Zaprowadzić spokój i utrwalić wzrost gospodarczy — to zapowiedzi kandydata na premiera. Swoim przeciwnikom proponuje wcześniejsze wybory.
Od kilku dni osoba Marka Belki, prezydenckiego kandydata na nowego szefa rządu, elektryzuje opinię publiczną. Szczególnie przychylni byłemu wicepremierowi i ministrowi finansów pozostają przedsiębiorcy, którzy chcą szybkiej stabilizacji politycznej i ocalenia planu Hausnera. I to właśnie gwarantuje im Marek Belka, który zgodził się sformować rząd. Do pracy zabierze się już dziś.
Optymizm ekonomisty
Marek Belka rozpoczyna jednak swoją misję od małego szantażu politycznego: albo ja i mój rząd, albo przedterminowe wybory parlamentarne. Innej alternatywy nie ma. Inaczej myśli opozycja sejmowa, dążąca do wcześniejszych wyborów i część lewicowego elektoratu, który lada chwila rozpocznie walkę o wyborców, licytując się na socjalne przywileje. O poparcie więc będzie bardzo trudno.
Tymczasem Marek Belka jest dobrze oceniany przez rynki finansowe. Zaraz po ujawnieniu przez prezydenta kandydatury uspokoił inwestorów oświadczając, że jest zwolennikiem realizacji programu cięć autorstwa wicepremiera Jerzego Hausnera. Chciałby także, by wicepremier pozostał w rządzie.
— Wierzę w to, że gospodarka stoi u progu długiego okresu szybkiego i zrównoważonego wzrostu gospodarczego. Nie powinniśmy dać się ponieść fali pesymizmu i przytłumić go chaosem politycznym. Jest to więc dobra okazja, żeby to właśnie ekonomista podjął się tego zadania — tłumaczy Marek Belka.
Najlepszy sposób
W jego ocenie zażegnanie burzy politycznej znacznie ułatwi podejmowanie decyzji inwestycyjnych przez przedsiębiorców, co pozytywnie przełoży się na rynek pracy, na którym bezrobocie przekroczyło już 20 proc.
— Wzrost gospodarczy będzie jednak zagrożony, jeśli w pewnym momencie okaże się, że będziemy musieli tolerować wzrost stóp procentowych i kiedy będą kłopoty z finansowaniem naszych potrzeb. Plan Hausnera jest najlepszym sposobem na to, by te problemy oddalić albo rozwiązać — wyjaśnia Marek Belka.