"Wybacz mi, panie." - brzmiały ostatnie słowa Marii Antoniny Habsburg wypowiedziane tuż przed ścięciem na gilotynie do kata po tym, jak nastąpiła mu na nogę. Zgromadzony na placu tłum wiwatował tylko w części. W znacznej liczbie zgromadzili się na nim ci, którzy zaczęli już zdawać sobie sprawę z grozy rewolucji i uznawali byłą królową za osobę niewinną zarzucanym jej czynom.

Wielu oczekiwało wyniosłej damy w klejnotach i bogatej sukni. Zobaczyli skromną kobietę w żałobie, która z podniesioną głową wstępowała na szafot.
Oddając jednak sprawiedliwość faktom historycznym trzeba przyznać, że wychowana była pod kloszem cesarskiego pałacu, nie znała innego życia i nie widziała jak żyją poddani. Mogąc mieć wszystko, czego tylko zapragnęła, lubowała się jako dziecko w zbytkach, drogich sukniach i klejnotach. Szybko jednak z tej próżności wyrosła, na co z pewnością wpływ miały surowe postawy moralne wpajane jej uparcie przez wychowawców na polecenie matki. Daje temu wyraz pisząc do rodzicielki pierwszy list z Wersalu: "Chociaż Bóg zrządził, że urodziłam się w randze, jaką teraz posiadam, nie mogę nie zdumiewać się wyborem Opatrzności, za którego sprawą ja, najmłodsze z twoich dzieci, zostałam wybrana na królową najwspanialszego królestwa Europy".
Oszczerstwa spotkały ją szybko po przybyciu do Francji. Jednym z kłamliwych zarzutów dotyczył rzekomego pokrycia ścian pałacu złotem i drogimi kamieniami. Było to nie tylko wierutną bzdurą, ale również oskarżeniem o tyle nieuczciwym, że sama stwierdziła "Francja potrzebuje bardziej okrętów, niż ja klejnotów". Na zachowanych obrazach z czasów jej dojrzałego życia zobaczymy suknie malownicze, imponujące, ale nie rażące zbytkiem czy kosztownościami.
Większość z Czytelników zna stwierdzenie "Nie mają chleba? Niech jedzą ciastka!" (S’ils n’ont pas de pain, qu’ils mangent de la brioche!) przypisywane austriackiej małżonce francuskiego króla. Niesłusznie. Zostało ono użyte w książce 'Wyznania' Rousseau napisanej, kiedy miała ona zaledwie 10 lat i mieszkała jeszcze w cesarskim pałacu w Wiedniu. Nawet gdyby, znając być może zwrot napisany przez filozofa, powiedziała te słowa to wbrew pozorom nie byłoby w nich nic wyniosłego. We Francji obowiązywał bowiem przepis nakazujący piekarzom sprzedaż ciastek w cenie chleba, gdyby tego towaru zabrakło.
Rewolucja wybuchła, kiedy Maria Antonina opłakiwała śmierć swojego pierworodnego syna. Miał zaledwie 8 lat, gdy zmarł na gruźlicę 4. czerwca 1789 r. Jeszcze przed rozpoczęciem rewolty królową nazywano Madame Deficit oskarżając na zasadzie kozła ofiarnego o wszystkie problemy finansowe kraju. W rzeczywistości nie była oszczędna, ale żyła o wiele skromniej od swych poprzedniczek, jak i następczyń. Mimo to jednak przyznać trzeba, że była nałogową hazardzistką, o czym wiedzieli jej poddani. Oskarżenie o zbytek stało się podstawowym wysuniętym przez Trybunał Rewolucyjny.
Po ścięciu Ludwika XVI (21 stycznia 1793 r.) została przewieziona w pierwszym dniu sierpnia do więzienia i oskarżona o spisek przeciwko Francji. Cela była prymitywna: stało tam tylko łóżko i malutki parawan do załatwiania potrzeb osobistych. Codziennie przychodziły tłumy ludzi zobaczyć królową jako nową atrakcję. Z biegiem czasu jednak zaczęli oni współczuć byłej władczyni. Sugerowano jej ucieczkę, ale ona nie chciała się zgodzić na pozostawienie dzieci we Francji. W czasie procesu oskarżono ją o molestowanie seksualne syna, o czym ten sam opowiadał przed Trybunałem. Jak potem opowiadał, został do tego zmuszony przez śledczych. Wezwana do ustosunkowania się do zarzutu odpowiedziała: "sama natura odmawia odpowiedzi na takie oskarżenie wysunięte przeciwko matce". Została uznana winną.
Wymęczoną kobietę, cierpiącą na krwotoki z powodu zaawansowanego raka macicy, ścięto 16. października 1793 r. o dwunastej piętnaście.
Jej szczątki w 1815 r. ekshumowano z masowego grobu. Zachowała się tylko głowa, którą rozpoznano po charakterystycznej wardze habsburskiej - dziedzicznej rodzinnej wadzie wrodzonej.
