUS nie był przygotowany do działania w nowym systemie — nie było odpowiedniego sprzętu, oprogramowania i przeszkolonych pracowników. Nie przygotowane było także otoczenie, czyli płatnicy składek oraz banki.
Niesprawność ZUS rozkręciła lawinę problemów. OFE nadal nie dostały wszystkich składek klientów. Nie mogąc uporać się z systemem informatycznym ZUS dopiero od sierpnia zakłada indywidualne konta osobom w nim ubezpieczonym. Odchodzący rząd często wspierał ZUS pożyczkami z budżetu. Skupiał się też na zmianach prezesów tej instytucji — jest już czwarty.
— Dobrze, że reforma została wprowadzona. Zawiodło jednak funkcjonowanie systemu informatycznego ZUS. Błędy doprowadziły do tego, że stracono rok. Głównym winowajcą jest poprzednik Lesława Gajka, który trzymał rynek w niewiedzy. Dopiero program naprawczy jego następcy oraz działania obecnej prezes coś zmieniły. Od reformy nie ma jednak odwrotu. System socjalny nie byłby w stanie udźwignąć sytuacji za kilkanaście lat, kiedy na jednego emeryta przypadnie 1,76 pracującego — mówi Tomasz Frontczak, prezes AIG PTE.
Fundusze emerytalne już stały się jednym z najważniejszych uczestników rynku kapitałowego. Przy racjonalnej polityce nowego rządu mogą być także znaczącym bodźcem dla rozwoju gospodarki.
Odchodzący rząd wprowadził trójfilarowy system zabezpieczenia emerytalnego. Dopiero on jest w stanie zapewnić godziwą emeryturę. Pracownicze programy emerytalne, czyli III filar, są jednak jakby na marginesie reformy. Rząd nie zrobił wiele, aby rozwinąć PPE.
II i III filar nie jest jednak jedynym elementem reformy zabezpieczenia społecznego. Dochodzą jeszcze emerytury pomostowe czy fundusz rentowy. To bardzo ważne składniki tej reformy, wciąż — w dużej mierze — nie zrealizowane.
— W przypadku reformy emerytalnej problemem jest nie koncepcja, lecz wykonanie. Pewne rzeczy zrobiono źle — na przykład informatyzacja ZUS, niektórych w ogóle zaniechano — na przykład ustawa o emeryturach pomostowych. W sumie stracono sporo czasu, a w znacznym stopniu wiarygodność i zaufanie. Na szczęście zawrócić się już nie da, a wprowadzenie niezbędnych korekt można szybko uzgodnić — uważa prof. Jerzy Hausner, były pełnomocnik rządu ds. zabezpieczenia społecznego, nowy minister pracy.