MARKETY NAKRĘCAJĄ POPYT NA BARIERY

Wojciech Surmacz
opublikowano: 29-06-1999, 00:00

MARKETY NAKRĘCAJĄ POPYT NA BARIERY

Polscy detaliści, zamiast walczyć ze złodziejami, konkurują z sąsiadami

NIEUNIKNIONE TRENINGI: Mamy swoich specjalistów, którzy u naszych klientów przeprowadzają szkolenia z zakresu działania nowo zainstalowanego systemu. Bez tego nie jest możliwe wykorzystanie go w 100 proc. — zapewnia Dariusz Malinowski, prezes zarządu spółki INTEGRA. fot. Małgorzata Pstrągowska

Sprzęt elektroniczny, zabezpieczający towary przed kradzieżą, coraz częściej pojawia się w niewielkich sklepikach. Przede wszystkim w tych zlokalizowanych w galeriach supermarketów. Według oceny dystrybutorów tego typu aparatury, rynek nadal nie jest nawet dostatecznie nasycony. Do zagospodarowania pozostaje jeszcze ponad 80 proc.

Elektroniczne systemy służące do zabezpieczania towarów są wykorzystywane na polskim rynku już od kilku lat. Jednak dopiero w połowie ubiegłego roku wzrosło zainteresowanie techniką przeciwdziałającą kradzieżom sklepowym.

— Nadal największy popyt na tego typu produkty jest w dużych centrach handlowych wielkich aglomeracji miejskich, czyli w Warszawie, Poznaniu czy Krakowie. Mniejsze, ale za to coraz bardziej wyraźne zainteresowanie obserwuje się w małych miejscowościach — zapewnia Agnieszka Wajda, kierownik działu logistyki w firmie MAWO System.

Z kolei Dariusz Malinowski, prezes zarządu spółki INTEGRA, bardzo sceptycznie podchodzi do informacji na temat rozwoju rynku.

— Potencjalny rynek zabezpieczeń elektronicznych w Polsce w chwili obecnej można oszacować na jakieś 84 proc. Zatem tylko 16 proc. jest już zagospodarowane. Dystrybutorzy mają więc spore pole do popisu — twierdzi.

Prestiż sąsiada

W każdym cywilizowanym kraju elektroniczny system zabezpieczeń instaluje się w sklepie z pobudek czysto ekonomicznych. Właściciel zwykle dokonuje analizy strat wynikających z kradzieży, oblicza ile zyska na ograniczeniu tego procederu. W zasadzie zawsze dochodzi do wniosku, że warto zainwestować, chociażby ze względu na działanie prewencyjne takiego sprzętu.

— Niestety w Polsce jeszcze tak nie jest. Dzisiaj przeciętny właściciel sklepu decyduje się na elektroniczne zabezpieczenia z zupełnie innych powodów. Zwykle zaczyna się od tego, że np. w jakimś sklepie położonym w pasażu handlowym instalowany jest system. Często jednak tylko po to, by podkreślić zamożność i prestiż właściciela. Później następuje reakcja łańcuchowa. Żaden sąsiad nie chce być gorszy, więc składa zamówienie na sprzęt lepszy i droższy — relacjonuje Marek Ziółkowski, właściciel PPHU MARKAB.

— Reakcja łańcuchowa tak, ale na innych zasadach. Tu nie ma mowy o sytuacji „postaw się, a zastaw się”. Proszę zauważyć, że często kupuje się systemy niewidoczne, np. bramki poprzeczne, w takich przypadkach nikt nie ma okazji podziwiać nowego sprzętu. Jeżeli ktoś decyduje się na system, to jego sąsiad robi to samo tylko po to, żeby do niego też nie przychodzili złodzieje — oponuje Dariusz Malinowski.

Marek Ziółkowski podkreśla, że ubiegłoroczny wzrost zainteresowania elektronicznymi zabezpieczeniami wśród polskich sklepikarzy stymulowany był głównie przez bardzo dynamiczny rozwój sieci hipermarketów w naszym kraju. W każdym markecie zabezpieczające bramki należą do stałego wyposażenia obiektu.W porównaniu z gigantami, detaliczni konkurenci z sąsiedztwa robią co mogą, by uatrakcyjnić swoje sklepy. Instalują zatem systemy, chociaż często nie do końca wiedzą, jak one działają. W ten sposób rusza wspomniany łańcuszek szczęścia i koniunktura się nakręca.

— Obojętnie jakie są przesłanki wprowadzenia takiego systemu, fakt pozostaje faktem, że polskie sklepy są coraz lepiej zabezpieczone. W ten sposób może troszeczkę nieświadomie, ale doganiamy Europę — podsumowuje Marek Ziółkowski.

Złodziej traci okazję

O tym, że instalacja elektronicznych zabezpieczeń przed kradzieżą opłaca się, wiedzą praktycznie wszyscy. Różne są jednak zdania na temat minimalizacji tego zjawiska za pomocą technologicznych rozwiązań. Dariusz Malinowski twierdzi, że przy naprawdę skutecznej działalności w tym zakresie straty spowodowane kradzieżami można zredukować nawet o 80 proc.

— Wszystko zależy od warunków lokalowych i wyposażenia sklepu. Jeżeli są one na wysokim poziomie redukcja strat może sięgać nawet 90 proc. — dodaje Agnieszka Wajda.

Zdaniem Marka Ziółkowskiego, zastosowanie w danym sklepie elektronicznych systemów zabezpieczeń pozwala wykluczyć 94-96 proc. kradzieży rocznie. Takie dane publikują amerykańscy specjaliści.

— Oczywiście zawsze istnieje margines przestępstw nie do wykrycia, czyli działalność złodziei profesjonalistów. Zdecydowaną większość kradzieży popełniają jednak przypadkowi klienci w myśl zasady „okazja czyni złodzieja”. Ale przy zastosowaniu rozwiązań elektronicznych nie ma ona racji bytu — zapewnia właściciel PPHU MARKAB.

Sprawy wewnętrzne

Zmorą detalistów nie są jednak tylko złodzieje z ulicy. Jak podaje INTEGRA, około 50 proc. strat sklepowych z tytułu kradzieży wynika z wewnętrznych działań zatrudnionego personelu.

— W tym przypadku bardzo ciężko jest przeciwdziałać kradzieżom za pomocą samych systemów elektronicznych. Nie pomogą też bramki zewnętrzne. W grę wchodzi telewizja przemysłowa, systemy kontroli kasowych i ostatnio coraz częściej stosowany i chyba najbardziej skuteczny — program metkowania u źródeł, czyli na taśmie produkcyjnej — wymienia Dariusz Malinowski.

Miejscami, w których najczęściej dochodzi do kradzieży wewnętrznych, są tzw. rampy, magazyny i stanowiska kasowe. Do kontroli tych miejsc, oprócz technologii, potrzebni są ludzie.

— Ludzi nie da się nigdy wyeliminować. W całościowej koncepcji zapobiegania kradzieżom współpracują oni z każdym z elementów, które już wcześniej wymieniłem. Mam na myśli ochroniarzy i nadzór techniczny, od nich naprawdę sporo zależy — stwierdza Dariusz Malinowski.

SPORE BRAKI: W takich krajach jak Niemcy, Szwecja czy USA, właściciele sklepów przy instalacjach elektronicznych systemów zabezpieczeń kierują się wyłącznie przesłankami ekonomicznymi. W Polsce ta świadomość jeszcze nie funkcjonuje — twierdzi Marek Ziółkowski, właściciel PPHU MARKAB. fot. Grzegorz Kawecki

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Surmacz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / MARKETY NAKRĘCAJĄ POPYT NA BARIERY