Nowy szef PKP Intercity chce wziąć pod lupę wydatki spółki i dziesięciokrotnie zwiększyć jej zyski.
„Puls Biznesu”: Jest pan związany z branżą kolejową zaledwie od pół roku. Czy to wystarczy do kierowania taką spółką jak PKP IC?
Czesław Warsewicz: Skuteczne, dobre zarządzanie sprawdza się niezależnie od branży. Wierzę, że łącząc moją znajomość zagadnień finansowych z fachową wiedzą pracowników PKP IC, uda mi się odpowiedzieć na wymagania rynku. A są one coraz większe, bo już w 2010 r. przestanie obowiązywać monopol PKP na realizowanie przewozów pasażerskich w Polsce. Musimy być dobrze przygotowani na zagraniczną konkurencję.
Jacek Prześluga, poprzedni szef PKP IC, sam zrezygnował z kierowania firmą. Był pierwszym, któremu udało się poprawić wyniki finansowe i stworzyć pozytywny klimat wokół spółki. Czy to prawda, że przyczyną jego rezygnacji był konflikt z panem dotyczący wydatków marketingowo-promocyjnych?
To była decyzja prywatna i nie chcę jej komentować. Z prezesem Prześlugą współpracowaliśmy przez pół roku. Czasem mieliśmy zbieżne, czasem odmienne poglądy. Zarząd aprobował większość decyzji prezesa. W głosowaniu przepadły pojedyncze. Nie ukrywam, że niektóre pomysły oceniałem negatywnie, jak na przykład ofertę dla młodzieży „Latawiec”. Jednak po modyfikacji sam wnioskowałem o jej przyjęcie. Jak się okazało — bezskutecznie. Podczas kadencji prezesa Prześlugi padało wiele słów, które oceni rynek. Ja jestem pragmatykiem i staram się wygłaszać opinie na podstawie faktów. Te będziemy mogli ocenić najwcześniej za 2-3 miesiące.
Za prezesa Prześlugi spółka kładła nacisk na promocję i marketing. Czy teraz to się zmieni?
Dział promocji marketingu w PKP IC funkcjonował jeszcze przed przyjściem prezesa Prześlugi. Nie chciałbym popadać w marketingowy dogmat. Oczywiście każda firma, która chce dotrzeć do klienta, musi ponosić wydatki na ten cel, ale apeluję — róbmy to z głową, w sposób systematyczny. Już teraz wiemy, że w ramach promocyjnej oferty „Wojażer”, sprzedawanej za pośrednictwem sieci Ruch, nabywców znalazło zaledwie 7-8 proc. pakietów. Teraz trzeba będzie jakoś zagospodarować te, które zostały. Promocyjne oferty muszą być racjonalne — i w tym celu trzeba poprzedzić je analizą. Teraz będziemy takie analizy przeprowadzać.
Ma pan jakieś własne pomysły na zdobycie nowych klientów?
Zaczynamy prace nad ofertą grupowych przejazdów, która byłaby konkurencyjna wobec komunikacji samochodowej. Wystosowaliśmy pismo do PKP z propozycją przejęcia zarządzania wszystkimi parkingami wokół dworców — na początek w największych miastach. Są plany, by oferować postój na parkingu w cenie biletu kolejowego. Będziemy poprawiać jakość obsługi — m.in. poprzez wydłużenie godzin pracy kas i skrócenie przerw, a także otwarcie wszystkich będących w naszej dyspozycji okienek. Po raz pierwszy nie chcemy w tym roku podnosić cen biletów w lipcu, ale poszukać wewnętrznych oszczędności.
Gdzie chce pan ich szukać?
60 proc. wydatków PKP IC to wydatki w ramach grupy — za korzystanie z taboru, wynajem lokomotyw, dostęp do linii kolejowych czy energii. Zbadamy, czy oferowane ceny na dane usługi są rzeczywiście cenami rynkowymi. Tym bardziej dotyczy to zamówień realizowanych poza grupą PKP. Nie chciałbym, by firmy, które mają z nami podpisane umowy, żyły z tego dobrze, a my — tak sobie.
Czy 40 mln zł zysku na koniec tego roku, dzięki dotacji na przewozy międzynarodowe, to wynik realny?
Budżet spółki na 2006 r., przyjęty w ubiegłym roku przez zarząd pod kierownictwem Jacka Prześlugi, zakładał 977 mln zł obrotu i 4,9 mln zł zysku netto, już z uwzględnieniem 25,2 mln zł dotacji do przewozów międzynarodowych. Był mało ambitny: 4,9 mln zł przy blisko miliardowych obrotach to wręcz granica błędu statystycznego. A gdyby dotacje się nie pojawiły? Przy takich założeniach moglibyśmy zakończyć rok nawet 20-milionową stratą. Spółkę stać na więcej i uważam, że uda się wypracować 40 mln zł na koniec 2006 r. PKP IC może być liderem na rynku. Racjonalna działalność firmy powinna przynosić przynajmniej 2 proc. zysku netto rocznie. Obecnie w rankingu największych przedsiębiorstw zajmujemy 239. miejsce, a wartość rynkowa spółki oceniana metodą dochodową jest prawie o połowę niższa od wartości księgowej. Nawet PKP Przewozy Regionalne mają pod tym względem korzystniejsze wskaźniki. Chciałbym to zmienić, i to w krótkiej perspektywie — już w przyszłym roku.