Dlaczego zdecydował się pan przyjąć propozycję zostania członkiem rady nadzorczej Echo Polska Properties? (po angielsku brzmi to lepiej: independent non-executive director).

Znałem właścicieli, a to istotny czynnik. Interesujące było to, że jest to spółka międzynarodowa, notowana na dwóch zagranicznych giełdach. Pomyślałem, że warto wykorzystać bagaż moich dotychczasowych doświadczeń i rozpocząć trzeci rozdział kariery zawodowej — był rozdział akademicki, potem praca w służbie publicznej, teraz przyszedł czas na prywatny biznes. Mam sporo propozycji członkostwa w radach nadzorczych i prawdopodobnie pójdę w tę stronę. Rozmawiam z firmami, które mają wymiar globalny i ekspozycję na międzynarodowe instytucje finansowe.
Nie chce pan iść w kierunku kariery w międzynarodowych instytucjach? Byłby to dla pana naturalny kierunek rozwoju zawodowego.
Była próba objęcia przeze mnie prezesury Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR), ale ta ścieżka jest już dla mnie zamknięta. Nominacja Polaka na stanowisko w międzynarodowej instytucji obecnie jest mało realistyczna, nie mobilizujemy sojuszników. Zresztą o ile chętnie wyjeżdżam, to wyjazd na stałe nie jest dla mnie. Tu jest mi dobrze.
Jak ocenia pan pracę obecnego rządu, mając komfort pewnego dystansu?
Sympatyzuję z ministrem finansów i szefem NBP jako osoba, która piastowała te funkcje. Trzymam kciuki za budżet, który jest nie najgorszy. Nie ma wprawdzie pełnego finansowania dla programu 500+, zwłaszcza jeśli dojdą wcześniejsze emerytury. Jednak mam nadzieję, i równolegle się obawiam, że spiąć budżet pomoże kiepska absorpcja funduszy unijnych przez samorządy. Mniej skuteczna realizacja unijnych inwestycji pozostawia nadwyżki finansowe w kieszeni sektora publicznego. Ponadto napięcie związane z wejściem CBA do samorządów dodatkowo zmniejsza skłonność do wydawania przez nie pieniędzy na unijne inwestycje.