Marazm na rynkach, widoczny nie tylko w obrotach, ale też ich koncentracji na kilku największych spółkach nie potrwa długo — przekonuje specjalista firmy zarządzającej aktywami.
— Po powrocie zarządzających funduszami z wakacji powinniśmy zobaczyć jakiś mocniejszy ruch na rynku, szczególnie że w pierwszej połowie września mamy spotkanie władz Europejskiego Banku Centralnego, kiedy to rynek może usłyszeć o bardziej konkretnych działaniach dotyczących luzowania ilościowego i stanowiska co do dalszego wspierania Grecji — mówi Adam Jenkins.
Sondaż Bank of America wskazuje, że ponad 80 proc. menedżerów funduszy oczekuje europejskiego wyadnia QE ze strony EBC przed końcem tego roku. — Przy takich pozytywnych oczekiwaniach nie ma się co dziwić, że pomimo szczytów na rynkach akcji nie ma jednak wielu chętnych do sprzedaży, szczególnie że ci, którzy to zrobili wcześniej, w lipcu nauczyli się już, że zamykanie krótkich pozycji na niskich, wakacyjnych obrotach bywa bardzo bolesne — dodaje menedżer Pioneera.
Jego zdaniem, tak mocno optymistyczne oczekiwania na zmianę polityki monetarnej są poważnym ryzykiem, bo data zalania rynku pieniądzem może się przesunąć, co będzie dla rynków dużym rozczarowaniem. Według Adama Jenkinsa, zachowanie rynków w ostatnich tygodniach wskazuje na zbliżające się spiętrzenie zmienności. Specjalista zauważa, że ostatnie odbicie wyraźnie różni się od obserwowanego w styczniu. Wtedy rynek rósł na wysokich wolumenach, a liderami wzrostu były małe i średnie spółki. Tym razem odbiciu towarzyszyły nie tylko niższe obroty, ale również koncentracja na dużych i najbardziej płynnych spółkach.
— To w pewien sposób potwierdza inny charakter obecnych inwestorów, jak i dalsze oczekiwania rynkowe. Tak silna koncentracja wzrostów na najbardziej płynnych akcjach wysyła dwa jasne sygnały. Pierwszy wskazuje, że inwestorzy oczekują tego, że WIG będzie sterowany bodźcami zewnętrznymi, a nie — jak na początku roku — lokalnymi czynnikami. Drugi sygnał to niepewność inwestorów co do momentu wybicia się indeksów z panującego od roku trendu bocznego — uważa Adam Jenkins.
Ekspert podkreśla, że inwestowanie w średnie i małe spółki jest zwykle sygnałem większego przekonania inwestorów co do kierunku i trwałości panującego trendu, bo mniejsza płynność tych spółek nie pozwala na prędkie zmiany. Wymaga tym samym bardziej długoterminowej, czyli strategicznej, prognozy co do zachowania się gospodarki i opiera się na analizie i wycenie fundamentalnej. Inwestowanie w duże spółki daje większe pole manewru, co świadczy raczej o podejściu krótkoterminowym, czyli taktycznym.
Zdaniem Adama Jenkinsa źródło i struktura popytu, który wywołał wybiórczą minihossę, wygląda bardziej na strach zagranicznych inwestorów przed tym, że nie wskoczą do pociągu rozpędzającego się dzięki oczekiwaniom na działania banków centralnych, niż chęcią do napełniania akcjami portfeli przez rodzimych inwestorów, jak OFE.
— Skoro tym razem pomimo fundamentalnie niższych wycen małych spółek pieniądze płyną prawie wyłącznie do akcji z WIG20, to należy traktować to jako sygnał, że inwestorzy są mniej pewni kierunku trendu, niż byli na początku roku, i chcą pozostać w płynnych spółkach, żeby móc bardziej aktywnie manewrować portfelem — mówi specjalista Pioneera.