Manta szuka doradców przy IPO

opublikowano: 30-08-2013, 00:00

W tym tygodniu pierwszy smartfon, a w czerwcu 2014 r. giełda. Spółkę kusi też Wschód.

Do końca września Manta chce znaleźć doradcę, który w pół roku przygotuje prospekt emisyjny związany z nową emisją akcji. W czerwcu 2014 r. firma zlecająca produkcję elektroniki pod własnymi markami chce być już na głównym rynku warszawskiej giełdy.

— Za 30 mln zł chcę oddać inwestorom 30 proc. akcji, przy założeniu kapitalizacji na poziomie 100 mln zł — informuje Bogdan Wiciński, prezes i właściciel Manty.

Publiczna emisja może się opóźnić, jeśli firma nie zrealizuje planów finansowych na 2013 r. Prognoza zakłada, że spółka osiągnie w tym roku 100 mln zł przychodów i 8 mln zł zysku netto. W ubiegłym było to 96 mln zł przychodów i 4,1 mln zł zysku netto.

— Rentowność ze sprzedaży wynosi 5 proc., ale nie bardzo mnie satysfakcjonuje. Chciałbym ją podnieść o 2-3 pkt. proc. — mówi Bogdan Wiciński.

We wrześniu Manta wybiera się na berlińskie targi IFA. Mają one zapoczątkować stałą obecność spółki na rynkach zagranicznych. Jej telewizor był już hitem sprzedażowym brytyjskiej mutacji Amazon. com, ale po wyprzedaniu zamówionej partii współpraca nie była kontynuowana. Teraz Manta myśli raczej o innym kierunku ekspansji.

— Cały czas patrzymy na były ZSRR. Musimy jednak znaleźć odpowiedniego partnera, który wprowadziłby tam nasze produkty. Wstępne rozmowy już prowadziliśmy, ale nie chcę w tej kwestii składać deklaracji bez pokrycia — zaznacza Bogdan Wiciński.

Jeszcze w tym tygodniu spółka rozpocznie sprzedaż pierwszego smartfona. Będzie oparty na systemie Google Android, a przekątna jego ekranu to aż 4,7 cala. Jego sugerowana cena detaliczna w wolnej sprzedaży to 699 zł. Na razie firma nie ma umowy na jego dystrybucję w sieci któregokolwiek z operatorów telekomunikacyjnych. Ma natomiast gotowe trzy następne modele o przekątnej ekranu 4,5 oraz 5 cali.

— Będziemy je wprowadzać na rynek tydzień po tygodniu. W przygotowaniu są kolejne. Do końca roku chcemy mieć ich 8-10 — mówi Bogdan Wiciński.

Dopiero w czwartym kwartale pojawi się dekoder telewizji HbbTV. To jedna z form łączenia internetu z telewizją. W podstawowej formie polega na tym, że w trakcie programu można włączyć rodzaj teletekstu z dodatkowymi informacjami, np. w trakcie zawodów lekkoatletycznych można oglądać rekordy życiowe poszczególnych zawodników. W formie bardziej rozbudowanej pozwala włączyć na tym samym lub innym urządzeniu okno z powiązaną audycją. Kontrolę nad usługą mają nadawcy telewizyjni, co odróżnia HbbTV od Smart TV, w którym producenci telewizorów decydują, jakie aplikacje umieszczą w swoich urządzeniach. Z technologią eksperymentuje TVP.

— Pomysłów na produkty mamy kilkadziesiąt. Dlatego chcę pozyskać kapitał z giełdy — tłumaczy Bogdan Wiciński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Telekomunikacja / Manta szuka doradców przy IPO